Przedśmiertnie wydana

na blog 1

 

W moim życiu pojawił się kolejny wydawca, który pod pewnymi warunkami (nie powiem, bo nie chcę zapeszyć i nie, nie muszę dopłacać do interesu). Otóż pan redaktor wydałby Seryjnego w dwa tysiące siedemnastym roku.

W tym samym liście przemiły pan zapytał, jak idą prace nad kolejną powieścią. Przyznałam, że prawie gotowa i mogę słać.

Posłałam.

To było w czwartek.

Aż tu nagle pojawiła się informacja od wydawcy A ze wskazaniem, że Kochanka można by jednak ulepszyć.

Po kilkudniowej blokadzie, która wczoraj puściła, podwiarygodniłam kilka scen, a wieczorkiem napisałam do wydawcy B, żeby wstrzymał się z czytaniem, bo rzuciłam się w wir pracy, udoskonalam dzieło i podeślę w poniedziałek.

Odpowiedź przyszła błyskawicznie „nie ma pośpiechu!”

Jak to nie ma pośpiechu?, zapytuję w kolejnym liście. Chciałabym zostać wydana przedśmiertnie, dodaję.

Na co wesoły wydawca odpowiada, że pośmiertnie opublikowane dzieła się najlepiej sprzedają.

Pogooglowałam i okazało się, że jeżeli autor umrze i dodatkowo mieszkał z granicą, wtedy stawka dodatkowo rośnie.

Niestety, piszę do wydawcy, cieszę się doskonałym zdrowiem i jeżeli mnie nic nie przejedzie lub nie spadnie na głowę, to jeszcze pożyję 😉

Do napisania

2 myśli nt. „Przedśmiertnie wydana”

    1. Panie Nikodemie,

      Serdecznie dziękuję za doping! Jeżeli Seryjnemu się uda, od razu dam znać, gdzie można dostać, a i z przyjemnością autograf dołożę;)
      Sama nie wiem, czy ten 2017 to już. Kalkuluję sobie, że do tego czasu mogłabym kolejną powieść napisać 🙂 Co oznacza, że to jednak całe morze czasu, bo praca nad książką wydaje się trwać w nieskończoność;)

      Dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *