Zaczęłam gonić w piętkę

2013-06-20-14.38.41

Ilość zadań, na które ostatnio się porwałam przerosła nie tylko mnie, ale i mojego kota. Biedak wpadł w depresję, nie żarł przez tydzień, zapomniał jak się aportuje lokówkę (to jego ulubiona zabawa;D). Może to ta moja wyobraźnia, ale mam wrażenie, że zaniedbany zwierzak też ma prawo mieć chandrę.

Postanowiłam zwolnić tempo. Na jakiś czas zapomnieć o konkursie, na którym moje opowiadania są raz chwalone, a raz mieszane z … z błotem;D

Na jakiś czas oderwę się od trzeciej powieści i skoryguję Seryjnego. Nie ma pośpiechu, dwadzieścia stron dziennie musi wystarczyć.

Nastawiłam się głównie na „podbijanie stawek” i ubarwianie szwajcarskich klimatów, ale zasadniczo jadę po wszystkim co mi się przestało podobać.

Od ostatniej lektury Seryjnego upłynęło pięć miesięcy i zdaje się, że od tego czasu sporo się nauczyłam.

Trzymaj kciuki, proszę:D

Do napisania

Kasia

5 myśli nt. „Zaczęłam gonić w piętkę”

  1. ja też przez pierwsze 2 dni na forum ciągle czytałam wpisy konkursowe, potem mi „oddało”, jak mówiła moja babcia Bronia:)
    PS. zazdroszczę szwajcarskich klimatów. To prawda że to istny raj (na ziemi)?

  2. Danko,

    Zgadzam się z Twoją babcią, mi to też oddało!:D Kompletna pustka w głowie, miałam wrażenie, że mózg odkleja się od czaszki. Przeczytałam na ekranie monitora ze 300 stron. I to czytałam z uwagą, bo przecież potem musiałam te teksty ocenić. Stan jak po zderzeniu z ekspresem Genewa-Lausanne, ponoć sunie 200km na godzinę, ale nie sprawdzałam tej informacji;D

    Szwajcaria jest urokliwa, mieszkam w małej miejscowości, na skraju. Za sąsiadki mam krowy podzwaniąjące z odległości 60 metrów od mojego salonu. W ogrodzie rzeczkę, a na horyzoncie góry. Wszyscy w miasteczku się znają i sobie kłaniają, pani kasjerka w supermarkecie zapytała co zamierzam zrobić z trzydziestu plasterków wołowiny i takiej masy boczku i cebuli. Przyznałam się, że zrazy zawijane i dałam jej przepis;D W drodze powrotnej natknęłam się na sąsiadkę (w jej aptece ostatnio kupiłam leki dla chorej Nat), pobiegła do domu i przyniosła mi rachunek, bo zapomniałam go zabrać, a muszę wysłać do ubezpieczyciela.
    Powiedziałam Nat, że ta godzina od momentu kiedy odebrałam ją ze szkoły, była cudna i jeszcze te widoczki na Mont Blanca po drodze, a ona kazała mi się puknąć w głowę.Przecież to normalka:D Tak wygląda ten mój kawałek Szwajcarii:D

    1. wygląda niewiarygodnie wprost pięknie. Bajecznie. Widoczki na Mont Blanca po drodze ze szkoły! A w jakim języku się porozumiewacie w waszym szwajcarskim raju? To prawda, że trzeba być okropnie bogatym, by tam zamieszkac?

  3. Danko,

    Oj, tak mieszkam tu od tylu lat, a wciąż zapiera mi dech w piersiach. Mieszkamy w części romańskiej, tu się mówi po francusku.
    Nie trzeba być bogatym. Jak przyjechałam w 1998 miałam na koncie kilkaset złotych i przez dwa miesiące mieszkałam kątem u koleżanki z pracy. Nie byłam pewna, czy się zakotwiczać wynajmem mieszkania, dałam sobie taki okres próbny.
    Te legendy o bogaczach zamieszkujących Szwajcarię, choć bogaczy jest wielu, biorą się głownie stąd, że w niektórych kantonach podatki są negocjowalne. Dysponując miliardowym majątkiem z Urzędem Skarbowym można się dogadać.O szczegóły musiałabym zapytać Alana Prosta czy Philla Collinsa, mieszkają niedaleko;D Jarek mnie koryguje,twierdzi, że Phill się chyba wyprowadził,ponoć z „kobitą się pokłócił”. Nie wiem skąd on ma takie informacje?
    😀

    1. Jeszcze raz zazdroszczę. Mieszkam z rodziną na południu Włoch, Basilicata. Męczy mnie „niedoskonałośc” tego miejsca – druga Lubelszczyzna krótko mówiąc. Brak pracy, dorośli ludzie uwieszeni na rodzicach… Emigrację też trzeba umieć wybrać. Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *