Smutno mi, że nie wygrałam…

13-07-28-298

Jedno z opowiadań, tych, które napisałam na fali przedświątecznego pisarskiego amoku, to współczesna opowieść wigilijna.

Wiem, brzmi to próżnie, ale nie pisałam tego tekstu dla nagrody. Swoją drogą były dość marne: skrub do ciała, mgiełka zapachowa i tym podobne;D Zależało mi wyłącznie na tym, żeby tekst został opublikowany:D
Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Nie chciałam nagrody rzeczowej, liczyłam na to, że tekst ukaże się drukiem;D

Niestety moje opowiadanie nie znalazło się wśród wyróżnionych tekstów. Nie zostało więc opublikowane.

Przez kilka godzin chodziłam jak struta. Nie było mi żal czasu, bo każde opowiadanie to praca nad warsztatem, a praktyka jest bezcenna. Zastanawiałam się za to nad tym co zrobiłam „źle”. A może istnieje recepta na sukces w konkursie literackim? Tylko ja jej jeszcze nie odkryłam…

Czas goni, a ja liczę na to, że kiedyś „błysnę geniuszem;D”. Bo jak twierdzi poeta: geniuszem się nie jest, nim się bywa…

Na fali tych filozoficznych przemyśleń, które mimo wszystko utwierdziły mnie w przekonaniu, że praca popłaca, przyszła mi do głowy myśl, że sama sobie opublikuję to opowiadanie.
Na blogu! A co?!:D

Zapraszam do lektury: Co komu pisane…

Do napisania.
Kasia

PS. No i znowu zrobiło mi się smutno, że nie wygrałam. Trzeba było zamknąć tę kartę historii i do niej nie wracać…

8 myśli nt. „Smutno mi, że nie wygrałam…”

  1. Kasia!
    Rozumiem Cię:) Ja też latem liczyłam na co najmniej jedną nagrodę (a wysłałam cztery prace na różne konkursy), jednej wręcz byłam pewna;)
    To jest potem trochę jak obuchem w głowę. Plus smutek i chwilowy odpływ sił.
    Na szczęście chwilowy.
    Pozdrawiam noworocznie, na pewno jeszcze nie jedna wygrana przed Tobą!

    1. Asiu,

      Właśnie o Tobie myślałam! Ale numer, coś jest na rzeczy z ta telepatią. No zgadza się,rozgryzłaś mnie. Sądziłam, że to się przynajmniej kwalifikuje na jakieś wyróżnienie, choćby dlatego, że jest „inne”. Ale masz rację, po każdym oklapnięciu wracają siły. Mało tego coś mi mocno to jury wlazło na odcisk, bo od tamtego czasu machnęłam jeszcze dwa opowiadania:D Oba na konkurs. Lecę po calaku. Jeżeli takie są skutki przegranej,to nie mam nic przeciwko przegrywaniu:D
      Pozdrawiam noworocznie.
      Kasia

  2. Norma, każdy przez to przechodzi. Chociaż czasami faktycznie człowiekowi przykro, zwłaszcza, jeśli nad tekstem sporo się napracował – ale cóż, byli lepsi.
    Swoją drogą, jak tak śledzę bloga odnośnie Seryjnego – albo wysyłasz do innych wydawnictw, albo masz niesamowite szczęście. Napisałam trzy powieści, każdą z innego gatunku, a więc gdy je rozsyłałam, trafiły oczywiście do różnych wydawnictw. Żadne nie potwierdziło odbioru tekstu, żadne nie odpisało odmownie (nawet te, które deklarują, że odpowiadają wszystkim i wedle wpisów na forach często maile odmowne wysyłają – np. Prószyński). Poddałam się dawno, ale wciąż czasem się zastanawiam czy powieści były aż tak beznadziejne, że nie zasłużyłam nawet na krótkie „nie jesteśmy zainteresowani”, czy też nikt ich nie przeczytał:P

    1. Wittaj,
      Fajnie, że się odzywasz. Zgadza się porażka bywa gorzka, ale hartuje. Dobre jest to, że przynajmiej czasu nie żal, bo warsztat się polepsza.

      A co do wydawców, nie zawsze było tak kolorowo. Te pierwsze, te, do których posłałam powieść zaczęłam naciskać z prośbą o odpowiedź. Nie należę do osób cierpliwych, właściwie to brzydzę się słowem „cierpliwość”;D Odpowiednio przyciśnięte wydawnictwa dały głos.Z tą drugą powieścią rzeczywiście miałam wyjątkowe szczęście. Na fali potwierdzeń tak mnie poniosło, że władowałam na bloga jedno z nich. I znów coś nade mną czuwało,bo wydawca, którego zacytowałam przyszedł na na mój blog. Był pod wrażeniem tego wpisu i napisał mi o tym na maila. Teraz już nie wiem, czy wszyscy wydawcy najpierw sprawdzają z kim mają do czynienia, czy zawdzięczam to szczęściu… Wiesz, ja jutro do tych wydawców napiszę, w sumie od wysłania Seryjnego minął miesiąc i dwa tygodnie. Spróbuję się dowiedzieć co jest grane;D O wszystkim poinformuje we wpisie.
      Pozdrawiam serdecznie:D
      KAsia

      PS. Wyślę Ci w mailu nazwy wydawnictw, które zareagowały na moją propozycję.

  3. Tak, widziałam ten wpis o wydawcy:) Nawet mnie to nie dziwi: selekcjonerzy dość powszechnie wrzucają nazwisko autora w google, chociażby żeby się dowiedzieć czy np. powieść nie była wydana jako e-book (selekcjonowałam sama dla jednego wydawnictwa jakiś czas i w ten sposób odsiewałam sporo propozycji:P).

  4. Ejże, naprawdę?
    Brak cierpliwości u kogoś, kto napisał dwie duże powieści i w związku z ich redakcją przeszedł prawdziwą szkołę przetrwania…? Nie, w to nie uwierzę. Natomiast gratuluję samozaparcia, systematyczności i pracowitości, a więc tego, czego mnie w mojej pracy najbardziej brakuje.
    To prawda, że niektóre wydawnictwa dość skrupulatnie weryfikują otrzymany tekst drogą internetową, korzystając z programów indeksujących w sieci konkretne tagi i zwroty kluczowe. To zrozumiałe. Jeśli mamy do czynienia z poważnym, szanującym się wydawnictwem, jasnym jest, że taka forma zabezpieczenia przed ewentualnym piractwem, wyciekiem do sieci treści książki, czy po prostu plagiatem to zwykła, nakazana profesjonalizmem oczywistość. Czasem jest problem, jeśli w sieci znajdzie się udostępniony przez autora fragment propozycji wydawniczej. Wówczas weryfikacja trwa nieco dłużej i wymaga dodatkowych wyjaśnień.

    Jeśli chodzi o traktowanie przez wydawnictwa debiutantów „per noga”, to tutaj także nic nowego. Wydawnictwa wydające poczytne książki otrzymują wiele podobnych propozycji nadsyłanych z całej Polski, Europy a nawet świata. Nie dziwi mnie (a byłem w takiej sytuacji nie raz), że nie odpisują nawet odmownie.
    „Stawianie kreski” na takich wydawcach nie jest oczywiście rozwiązaniem. Dziś nie przyjęli, nie odpowiedzieli, ale jutro, albo pojutrze plan wydawniczy ulegnie zmianie i książkę wydadzą. Albo nie wydadzą, ale kulturalnie odpowiedzą, że „jeszcze nie teraz”.
    Dlatego: do góry uszy!
    Z Pani samozaparciem, Pani Kasiu i z Pani pracowitością to naprawdę tylko kwestia czasu.
    A wyniki konkursów (to tak już całkiem na koniec) absolutnie nie powinny być dla Pani probierzem jakości Pani pracy – o tym też proszę pamiętać.
    Pozdrawiam, Maciek.

    1. Panie Macieju,

      Znów zjawił się Pan w trudnym momencie, dopadły mnie smoki. Najgorszy jest ten perfekcjonizmu. Siedzę i nanoszę poprawki na wniosek czytelników i komentatorów tekstów. To ten konkurs, o którym wspominałam, na grupie zamkniętej na Facebooku. Plusem tego wydarzenia są komentarze, które ukazują się pod moimi opublikowanymi anonimowo opowiadaniami. Wczoraj w nocy dostałam nawet wnikliwą analizę jednego z tekstów (poniosło mnie;D wysłałam dwa). Tak sobie wzięłam do serca zasugerowane poprawki, że dzisiaj od rana wpadłam w ferwor pracy. Na początku lutego wrzucę te dwa teksty na bloga, na razie jest anonimowo;D
      Dochodzę do wniosku, że jest kilka rodzajów cierpliwości. Ta, która pozwala poprawiać i pisać teksty stała się przyjacielem, ale ta, która mi każe czekać na werdykt jury i wydawców, powoduje duszności i stany lękowe… Ups, znowu przesadziłam;D Ale i tak czekania nie cierpię.

      Panie Macieju, jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa i wiarę we mnie, dodaje mi pan skrzydeł!

      Pozdrawiam ciepło.
      Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *