Planować, czy nie planować: oto jest pytanie.

PlanPopadłam w „kałabanię”. Gdzieś w połowie pisania „Seryjnego fotografa” skończył się plan. A może to akcja wymknęła mi się spod kontroli? W każdym razie to, co wymyśliłam na początku nie przystawało do aktualnej sytuacji bohatera.

Utknęłam. I jak to zwykle bywa popadłam w czarną rozpacz. Trzy dni obmyślałam dalszy scenariusz. Wydaje się, że to krótko, ale mi ten czas wydawał się wiecznością. Nie mogłam pisać. Nie miałam o czym.

Równocześnie bałam się, że wypadnę z wprawy. Stąpam po cieńkim lodzie… bo jakąż człowiek ma wprawę po dwóch latach pisania. Wreszcie pomyślałam, że skoro bez pisania jest mi źle nie powinnam spoczywać na laurach. Obiecałam sobie wylewać z siebie co najmniej dwie strony dziennie. Nawet jeżeli będę pisać o bzdetach, to przynajmniej podszkolę warsztat.

Czwartego dnia przestałam planować. Wyluzowana poszłam na żywioł. W sumie i tak miałam w odwodzie bzdety, nic więc nie ryzykowałam. Zaczęłam pisać ciąg dalszy seryjnego.

Doznałam szoku, bo powieść, choć się tego nie spodziewałam, posuwa się na przód! W dodatku odkryłam, że z otwartą głową i bez ograniczeń, w postaci planu pisze mi się lepiej. Myśli się swobodniej, a idee które się przy tym pojawiają mają sens. Co więcej bywają świetne! – tak mi się przynajmniej wydaje.

Nie twierdzę, że plan był stratą czasu. Wręcz przeciwnie. Bez tego nie ruszyłabym z miejsca.

Doszło do mnie, że zarówno posiadanie jak i brak planu okazały się zaletą. No i bądź tu człowieku mądry i zrozum o co w tym wszystkim chodzi?

Planujesz? Nie planujesz? Napisz mi w komentarzach, bo jestem strasznie ciekawa.

Do napisania.

2 myśli nt. „Planować, czy nie planować: oto jest pytanie.”

  1. Hej Kasia!

    Ciekawy problem. Cieszę sie, że jakoś wybrnęłaś z tej patowej sytuacji 😉

    Ja planuję, ale tylko to, gdzie się odbędzie i jak „mniej więcej” będzie wyglądać finałowa scena. To pozwala mi na wszelką swobodę pisania. Preferuję takie rozwiązanie, mogę poznawać bohaterów w takim samym trybie jak czytelnik, ale pomysł na scenę finałową (naprawdę bardzo ogólniowy, są to przeważnie tylko osoby, miejsce i czego będzie dotyczyć zdarzenie) daje mi azymut, nie pozwala utknąć w martwym punkcie, bo nawet jak na kilkadziesiąt stron gdzie zadryfuję, to wiem, w którą stronę powinnam wiosłować.

    Ściskam!
    Kasia

    1. Cześć, Kasiu,

      Pomysł, żeby napisać scenę finałową jest faktycznie rewelacyjny! Wcześniej też ją sobie zaplanowałam, tylko jak widzę za wiele w niej było szczegółów. Właśnie pozbyłam się tych detali i mam nadzieję jutro z nową energią przystąpić do pracy:D

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *