Przedawkowałam…

Jeszcze dwa, góra trzy dni i skończę pisać „Rubinową…”.

Dzisiaj pomyślałam, że poważnie powinnam rozejrzeć się za wydawcami. No, chociaż jednym.

Ale nie mogę zebrać się na odwagę. Nie mogę i już.

Już nawet pięknie skopiowałam moją książkę, przygotowałam list przewodni jak się patrzy. I gdy prawie wcisnęłam guzik „wyślij”, zadrżała mi ręka. To z nadmiaru kawy, czy znak, żeby poczekać?

Czekać nie lubię. Dlatego kolejną kawę później (jej ile ja już tego wyżłopałam?), zebrałam się w sobie i wygooglowałam profesjonalnych edytorów. Wysłałam zapytanie o ceny, kilku nawet dokleiłam moją powieść. A teraz czekam na odpowiedzi. W brzuchu mam motyle i siedzę jak na gwoździach. Od klikania w inbox na Gmailu, boli mnie ręka. Tej nocy i tak nie zasnę, trzystukrotnie przekroczyłam dopuszczalną dawkę kofeiny. A co tam, poczekam.

No, Twoja kolej. Opowiedz o swojej traumie, pisz w komentarzach.

2 myśli nt. „Przedawkowałam…”

  1. Wysyłanie powieści profesjonalnym redaktorom za kasę nie jest najlepszym pomysłem. Taki człowiek zrobi redakcję tekstu i… tyle. Czy dzięki temu będziesz pisała lepiej? Powieść może być strasznie słaba (może, co nie znaczy, że taka będzie 😉 ), on skasuje pieniądze, a Ty tak poprawionego „dzieła” i tak nie opublikujesz. W sumie nie wiem, co poradzić. Może spróbować wrzucić fragment na weryfikatorium (chociaż to też ryzyko, bo przez opinię jakiegoś sfrustrowanego pismaka możesz stracić zapał do dalszej pracy)?
    W każdym razie jestem zdania, że to pisarz powinien dostać kasę za swoją pracę, a nie jeszcze do tego dokładać. Oczywiście wszystko rozbija się o jakość;)

  2. Oj, mądrze powiedziane. Tylko zastanawiam się co w tej sytuacji zrobić. Wiem, zaraz się rozpytam i poszukam beta reader’ów w moim najbliższym gronie, może jeszcze wynajdą niedoróbki. A niech to „raz kozie śmierć” w poniedziałek wyślę to do wydawnictw. Przyjmą, albo odrzucą (zwróć uwagę na kolejność, staram się pozytywnie mysleć;D), a potem się zobaczy. W sumie przy optymistycznym podejściu mam przed sobą jeszcze z pięćdziesiąt lat życia, w końcu któreś kolejne dzieło zostanie opublikowane. Tak, nie ma co się załamywać. Dziękuję za wsparcie:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *