Przynajmniej dowiedziałam się, że dostali.

Przynajmniej dowiedziałam się, że dostali.

.

W sumie to taki śmiech przez łzy. Dzisiaj dostałam pierwszą odpowiedź odmowną w sprawie „Rubinowej twierdzy”.

Zważywszy na czas w jakim standardowo wydawnictwa rozpatrują propozycje, decyzja zapadła dość szybko, bo po dwóch miesiącach.

Zanim klamka zapadła, kilka razy próbowałam się mailowo dowiedzieć, czy dostali mój rękopis. Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Ile sekund trwają dwa miesiące, wie tylko ten kto czeka… Teraz przynajmniej wyszło na jaw, że rękopis doszedł.

Pani sekretarz redakcji zaproponowała mi odesłanie powieści na mój koszt. Jeżeli nie udzielę odpowiedzi w ciągu trzech miesięcy, rękopis zostanie zniszczony.
Coś mi mówi, że nie powinnam do tego dopuścić. Taki akt wandalizmu mógłby zapeszyć. Niedobrze! Na dodatek stałam się przesądna!

Z drugiej strony znów narażam się na koszty i to niemałe. Bo wydruk w postaci, w jakiej chciało go wydawnictwo, waży ponad kilogram. A może by tak poprosić owo wydawnictwo, żeby na mój koszt posłało ten rękopis dalej?

Jest jeszcze kilka domów wydawniczych, które żądają wydruku. Wtedy zapłacę tylko raz, a nie dwa.

To co prosić, żeby wysłali tę powieść do kolejnego wydawnictwa, czy lepiej nie jątrzyć?

Do napisania.
Kasia

4 myśli nt. „Przynajmniej dowiedziałam się, że dostali.”

  1. Nie gap się w lusterko wsteczne, teraz święty czas zbrojenia cierpliwości. Ślij dalej, tamto wydawnictwo to już przeszłość. Myślę, że lepiej poproś o zwrot do Ciebie-mimo wszystko lepiej jeśli z kolejnym wydawcą będziesz komunikowała się Ty a nie inne wydawnictwo; poza tym po co nowy wydawca ma wiedzieć, że kontaktowałaś się już z innymi? To jest Twoje dziecko, więc Ty je wyślij do przedszkola. I uszy w górze. Napisałaś. Najtrudniejsze już za Tobą. A prędzej czy pózniej wydasz. Uśmiechnij się.

    1. Bartku,

      Dziękuję za ciepłe słowa. Uśmiecham się, jakoś mi teraz lżej na duszy.
      Za kilka dni odeślę wydawnictwu maila z prośbą, a póki co niech sobie poczekają. Ja czekałam, oni też mogą;D O i teraz zrobiło mi się jeszcze lepiej. Szkoda, że pogoda podła, bo zmyłabym z siebie ten stres w jeziorze, a tak pozostaje żłopnąć kolejną herbatę i zajeść to porządną kolacją:D
      Pozdrawiam.
      Kasia

  2. To że zniszczą to żadna zła wróżba, standardowa procedura i naprawdę ma swoje uzasadnienie. Zastanów się po prostu, co drożej wyjdzie, kolejny wydruk, żeby słać dalej czy zapłacanie za tę przesyłkę.
    I lepiej nie prosić, żeby wydawnictwo posyłało do innego wydawnictwa. I na miejscu pani sekretarz z tego, które odrzuciło, i na miejscu osoby przyjmującej wydruk, przetarłabym oczy ze zdumienia…

    1. Witaj, Ceri,

      To fakt, najważniejszy jest rachunek ekonomiczny. Wczoraj nie myślało mi się trzeźwo, bo to jednak jakby nie było przykra wiadomość i wyprowadziła mnie z równowagi. Zaraz to sobie skalkuluję już na zimno.

      Pozdrawiam.
      Kasia

      PS. A co do tych stosów makulatury… Kiedyś w wyborczej widziałam ofertę pracy dla archiwisty. Miał mieć dobrą orientację przestrzenną. To chyba najlepiej obrazuje te góry makulatury zalegające wydawnictwa;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *