Przegrałam bitwę…

…ale nie wojnę.

Moje dzieło miało być skończone wczoraj o północy.  Nie jest. Wczoraj, a raczej dzisiaj nad ranem nie miałam już nawet siły przyznać się do porażki.

W międzyczasie prawie podpaliłam dom. Zapomniałam, że kawałek drewna do kominka położyłam na tymże właśnie. Sprzedawca wcisnął nam zawilgotniałe drewno, które nie chce się palić;D Tyle że nasz kominek to zwykła „koza”. Są i tacy, którzy twierdzą, że wygląda jak parownik dla świń. To drewno nagrzało się na nahajcowanym na maksa piecu i nieźle podsmażyło. Gdyby nie smród, najpierw przyjemny, taki jak w saunie, potem już raczej przypominający zwęglonego żywcem trupa, moja książka spłonęłaby wraz z autorką i jej rodziną, niedokończona.

Już nic nie zamierzam deklarować. Nie wiem, może skończę za dwa dni, może za tydzień. Ale to nie ma znaczenia w obliczu nowego odkrycia.

Stwierdziłam, że nie opłaca się poprawiać po raz czwarty, zdań, których nie udało się wypolerować przy trzecim podejściu. Zdanie jest dobre prawie od razu, albo won. Skutek jest taki, że wywaliłam zbędne dygresje. Nawet te, które pierwotnie wydawały się takie odkrywcze. Jeżeli ja się na tym „zacinałam” to tym bardziej zatnie się czytelnik.

Ciekawa jestem jak jest u Ciebie z dotrzymywaniem terminów. Pisz, proszę, w komentarzach.

11 myśli nt. „Przegrałam bitwę…”

  1. A jaką na przykład dygresję wywaliłaś? Czy mogę poprosić o próbkę tekstu?

    PS. Wiem, wiem. Niby mógłbym przeczytać całość, ale słowo się rzekło: nie czytam, aż nie będzie skończone 🙂

    1. Skryty Wielbicielu mojego talentu,

      Nie mam próbki. Jak mówię wywaliłam. I to bezpowrotnie. Dlatego nie zamierzam do tego wracać. Jedno mi się tyko nasuwa. W jednej ze scen bohaterka widzi jak kot morduje wiewiórkę. To nawiasem mówiąc, pierwsza zabita przeze mnie postać. A później ta bohaterka porusza się, miało być szybko jak jaszczurka, ale skoro wcześniej była już ruda z ogonem, to przyrównałam jej prędkość do wiewiórki. Nie chciałam mieszać i pozbyłam się gada.

      1. Rozumiem, że kot i wiewórka to alegoria walki złego i dobrego i dlatego ta scena wyleciała!!!

        😉

  2. Z dotrzymywaniem terminów u mnie często krucho – ale tylko tych, które wyznaczam sobie sama;)
    Kiedyś miałam dużo silniejszą wolę i zmuszanie się codziennie do np. uczenia się języka czy ćwiczeń było łatwe.
    Obecnie nie tęsknię aż tak bardzo za tamtym „wydaniem” siebie samej, ale w pisaniu by mi się znowu przydała;)
    Ps. Kasiu, przestań już poprawiać!!!

    1. Asiu,
      A gdyby założyć, że sama sobie jesteś w tym pisaniu firmą? No, wiesz prikaz, który rodzi się w Twojej głowie, odnotowujesz na kartce w formie polecenia służbowego… Zdziała myślisz? Mi pomaga. Skoro dla innych mogę? To dla siebie muszę!

      No, już kończę. Tylko kilka drobiazgów w scenie finalnej i laba. Ale to już jutro rano. No i muszę to przeczytać po raz ostatni.

  3. Kasiu,

    podoba mi się Twoje biznesowe podejście do pisania. Chyba powinnam założyć firmę i się rozliczać z godzin.

    Skończyłaś poprawki? Z przyjemnością przeczytam Twoje pierwsze dzieło.

    Pozdrawiam,
    Ania

  4. Długopisarko Aniu!

    Uprzejmie donoszę, że Kasia dziś ma dzień bez komputera, bo zaczęła trochę podupadać na zdrowiu.

    PS. Poprawek jeszcze trochę do zrobienia zostało 🙂

    1. Jej, co też on wypisuje. To tylko ból głowy! Nic mi nie jest.
      Te! zdalne-sterowanie! proszę nie zabierać głosu!:D

      Pomyślałam tylko, że dla innych dajemy z siebie wszystko. A dla siebie nie! Efekt zmęczenia po dniu pracy? Być może to jest to. A co gdyby odwrócić proporcje? ;D
      Pozdrawiam Aniu,

      PS. To mój dzień bez komputera. Pierwszy od kilkunastu miesięcy. Niech szlag trafi tę niekonsekwencję;D

  5. Kuruj się w takim razie, Kasiu. Albo przynajmniej odpocznij. Trudno nanosić poprawki, kiedy głowa boli.
    Dzień bez komputera brzmi jak dzień z baśni. 🙂

    Trzymam kciuki za książkę!

    Ania,
    beta reader

    1. Dziękuję, Aniu,

      Zaraz padnę do łózia. Właśnie dopijam drugą szklankę mleka, zajadając herbatnikami. To one mnie zgubią;D Za to szklanka mleka pomaga zasnąć, tak twierdził mój tato. Czyli po dwóch to już powinnam spać jak mops?:D To niesłychane co robią z człowiekiem takie zaprogramowane w dzieciństwie informacje;D
      Dobrej nocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *