Pierwsza propozycja

Dostałam pierwszą odpowiedź od jednego z wydawnictw (posłałam powieść do siedmiu). Przyszła po tygodniu od wysłania „Rubinowej twierdzy”.

– „Skoro to kryminalny debiut” – mniej więcej tak to brzmiało – „mamy dla pani propozycję”. Doszukałam się jej w załączniku. Wydawnictwo zaproponowało mi współfinansowanie mojej powieści. Zamknęłam załącznik i mail, a następnie obrażona na cały świat, no bo cóż to za pomysł, żeby autor musiał dokładać do swojej pracy? opuściłam strefę darmowego internetu.

Dopiero teraz dochodzi do mnie, że jak na początek nie jest najgorzej. Skoro wydawnictwo chce współfinansować moją powieść, to może ktoś ją jednak przeczytał i chce podjąć jakieś tam ryzyko…

Już sama nie wiem, mam mętlik. Ciekawa jestem co ty zrobiłabyś na moim miejscu?

Ja na razie czekam na odpowiedzi pozostałych sześciu wydawnictw i za nic nie mogę zmotywować się do pracy.

Życzę Ci bardziej produktywnego niż ten mój początku Nowego Roku!

10 myśli nt. „Pierwsza propozycja”

  1. Kasiu,
    Czekaj cierpliwie na inne:)
    I myśl o tym, że większosć debiutantów nie doczekuje się żadnej odpowiedzi, a jeśli już to odmowne.
    A u Ciebie pierwsza od razu pozytywna (może nie w pełni satysfakcjonująca, ale zawsze jednak na tak;)).
    Powodzenia!!!!

  2. Kasia, zależy co jest dla Ciebie priorytetem.

    Jeśli chcesz wydać książkę za wszelką cenę, ta kwota nie uderzy Cię po kieszeni, promocja będzie dobra i jest szansa, że nie Ty będziesz musiała wykupić cały nakład, to może warto się wczytać w ten załącznik.

    Wiem, że czytasz Weryfikatorium. Poczytaj tam powiązane wątki. Na pewno znajdziesz sporo wyjaśnień.

    Natomiast ja (subiektywnie) bym to olała, ponieważ nie zamierzam to tego interesu dopłacać. Chciałabym przynajmniej wyjść na zero. Oczywiście, jestem świadoma, że tak to się mogę nie doczekać publiakcji żadnej powieści. Przećwiczyłam to przecież w praktyce. Nikt nie zainteresował się moją pierwszą powieścią. Ale mnie nie zależy, żeby za wszelką cenę ujrzeć swoje nazwisko na okładce. Jeśli jakieś wydawnictwo się zainteresuje, to świetnie. Będzie to świadczyło, że do czegoś się moja książka nadaje. No bo skoro nie chcą ode mnie kasy, to znaczy że widzą jakiś potencjał sprzedażowy, czyli że czytelnik się znajdzie.

    A jeśli nikt się nie zainteresuje, to może znaczyć, że potencjału nie ma, że muszę jeszcze popracować nad warsztatem albo że… mail został skasowany przed przeczytaniem 🙂

    Podkreślam jednak, że powyżej odnosiłam się wyłącznie do własnej sytuacji.

    A możesz podesłać ten załącznik mailem?

    Ściskam!

    Ps. I w ogóle to bardzo, bardzo mocno gratuluję otrzymania odpowiedzi. Realia są takie, że jakakolwiek odpowiedź wydawnictwa to już wielki sukces! 🙂

    1. Cześć, Kasiu,

      Oczywiście, że nic na siłę. Na razie jestem na etapie oczekiwania, upiornie stresującym zresztą, dlatego setki pomysłów przewijają mi się przez głowę.

      Muszę wczytać się w temat ile kosztowałoby takie współfinansowanie, ale przede wszystkim jak wygląda taka promocja. Bo mam wrażenie, że wydawnictwa w takich razach wychodzą na swoje już na etapie mojej ściepy, więc nie wiem jak bardzo są potem zdeterminowane, żeby wydawać kasę na promo.

      I tak dalej i tak dalej. Wciąż czekam na odpowiedzi reszty wydawnictw. Nie powiem, chciałabym, żeby wydawcy docenili moje dzieło. Chociaż nic na siłę. To byłoby tylko jakimś tam potwierdzeniem, że moje pisanie ma potencjał. Ale przecież wszystko przede mną… masa nienapisanych książek;D

      Muszę uzbroić się w cierpliwość, powtarzam to sobie w kółko, ale i tak nie mogę usiedzieć w miejscu. Ciężko się skupić na pisaniu i czymkolwiek innym.
      Muszę sobie ustawić jakiegoś break even’a. Czekam do czternastego, a potem „nie czekam” tylko przystępuję do solidnej roboty;D

      Tak sobie to dzisiaj tłumaczę i w tym duchu zabieram się do pisania:D

      Dziękuję za wsparcie, Kasiu.

      Gorąco pozdrawiam

  3. Hej, Kasia!

    Dobre podejście 🙂

    A tak sobie pomyślałam, że skoro o niczym innym nie potrafisz myśleć, to może poszukaj jeszcze innych wydawnictw i wyślij, nie wiem, do 10 następnych. To przecież nic nie kosztuje (jeśli wysyłasz mailowo 🙂 ) i nie ma czegoś takiego jak limit liczby wydawnictw, do których wysyłasz powieść.

    1. Cześć, Kasiu,

      Problem z tymi wydawnictwami jest taki, że prawie wszyscy chcą wydruku. Wysłałam tym, którym wystarczył mail. Zmotywowałaś mnie, poszukam, może znajdę jeszcze jakieś takie mniej wymagające.
      Tych papierowych wersji w ogóle jeszcze nie posłałam. Złapałam się za głowę, jak się dowiedziałam ile by kosztowało posłanie stąd takiej sterty kartek. Przy najbliższej okazji wyjazdu do ojczyzny, załaduję męża przesyłkami. Niech śle z Wrocławia;D

      Kasia

      PS. Dzisiaj dostałam kolejny komentarz do rubinowej. Choć nie wszystko się podobało, jestem wniebowzięta. Od razu zachciało mi się żyć. Rasuję właśnie epilog do ostatniego opowiadania:D:D:D

  4. Następny komentarz od wydawnictwa??!! Jeśli tak, to książka na półkach już naprawdę bardzo blisko.

    Kasia, jesteś wielka! Piszesz, rasujesz! Niezła z Ciebie zawodniczka 🙂

    1. Kasiu,

      Jej, tak leciałam, żeby sprostować, że omal się nie zabiłam na zakręcie (kto mi kazał pastować tę podłogę?;D).
      Nie od wydawnictwa, komentarz jest od recenzentki-ochotniczki!

      Reszta wydawnictw nadal milczy, buuu.
      Ale to nic. Dzisiaj skończyłam i podrasowałam nowe opowiadanko. Znów czuję twórczą wenę. Nerwy puściły, znów jestem sobą:D

      Mogę Ci je pchnąć na maila. To trochę z naszego życia wzięte. Będzie, mam nadzieję jak znalazł na prezent dla czytelników;D

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *