Wywołałam lawiniątko, bo jeszcze nie lawinę

2015-01-25 16.15.07

W piątek wysłałam maila do sześciu wydawnictw z zapytaniem o dalsze losy Seryjnego fotografa. Jeszcze tego samego dnia jeden z wydawców wrzucił Seryjnego na Kindlea z obietnicą, że za miesiąc da odpowiedź.

Dwa dni później dostałam kolejną odpowiedź. Mail został wysłany o 7.36 rano!

Ktoś zerwał się o świcie, w niedzielę!, żeby wysłać mi wiadomość następującej treści:

Szanowna Pani,

z przykrością informuję, że Pani propozycja nie zostanie ujęta w planie wydawniczym wydawnictwa […].

Z serdecznymi pozdrowieniami,”

W normalnych okolicznościach wysyczałabym przez zęby: – Tobie też życzę miłego weekendu.

Jednak nie tym razem.

Wydawcy nie udało się popsuć mi humoru, bo już był spieprzony!

W sobotę po inauguracji sezonu narciarskiego, w malowniczej górskiej restauracyjce uraczyłam się tatarem i Crèmem brûlée. Strułam i odchorowałam przez kolejną dobę.

Do napisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *