Pierwsza scena trzeciej powieści? Nie jestem pewna.

 

Czyś widział dziewczę, gdy na skale
Stanęło w bieli nad falami
I gdy w burzowej mgle zuchwale
Morze droczyło się z brzegami.

Gdy ją raz po raz grom oplatał
Wstęgą świetlistą i czerwoną
I wiatr borykał się i latał
Z ulatującą jej zasłoną?

Piękne są we mgle morskie fale, 
Kiedy się z nieba błysk wynurzy, 
Wierz mi, piękniejsze na tej skale
Dziewczę – od nieba, fal i burzy.

Aleksander Puszkin,Burza

Dochodziła jedenasta rano, kiedy licealistki stłoczone w niedogrzanej szatni, przebierały się na lekcję wuefu. Przez umieszczone pod sufitem okna do pomieszczenia wlewały się promyki porannego słońca wyjątkowo ciepłe jak na listopad. Joanna chciałaby stamtąd uciec, wymówić się bólem brzucha, co w slangu oznaczało miesiączkę, byleby tylko nie pokazywać się ludziom w obcisłym stroju gimnastycznym. Znów poczuła ssanie w żołądku, żeby zohydzić myśl o jedzeniu, spojrzała na swoje grube uda pokryte pajęczyną naczynek krwionośnych i na miękkie wałeczki tłuszczu w kształcie obwarzanków, które pojawiły się w miejscu gdzie kończyły się nogawki szortów. Zza pleców dobiegł ją złośliwy szept:

– Zamieniła się w świnię Babe… – powiedziała, któraś z dziewczyn.

– Cha cha cha – zaśmiała się inna w odpowiedzi.

Joanna nie musiała się oglądać, żeby zorientować się, że to śmiech jej najlepszej przyjaciółki, Anki.

Plecy Asi oblał zimny pot. Już od kilku tygodni prosiła mamę, żeby kupiła jej dres. To nic, że dres był nieprzepisowy, ale w tych spodenkach i koszulce na ramiączkach Asia wyobrażała sobie, że prezentuje się jak różowy Barbapapa wciśnięty w ubranko Barbie. Asia odruchowo zaczęła szukać w tornistrze czegoś do jedzenia.

Przenikliwy odgłos gwizdka dobiegającego z sali gimnastycznej poinformował o rozpoczęciu lekcji. Dziewczynki ruszyły biegiem przekrzykując się wzajemnie. Anka i Asia zostały same.

– Czego tam szukasz? – Policzek Asi owiał ciepły oddech Anki. – Przepraszam za ten chichot, wymskło mi się. Seriaście nie chciałam… nie gniewasz się? – Słowa Anki były szczere, jak zawsze, gdy zostawały sam na sam.

Asia nie odpowiedziała. Zorientowała się, że wciąż szpera w tornistrze w poszukiwaniu jedzenia. Zawstydziła się i cofnęła rękę.

– Chodź – Anka objęła jej tłustą talię i pchnęła do przodu. Gdy wchodziły do sali, Anka cofnęła rękę i ignorując przyjaciółkę podbiegła do pozostałych dziewczyn.

– Dzień dobry – przywitała się wuefistka ubrana w biały dres opinający zgrabne nogi, wąską talię i zadziwiająco obfity jak na szczupłą sylwetkę biust. Asia obrzuciła nauczycielkę zazdrosnym spojrzeniem.

– Dzień dobry! – unisono wykrzyczały dziewczynki.

– Dzisiaj się rozerwiemy, zagramy sobie w kosza – nauczycielka uśmiechnęła się. – Anna i Zuzanna typują zawodniczki do swoich drużyn – poinformowała i puściła oko do Asi.

Asia ucieszyła się. Anka na pewno ją wybierze i oszczędzi jej upokorzenia, kiedy to nauczycielka będzie musiała podjąć decyzję, do której drużyny dołączy nieparzysta dziewczynka w klasie. Ostania ofiara i grubaska, przeszło przez myśl Asi. Tak, na Ankę mogła liczyć. Szczupła brunetka wciąż była jej przyjaciółką. Jedyną, która została przy Asi, od kiedy ta przeistoczyła się tłuste monstrum. Jednak Asia nic nie mogła poradzić na to, że wciąż tyła. Musiała jeść, żeby nie zemdleć. Tata twierdził, że powinna odstawić węglowodany i cukier. Mówił, że dla zdrowia, ale Asia wiedziała, że nie chodzi wyłącznie o „zdrowie”. Ilekroć wkładała coś do ust, tata patrzył na nią z obrzydzeniem. Zapewne wstydził się grubej córki. Przez miesiąc Asia próbowała się odchudzać, przetrwać w szkole, na samych tylko owocach, kanapki wyrzucała do kosza, w efekcie była tak głodna, że nie mogła zapamiętać co mówili nauczyciele. Tego ranka, w tajemnicy przed tatą, który tępił węglowodany, mama znów przyszykowała jej stos smakowitych kanapek. Najlepsze były te z serem i korniszonem. Na myśl o kanapce Asia poczuła jeszcze większe ssanie w żołądku.

– Asica! – głos Anki wyrwał ją z marzeń o kanapce.

Asia podeszła do Anki, która wybrała ją jako pierwszą. Serce załomotało ze szczęścia, obdarzyła Ankę szerokim uśmiechem.

– Dziewczynki, zaczynamy rozgrzewkę – głos nauczycielki potoczył się echem po sali. – Osiem kółek biegiem!

Asia ruszyła z miejsca, najpierw powoli, uważając, aby masywne uda nie ocierały się o siebie, potem coraz szybciej. Postanowiła, że będzie biegać, dopóki nie wybiega z siebie całego tłuszczu. Jeszcze bardziej przyśpieszyła. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła, masywny brzuch faluje pod przyciasną koszulką, aż bawełna napręża się i unosi pozwalając wałkowi tłuszczu spłynąć na wysokość szortów. Asia obciągnęła podkoszulkę i pobiegła dalej, czuła bolesne pieczenie ud, ale nie zwolniła tempa.

– Teraz po dwadzieścia przysiadów!

Asia biegła dalej, nie mogła się zatrzymać.

– Joanna, słyszysz?!

Słyszała, ale wyobraziła sobie, że jak przebiegnie jeszcze sto kółek, to wreszcie schudnie i upodobni się do Ani.

– Stój, nauczycielka złapała ją za ramię, zabolało. – Nie płacz – wyszeptała jej do ucha.

Asia zorientowała się, że po policzkach ściekają jej łzy. – Wiem, że nie jest ci łatwo, ale zobaczysz, wyrośniesz z tego – pocieszyła.

Tylko że Asia już nie wierzyła, że kiedykolwiek z tego wyrośnie.

Czas mijał zaskakująco szybko, gdy pocąc się i stękając z wysiłku zrobiła dwadzieścia przysiadów, potem serię pompek i ćwiczenia rozciągające. Miała wrażenie, że krew odpłynęła jej z mózgu. Głód nie dawał o sobie zapomnieć. W głowie miała pustkę, czuła się jak trybik maszyny, zaprogramowanej na wykonywanie poleceń.

Nagle doszło do niej, że to już nie jest rozgrzewka, że rozgrywają mecz koszyki. W głowie wciąż miała pustkę, w dłoniach trzymała piłkę. Podała ją do Anki. Na szczęście celnie. Anka pobiegła dalej, więc Asia przystanęła na chwilę, żeby złapać oddech. Spojrzała przez okno zabezpieczone metalową siatką. Chłopcy z klasy rozgrywali na dworze mecz piłki nożnej. W tamtej chwili miała wrażenie, że patrzą na nią. Spojrzała na koszulkę. Była przemoknięta, prześwitywały przez nią sutki rosnących piersi. Asia zakryła się dłońmi. Zastanawiała się, czy mogli to dostrzec z takiej odległości?

– Asica! – usłyszała głos Anki. Odwróciła głowę i automatycznie odebrała podanie. Zrobiła trzy kroki, wystarczyło, żeby dobiec do kosza.

– Asica, nie! – znów głos Anki. Ale nie odwróciła głowy. Wiedziała, że chłopcy na nią patrzą, w tamtej chwili wszystkie oczy wlepione były w nią. Musiała pokazać na co ją stać! Wybiła się i wrzuciła piłkę do kosza. To był strzał stulecia! Podbieg, wybicie i wsad! Zaraz Anka przybije piątkę, świat zobaczy w niej wreszcie kogoś więcej niż ohydną grubaskę. Uśmiechnęła się. Czuła się ja Miss Universum tym razem mogła być z siebie dumna. Od jutra wszystko się zmieni. Pomyślała, że zacznie codziennie biegać i trenować, zapisze się do drużyny koszykówki. Będzie spotykać się z dziewczynami na treningach, śmiać się do rozpuku, jeździć na turnieje. Wtedy na pewno uda jej się schudnąć. Wszystko zmieni się na lepsze! Asia podniosła do góry ręce w geście zwycięstwa. Czekała aż dziewczyny podbiegną do niej zaczną poklepywać po ramionach. Dziękować za ten decydujący strzał. W uszach dzwoniło. Serce wciąż biło jak szalone, przynajmniej oddech zaczął się uspakajać. Stała z zamkniętym powiekami i wciąż unosiła ręce. Sekundy zmieniały się w minuty. Ale nikt nie podbiegał, nikt nie poklepywał po ramionach. I wtedy dotarł do niej wzmocniony akustyką pustej hali wrzask dziewczyn.

– Nieeeeeee! – do krzyku Anki przyłączyły się inne zawodniczki z drużyny.

– Huraaaaaaa!!! – darły się dziewczyny z przeciwnej. Do Asi zaczęło docierać, co się stało. Serce podskoczyło do gardła. Zrozumiała, że strzeliła samobója. Takiej wpadki nie wybaczy jej nikt. Nawet Anka.

Nie pomyliła się. Do końca dnia Anka nie odezwała się do niej słowem. Po lekcjach Asia czekała na nią na boisku szkolnym. Anka przyłożyła do ucha dłoń dając znać Asi, że zadzwoni. Lecz kiedy Asia ruszyła z miejsca, żeby dołączyć do dziewczyn, Anka obrzuciła ją gniewnym spojrzeniem. Rozchichotane odeszły. Asia znów została sama.

Stawiają nogę, za nogą wracała do domu. Była wdzięczna losowi, że mieszka zaledwie dwieście metrów od szkoły. Obtarte uda paliły żywym ogniem. Na szczęście mamy nie było w domu. Widać już nic nie groziło bliźniakom, więc wstała z łóżka. Asia miała chwilę na wylizanie ran. Wpadka długo będzie ją męczyć wyrzutami sumienia, a już wkrótce cała szkoła zacznie się z niej naśmiewać i nie pozwoli zapomnieć. Póki co mogła przynajmniej opatrzyć poobcierane uda. Przetarła je wodą utlenioną, po czym wyjęła z lodówki wielką miskę winogron, na wierzchu położyła batonik prince polo, których zapas matka chowała przed nią na górnej półce szafki kuchennej tuż za puszkami z herbatą i wyszła z kuchni. Wdrapała się po schodach, do swojego pokoju na strychu. Kilka minut później usłyszała przekręcający się w zamku klucz i ciężkie kroki matki. Asia pośpiesznie połknęła resztki batonika i wsunęła folię za łóżko, potem zamierzała owinąć „dowód zbrodni” w gazetę i wyrzucić do kosza. Jakby na komendę rozdzwonił się telefon w korytarzu. Asia przykryła głowę poduszką, aby nie słyszeć rozmowy. Pewnie Anka relacjonowała mamie, co się wydarzyło dzisiaj w szkole.

– Asiu, dlaczego wyłączyłaś telefon? – Matka weszła na strych, po raz pierwszy od wielu tygodni. – Ania dzwoniła, dziewczynki z klasy wybierają się do kina. Pójdziesz? – zapytała widząc malującą się na twarzy córki niechęć.

– Będzie fajnie, zobaczysz – namawiała.

– Tere fere… – Asia ugryzła się w język.

– Przecież musisz mieć przyjaciół, nie możesz tak siedzieć sama. – Matka podeszła do telefonu i podniosła czerwoną słuchawkę. Odpowiedziała jej głucha cisza, zajrzała za szafkę i dostrzegła wyciągniętą z gniazdka wtyczkę – spojrzała z naganą na córkę.

Asia nie odezwała się, choć ciekawiło ją czy mama już wie o jej wpadce. Teraz nawet ona uzna ją za ofiarę losu stulecia.

– I czemu tu tak ciemno? Nie chcę być upierdliwa, ale w końcu zepsujesz sobie oczy. Ups – przepraszam.

– Przeklęłaś! Dziesięć groszy do skarbonki! – Asia zapiszczała naśladując głos małej dziewczynki. Może mama znów przytuli ją do piersi i pogłaska po głowie i wybaczy jej, że jest taka beznadziejna.

Matka zapaliła lampkę na stoliku nocnym i klapnęła na łóżko obok córki. Przez chwilę z trudem łapała oddech.

Asia spoglądała na nią starając się nie ulec panice. Być może to bliźniaki znów napierały na jakiś organ wewnętrzny?

– Mamo, w tym stanie, w ogóle nie powinnaś wchodzić na strych. Bliźniacza ciąża to nie przelewki! – powiedziała z pretensją, po czym roześmiała się spoglądając na skonsternowaną twarz matki.

– Mówisz jak ojciec. Następna mądra się znalazła – Matka przytuliła do wielkiego brzucha jej głowę i pocałowała we włosy. – Idź z Anią do kina. Wyświetlają „Forresta Gumpa”. Prawda, że cudownie! – powiedziała podniecona jak mała dziewczynka. – To premiera!

– Mamo, ja nie mam czasu na takie pierdoły – skłamała, nie chciała nigdzie iść z grupą dziewczyn. Co innego tylko z Anką. Ale wśród rówieśników nawet Anka będzie jej wypominać wpadkę.

– Idź, rozerwiesz się. Jesteś jeszcze taka młoda, a całymi dniami siedzisz sama – matka spojrzała na podręcznik chemii organicznej, który Asia wyprosiła u ojca.

– Mamo, to jest ciekawe, to wszystko… I nie potrzebuję towarzystwa – znów skłamała. – Poczytam sobie… – przypomniała sobie poranną wpadkę i głos uwiązł jej w gardle.

Matka przez chwilę przypatrywała się córce, ale na koniec machnęła ręką, wypuściła córkę z objęć i uniosła jej głowę za podbródek. Uśmiechnęła się najpiękniejszym z uśmiechów. Jej zielone oczy lśniły, a długie blond włosy wymknęły się z ciasno upiętego koka i spłynęły na prawe ramię. Asię dopadła zazdrość. Mama była piękna, a ona taka potwornie brzydka. Czuła, że jeszcze chwila, a się rozklei i sama opowie o tym, co się stało w szkole.

– Widzę, że coś cię dręczy. Powiesz mi jak będziesz gotowa… Wiesz, jestem z ciebie dumna, słoneczko – powiedziała.

Asia straciła ochotę, żeby się zwierzać. Poco uświadamiać mamie, że tak naprawdę jest tylko tłustą ofiarą losu? Matka zrobiła gest jakby usiłowała podnieść się z łóżka, podparła się ręką o szafkę nocną, ale była już tak gruba, że nie dała rady wstać. Przynajmniej w tym były do siebie podobne, pomyślała Asia i poderwała się z łóżka. Wyciągnęła dłoń do matki.

– Kochanie, nie dasz rady, jestem za wielka!

Asia chciała zaprotestować, ale mama była szybsza.

Przekręciła się na brzuch i oparła dłońmi o łóżko. Wyglądało to jakby wilki żuk schodził z drabiny. Stanęła obok córki.

– Myj ręce i przyjdź na kolację – westchnęła cicho.

– Co jemy?! – krzyknęła Asia w drodze do łazienki.

Nie było odpowiedzi.

Łazienkę podobnie jak nowy pokój, też miała nową. Kiedy rodzice dowiedzieli się o ciąży, urządzili córce pokój na wyremontowanym strychu, żeby zwolnić dla niemowlaków ten przy swojej sypialni. Zapaliła światło i spojrzała na półeczkę pod lustrem. Przestawiła czerwony kubeczek na szczotki do zębów na skraj półki, obok pasty do zębów. Poustawiała powywracane w porannym pośpiechu próbki perfum. W maleńkim koszyczku poukładała kolorowe mydełka. Serce biło jej mocniej, gdy poprawiała na wieszaku przy umywalce mięciutki biały ręczniczek z wyszytą przez babcię czerwoną różyczką.

Nagle dobiegł ją gwałtowny huk, potem dźwięk, jakby ogromna piłka lekarska, toczyła się po schodach. Dziewczynka wstrzymała oddech. Poczuła na ciele ukłucie miliarda mikroskopijnych igiełek. Chciałaby tak stać i czekać. Usłyszeć uspakajający głos matki – „Nic się nie stało… kolacja stygnie na stole, pospiesz się”. Ale matka nie odezwała się. Serce Asi biło tak mocno, że niemal słyszała chlupoczący odgłos krwi w żyłach. Podbiegła do schodów. W tamtej chwili wydawały się długie i wąskie jak drabina. Na podłodze leżała mama. W dziwnej pozycji. U jej stóp Asia dostrzegła kałużę krwi. Nie było czasu na wahanie. Biegła po schodach. Miała wrażenie, że wszystko dzieje się jak na zwolnionym filmie. Poruszała się, ale cel się nie przybliżał. Sekundy zamieniały się w minuty, a te w godziny i lata. Głowa matki zsunęła się na parkiet podłogi. Asia ominęła potężny brzuch matki. Przyklękła przy jej twarzy.

– Mamusiu, słyszysz mnie? – zapytała.

Nie było reakcji

– Mamo! – wrzasnęła.

Spoliczkowała matkę z całej siły, ale tamta nie odzyskała przytomności. Przyłożyła policzek do ust matki i nie poczuła oddechu. Ojciec tak zrobił. Kiedyś na szosie byli światkami wypadku. Palce dłoni dotknęły szyi, tętna też nie było. Podbiegła do telefonu, wykręciła numer na pogotowie. Czekając na połączenie, ze słuchawką w ręce, podbiegła do matki. Delikatnie odwróciła jej głowę i uniosła podbródek, rozchyliła usta.

– Jak to było? – na głos próbowała sobie przypomnieć co wtedy zrobił ojciec. – Trzydzieści ucisków i dwa wdechy? Trzynaście i wdech?

Czuła uderzenie gorąca, ale nie zamierzała ulec panice, dyspozytorka odebrała połączenia.

– Mama, mama spadła ze schodów, jest na początku dziewiątego miesiąca ciąży, nieprzytomna, przyjedźcie… natychmiast! Podyktowała adres jednym tchem, podała nazwisko. Dyspozytorka powtórzyła informacje takim tonem, jakby rozpoznała nazwisko najlepszego w mieście chirurga. Asia rzuciła słuchawką.

Usiadła okrakiem starając się nie dotykać wielkiego brzucha mamy. Wymierzyła pięścią odległość od mostka i zaczęła masaż. Trzydzieści ucisków. Dwa wdechy, znów trzydzieści uścisków… wdechy i znów. Aż zaczęło jej się od tego kręcić w głowie. Jednak wciąż i wciąż uciskała i wdmuchiwała powietrze. Poczuła, że jeszcze chwila, a nie tylko nie uratuje matki, ale i sama straci przytomność.

 

2 myśli nt. „Pierwsza scena trzeciej powieści? Nie jestem pewna.”

  1. Mira,

    Droga Pani,

    Trudno powiedzieć, co będzie dalej, znaczy trochę już wiadomo, Joanna znajdzie pracę w szwajcarskim pensjonacie, tak pozna kilku wspaniałych i mniej wspaniałych ludzi… Wreszcie wyda jej się, że poszła na całość…
    Ale reszty nie ujawnię, bo się pisze i kotłuje pod czaszką;)

    Cierpliwości, proszę:)

    Pozdrówka <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *