To prawie przedostatni etap pisania „Seryjnego fotografa”

Mam już większość scen. Te ostatnie dopiszą się same, podczas gdy ja dla odmiany, robię tuning tego co napisałam.
Chodzi o to, że pisałam szybko, żeby jak wyraził się ktoś mądry „nie stracić ostrza narracji”. Mam pierwszy draft trzech czwartych powieści. Z grubsza obejmuje on większość faktów i emocji. Natomiast miejscom brakuje kolorytu, a scenom wprowadzenia.
Aby trochę przewietrzyć umysł zaczęłam od ponownego zwiedzania Nowego Jorku. Nie dosłownie, ale szukam anegdotek na temat miasta.

Mają być krwawe, jak choćby ta: na Washington Square w Nowym Jorku jest łuk – wzorowany na Łuku Triumfalnym, pod nim ponoć ścinano ludzi. Działo się to dawno temu i nikt o tym nie pamięta.
Niby nic takiego, ale jeżeli w pobliżu znajdzie się mój antagonista, w dodatku po to aby wymusić rozmowę na protagoniście, który to ma świadomość tego miejsca i wie o nieczystych sprawkach przeciwnika, robi się z tego mega-scena:D

Wygrzebałam więcej takich historii z życia Wielkiego Jabłka. Od wczorajszego ranka tym głównie żyję.

Okazuje się, że należy trzymać się faktów, jeżeli opisuje się konkretne miejsce na ziemi. W przeciwnym razie zamęt wyprowadza z równowagi znających topografię czytelników. Oczywiście dozwolone jest przestawienie kamienicy, aby znajdowała się bliżej stacji metra i jakichś tam drobiazgów, ale dosłownie zmieniać geografii nie wolno. Tak przynajmniej twierdzą znawcy tematu, a ja nie mam powodu, aby im nie wierzyć.

Dlatego zrzynam się aby w miarę wiernie odtworzyć Nowy Jork i jego klimat. Zależy mi na tej lokalizacji szczególnie, bo w Central Parku napisałam opowiadanko, które stało się prologiem do seryjnego.
Oczywiście zawsze można od tego uciec i wymyślić miasto, albo wrócić na własne śmieci. Mogłabym opisać szwajcarską prowincję albo Singapur, w którym poczułam się jak w swojej kuchni. Może dlatego, że tam tak cudownie pachnie jedzeniem i wibruje życiem. A ja uwielbiam jeść:D

Co jeszcze … A no tak, przeglądam również nasze zdjęcia z wyprawy na Wall Street i tym podobne. Próbuję odświeżyć wrażenia jakie na mnie zrobiło to miasto. Ale idzie mi jak po grudzie.

Nie wiem, czy już o tym wspominałam, ale brakuje mi jednego zmysłu… Nie mam za grosz orientacji przestrzennej. To może brzmieć absurdalnie, ale dla mnie urosło do rangi mega-problemu.
Jestem anty-kompasem! Jako jedyna na świecie nie posiadam wrodzonego GPS-u, ani nawet takiego w telefonie! Jestem skazana na wieczne błądzenie!
Do tego stopnia, że ilekroć zgubimy się w obcym mieście, mój mąż pyta gdzie moim zdaniem powinniśmy iść, a wysłuchawszy mojej opinii, kieruje nas w stronę przeciwną. To zawsze zdaje egzamin.

Okaleczona o elementarny zmysł, który pozwolił przetrwać naszym przodkom, po ty by mogli dać nam istnienie, dwoje się i troję, aby przywołać wspomnienia z Nowego Jorku.
Trzymaj kciuki, proszę.

Do napisania
Katarzyna Sikora

PS. Doroto, cieszę się, że moja pisanina dodaje Ci energii. Przepraszam za długie milczenie. Postaram się pisać więcej. Dziękuję za pozytywnego kopa. Pozdrawiam serdecznie.

4 myśli nt. „To prawie przedostatni etap pisania „Seryjnego fotografa””

  1. Jakbyś mogła jeszcze pisać codziennie, informować o tym, co się dzieje z pisanymi książkami, byłabym w siódmym niebie.
    Nie wiem, jak, ale po każdym Twoim wpisie siadam i sama piszę. Może byś mi pomogła i pisała codziennie?:))

  2. Kasiu, uczyń z braku zmysłu orientacji atut! Niech jeden z bohaterów poruszających się po NYC odznacza się właśnie taką cechą. Automatycznie zwolni Cię to z odpowiedzialności za precyzyjność danych topograficznych 🙂

    1. Kasiu,

      Na początku miałam taki zamysł. Ale moi bohaterowie są już tak obciążeni negatywnymi cecham, które miałyby ich urzeczywistnić, że więcej im nie mogę, przynajmniej na tym etapie, doładować.
      Ale to doskonały pomysł na następną powieść. Zamierzam go wykorzystać.
      A propos, kiedyś Gazeta Wyborcza poszukiwała archiwisty, to było w czasach, kiedy wszystko było drukowane… Dawne czasy. Otóż w ofercie zatrudnienia archiwisty wymagana była dobra orientacja przestrzenna;D
      Przeczytałam to ogłoszenie w 1990 roku (w tamtych czasach byłam na sto procent pewna, że nic mnie nie zatrzyma:D). Ale dopiero ten anons uświadomił mi, że każde z nas ma ograniczenia;D:D:D
      Dobrej nocy:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *