Scena 3, Akt IV, powieści pod roboczym tytułem „Kochanek żywy i martwy jednocześnie”

Dochodziła dwudziesta. Wyszliśmy na spacer, żeby się przewietrzyć i przy okazji zjeść coś na mieście, bo lodówka pusta. Nie miałam apetytu, powinnam wrócić do siebie, wziąć długi prysznic i umyć zęby, jednak Claude twierdził, że nie da się myśleć z pustym żołądkiem. Rzeczywiście, nic sensownego nie przychodziło mi do głowy, więc dałam się przekonać.

Wieczór był gorący, choć meteorologowie zapowiadali obniżenie temperatur i zaklinali się, że w tym sezonie przestaliśmy bić rekordy upałów. W chłodzie panującym w mieszkaniu Claudea nie czułam smrodu własnego potu, dopiero na dworze odurzył mnie kwaśną wonią. Przeszliśmy deptakiem miejskim w kierunku jeziora, ale przystanęliśmy po kilkuset metrach przy lokalnej piwiarni. Stoliki obsiadła młodzież, panował tam gwar, rozbrzmiewał śmiech. Po ciszy mieszkania, tego nam było trzeba. Odmiany. Kelner uprzątnął dla nas stolik. Lokal słynął z wytwarzanych na miejscu piw. Woń gorzelni wypełniała powietrze i stanowiła doskonały kamuflaż dla smrodu wydzielanego przez moją skórę po dobie z okładem bez kąpieli.

– Tu się można upić samym zapachem – powiedział Claude i złożył zamówienie u kelnera. Nie zrozumiałam nic poza słowem pizza.

Kelner postawił przed nami wysokie kufle wypełnione żółtym napojem, nienawidzę piwa, a w tym spienionym pływały jeszcze grudki przypominające kamienie nerkowe. Królestwo za szklankę wody! Jednak kelner zniknął. Zmusiłam się do przełknięcia miniłyczka.

– Smaczne, słodkawe!

– W sam raz dla dziewczyn – Claude puścił do mnie oko, ale bez cienia wesołości, po czym przechylił kufel i wypił połowę.

Pizzę podano na drewnianej desce. Danie przypominało zapiekankę, ale smakowało znakomicie. Pożarliśmy po wielkim kawałku, jak zwykle w ekspresowym tempie, i oboje zatopiliśmy się w myślach. Patrzyliśmy na ludzi przemierzających deptak. Wyglądali na zmęczonych dniem i upałem, mimo to zdawali się beztroscy, a nawet szczęśliwi. Wracali z pracy do domów, zapewne mieli plany na wieczór. Większość przyklei się do portali społecznościowych lub zasiądzie przed telewizorami, część pójdzie pobiegać, wybierze spacer lub kąpiel w Jeziorze Genewskim, w rozważaniach o przyszłości i upływie czasu zagłębią się tylko nieliczni, głównie samotne kobiety po trzydziestce piątce.

– Ciekawe ile osób z tłumu stało się bohaterami drugo- i trzecio-planowymi powieści madame Gonzales i jaki im wyszykowała los… A może powinniśmy ostrzec świat przed armagedonem, który niechybnie nastąpi, jeżeli non stop nawalona pisarka o boskich mocach zacznie pisać kolejne dzieła? – Starałam się zagaić rozmowę, ale Claude nie dał się sprowokować.

Moje myśli uporczywie krążyły wokół madame Gonzales. Może pijana w sztok nie jest tak szkodliwa jakby się mogło wydawać? Jednak co się stanie, kiedy otrzeźwieje i znów zabierze się do pracy?Czy wyprane z szarości komórki mózgu nie stworzą piekielnego dzieła? Czy nie wymyślą kolejnej wersji Frankensteina? Lub może od razu będą w stanie zrzucić na ziemię meteoryt, który obróci planetę w gwiezdny pył?

– Czym jest czas – zaczął filozoficznie Claude tym razem przyglądając się rzece ludzi płynącej od strony dworca kolejowego.

– Czym, mów! – Nie wytrzymałam

– Zdaniem fizyków czas przypomina zamarzniętą rzeką, w której każda chwila jest na zawsze uwięziona.

– Sądzisz, że nasz los został zapisany w gwiazdach i już nic może go zmienić? Że decyzje i ryzyko jakie wciąż podejmujemy nie mają wpływu na naszą przyszłość, że wszystko co robimy zostało gdzieś zaprogramowane?

– Nie wiem, chcę tylko powiedzieć, że dla fizyków różnica między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością jest uparcie podtrzymywaną iluzją.

– Ojcze, matko i babciu, cholernie to pomocne, wiesz?! – Poderwałam się z miejsca i zaczęłam krążyć wokół naszego stolika, obijając się o krzesła i stoliki w ciasno zastawionym ogródku piwiarni.

– Strzałka czasu – mówił Claude znów szarpiąc się za grzywkę – strzałka czasu jest skierowana w jednym kierunku, w stronę przyszłości. Trzeba ją odwrócić.

– A może zakradniemy się na CERN ? – Czułam, że plotę od rzeczy, ale skoro Claude tyle wiedział o fizyce, może coś z tym zrobi. – Słuchałam na YouTube o pewnym eksperymencie. Odbył się przy dogasającym po pracy akceleratorze. Naukowcy zamknęli w specjalnym pojemniku kasetę, czy CD z nagraną melodią, drugi taki pojemnik z kopią nagrania wysłali gdzieś daleko, chyba do Australii, nie ważne. Wezwali buddyjskich mnichów, którzy mieli swoimi sztuczkami oczyścić atmosferę. Do eksperymentu zaprosili też muzyka. Facet miał zmienić samymi tylko myślami takty muzyki, w tym oczyszczonym środowisku jego myśli nabrały szczególnej mocy. Udało się! Takty muzyki zmieniły się nie tylko na kasecie wzorcu, ale też na jego siostrzanej kopii, tej w Australii. To tak jakby cofnięcie się w czasie! Rozumiesz? Te dźwięki zmieniły się równocześnie, a przecież musiałby być jakiś odstęp w czasie, choćby ze względu na odległość, bo nic nie przemieszcza się szybciej niż światło.

Claude spojrzał na mnie zza grzywki.

– Zostawmy fizykę kwantową, to zbyt pojechane jest. Nikt tego nie kuma, no i kto nas wpuści na CERN do reaktora. Ostatnia zagwozdka: skąd weźmiesz, grupę tybetańskich mnichów?

– Buddyjskich! Jeszcze nie wiem, ale to się na pewno da wygooglować… – przysiadłam z powrotem na krześle, bo chodzenie wcale nie pomogło w koncentracji. – Wyczytałam, że są wycieczki na CERN, oprowadzają naukowcy… bezpłatnie… tylko trzeba się zapisać z odpowiednim wyprzedzeniem.

– Nie! Stanowczo zostaw kwanty. Lepiej zastosować tu teorię względności czasu i przestrzeni.

– Serio?

– Entropia, mówi ci to coś?

– Tak, to miara nieporządku… przypadkowości.

– Nieporządek wypiera porządek, to on odpowiada za strzałkę czasu.

– Mamy problem do rozwiązania! W takich chwilach to zwykle mnie dopada głupawka, liczyłam na twój zdrowy rozsądek.

– Skup się, kobieto! Wiesz co było w przeszłości, znasz teraźniejszość, ale przyszłością rządzi wyłącznie prawdopodobieństwo, przypadkowość, bałagan, chaos, nazwij to jak chcesz. Nie jesteś w stanie przewidzieć jaki kształt przybierze plama mleka, które wyleje się z rozbitej szklanki. Kumasz?

Spojrzałam na niego bezrozumnie, musiał to zauważyć, bo znów się odezwał.

– Na początku świat był uporządkowany, a z czasem przybiera formę coraz większego bałaganu. Gdyby ogarnąć chaos…

– Chcesz cofnąć czas za pomocą odkurzacza i mopa?

– No, nareszcie – Claude uśmiechnął się po raz pierwszy tego wieczoru.

– O czym ty…

– Idziemy do Gonzales, niech posprząta, co nabałaganiła.

6 myśli nt. „Scena 3, Akt IV, powieści pod roboczym tytułem „Kochanek żywy i martwy jednocześnie””

  1. – ogródku letnim piwiarni – bez „letnim”, wiadomo, że ogródki knajpiane są latem
    – Czy wyprane z szarości komórki mózgu nie stworzą piekielnego dzieła? Nie będą w stanie wymyślić kolejnej wersji Frankensteina, Godzilli, a może od razu zrzucić na ziemię meteoryt, który obróci planetę w gwiezdny pył? – uprościłabym:
    Czy wyprane z szarości komórki mózgu nie stworzą piekielnego dzieła? Czy nie wymyślą kolejnej wersji Frankensteina? Lub może od razu będą w stanie zrzucić na ziemię meteoryt….

    Kasiu, nie znudziłaś mnie teorią. Bardzo sprawnie to napisałaś, rozbite na dialogi, wartkie. Natomiast strony merytorycznej, jako kompletnie nieznająca się na teorii względności, kwantach itp., nie podejmuję się komentować.

    1. Hanna,

      Dziękuję serdecznie za poprawki, już naniosłam 🙂

      O stronę merytoryczą jeszcze się nie martwię, poruszam się po dość jeszcze bezpiecznym gruncie. Jak skończę, poszukam fizyka, żeby rzucił na to okiem.

      Interesowało mnie czy nie zanudzam i wygląda na to, że teoria w pleciona w dialog ujdzie:)

      Życzę miłej niedzieli.
      Pozdrawiam.
      Kasia

  2. Dochodziła dwudziesta. Wyszliśmy na spacer, żeby przewietrzyć mózgi i zjeść coś na mieście (to wyszli na spacer, czy żeby coś zjeść na mieście?; przewietrzyć mózgi też brzmi niedobrze, może po prostu „się przewietrzyć”?), bo lodówka była (można uniknąć „była”, napisać inaczej) pusta. Nie miałam apetytu, powinnam wrócić do siebie, wziąć porządny (może ciepły, długi?) prysznic i umyć zęby, jednak Claude twierdził, że nie da się myśleć z pustym żołądkiem. Rzeczywiście, nic sensownego nie przychodziło mi do głowy (tu bym dodał, w związku z czym), więc mu uwierzyłam (to kwestia wiary?; może lepiej „dałam się przekonać”?)

    Do poprawy 🙂

    1. Zodiaku,

      Poprawiłam:) To dopiero pierwszy szkic, ale jak tak dalej pójdzie będę miała prawie gotowca,:)
      Ciekawe co myslisz o reszcie tekstu, tej o fizyce? Tu mam największy zgryz, chciałabym, żeby teoria, którą tu wpakowałam była podana klarownie, bo to fundament pod przyszłe wydarzenia.
      Pozdrawiam i życzę owocnego tygodnia:)

  3. Nie zmieniam zdania, do poprawy… gruntownej 🙂
    Wiele mi tu zgrzyta. Naukowcy (?) rozmawiają o dziwnych teoriach, a używają zwrotów typu „kumać”. Często używach nieodpowiednich słów w niewłaściwych momentach, jak wyżej przytoczyłem.
    I jeszcze, rozumiem zamysł, ale dziwnie czytać o kobiecie, która mówi o swoim zapachu, że to „smród”. Nie kupuję tego, nie wierzę w to. Gdyby myślała tak o facecie, to prędzej 🙂
    Co do teorii, jest dobrze, zrozumiałem, co mówią Twoi bohaterowie… chyba 🙂
    Pozdrawiam.

    1. Zodiaku,

      Najważniejsze, że zrozumiałeś teorie! :):):)

      Resztę Twoich uwag też sobie zanotowałam. A, widzisz powinnam zapowiedzieć, że moi bohaterowie nie są naukowcami, tylko ciekawymi życia młodymi ludźmi, którzy wplątali się w aferę z jasnowidzącą pisarką. Słowa „kumać” przemyślę, ciągle pracuję nad bohaterami;)

      Co do smrodu, mam potwornie wyczulony zmysł węchu i skłonności do przesady;) Ale moim skromnym zdaniem, po osiemdziesięciokilometrowej rundzie na rowerze cuchnę jak stado baranów;)

      A co do różnic między kobietami i mężczyznami… ostatnio przeczytałam tekst faceta, który w takich szczegółach opisał garderobę współpracownika, jakich ja w życiu bym nie dostrzegła… No dobrze, masz rację, stracił dla mnie nieco tamten autor na wiarygodności;)
      „Smród” do zmiany!

      Miłego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *