Wyhodowałam sobie czytelnika

2015-03-11 13.29.20-2

Wczoraj zaczęłam pisać opowiadanie na kolejny konkurs. Obiecałam sobie tego nie robić, bo niepotrzebnie się rozpraszam. Poprawiam właśnie symultanicznie dwie powieści i na tym powinnam się skoncentrować. Ale uzależniłam się od konkursów i nie potrafię ich sobie odmówić;)

Siedziałam i knułam, klepiąc w klawisze, wstałam, dopiero gdy dojechałam do trzech czwartych opowieści i to tylko dlatego, że musiałam pędzić z córką po nowe buty.

Czekałam na boisku szkolnym i zastanawiałam się, które zakończenie lepsze…

Szczęśliwie mam dziesięcioletnią doradczynię, z którą mogłam to skonsultować;)

Po powrocie do domu, ona szykowała nam podwieczorek, a ja czytałam opowieść. Nieskończoną. Ale „- mamo, koniecznie muszę to usłyszeć”.

Omijała niewykończone fragmenty, opornie się czyta takie niedorobione dzieło.

„- No i co dalej, co dalej, czytaj!”

Prawie się popłakałam ze szczęścia, ale przełknęłam ślinę i wyprostowałam łamiący się głos, po czym doczytałam do końca, który końcem jeszcze nie był.

„- Pisz dalej, bo to ciekawe” – powiedziała córka.

Przysiadłam o świcie i zabrałam się do poprawek, bo po takiej reakcji, aż chce się chcieć pisać.

Sam powiedz, jaki to szczęście „wyhodować” sobie tak wdzięcznego czytelnika:)

Życzę Ci równie udanego końca tygodnia!

Do napisania.

Kasia

3 myśli nt. „Wyhodowałam sobie czytelnika”

  1. To wszystko prawda! Choć prawdę mówiąc patrząc na tą twoją figurkę jakże petite nikt by nie powiedział, że masz niezły spust! A co ona tam pichci? Wygląda na rodzynki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *