Odpowiedź TEGO wydawcy nie jest jednoznaczna.

Z jednej strony wydawca twierdzi, że książka jest wciągająca, sprawnie napisana i chętnie by ją wydał.

Z drugiej, patrząc od strony marketingowej, są minusy: autor nie jest znany, tekst nie podąża za modą (dla wydawcy jako czytelnika to zaleta, ale już wydawcy-wydawcy – niekoniecznie), a akcja nie dzieje się w Skandynawii 😉

Na razie mój rozmówca nie wie co powiedzieć, ale udzielił mi odpowiedzi, bo prosiłam.

No i tak to na razie wygląda.

Targają mną uczucia skrajne. Raz się uśmiecham, a raz ledwo powstrzymuję się przed płaczem. Ale zasadniczo mam w głowie pustkę;D

Do napisania.

Kasia

25 myśli nt. „Odpowiedź TEGO wydawcy nie jest jednoznaczna.”

  1. Kasiu, z mojej strony wielkie brawa!
    Wiem, że czujesz się rozerwana, że pełna jesteś niepewności, obaw i trochę straciłaś poczucie kierunku, ale za chwilę wytłumaczę swoje słowa.

    Pozwól mi tylko zwrócić uwagę na jedno.
    To, co otrzymałaś w poczcie nie jest ostateczną i wiążącą decyzją. Ona została Ci przesłana na Twoje wyraźne życzenie i – jeśli dobrze rozumiem – osoba, która tej odpowiedzi udzielała, nie stwierdziła jeszcze niczego kategorycznie.

    Kasiu.
    Wydawca ustosunkował się do dwóch najważniejszych dla Ciebie kwestii: stylu i możliwości ewentualnego wydania.
    Jeśli chodzi o tę drugą sprawę, to – szczerze mówiąc – obawiałem się takiego obrotu rzeczy. Wydawca (nie znam oficyny, nie wiem, kto zacz) zachował się ostrożnie i mocno zachowawczo. Jest to o tyle oczywiste, że kolegium przecież nie podjęło w sprawie”Seryjnego…” decyzji, niczego więc nie można powiedzieć ostatecznie.
    Z tego powodu nie musisz się na razie martwić. Na to przyjdzie czas, kiedy otrzymasz decyzję końcową (oby nie trzeba było się martwić w ogóle!).
    Wydawnictwo, jak można się było spodziewać, o wydaniu Twojej powieści będzie rozstrzygać biorąc pod uwagę kwestie marketingowe. To jest rzeczywiście priorytet i tutaj nic nie poradzisz.
    Debiutant ma, niestety, pod górkę.

    Jest jednak coś, co mnie cieszy szczególnie. Mianowicie opinia o Twoim stylu. To raczej nie jest opinia na odczepnego. Wydawca zazwyczaj nie bawi się w tego typu kurtuazje i albo milczy litościwie, albo wali przykrą prawdą prosto w oczy.
    W tym przypadku jednak mamy rzecz zgoła odmienną. Pozytywną, omalże ciepłą opinię o sprawnym pisarstwie i wciągającej fabule. Jest to dobry, a nawet bardzo dobry prognostyk.
    I to załatwia Ci jeden, podstawowy problem – niepewność, czy idziesz w dobrą stronę, czy Twoje pisanie ma sens z perspektywy czytelnika, czy Ty w ogóle umiesz pisać…
    Dzisiaj – jestem o tym przekonany – dostałaś od fachowców bardzo czytelną przesłankę: pisz tak dalej. Bo jesteś na właściwej drodze.

    Pozdrawiam ciepło, raz jeszcze hercliś gratulejszyn i… czekamy, co będzie dalej.
    Maciek.

    1. Macieju,

      Znowu pojawiasz się we własciwym momencie. Dziękuję za ciepłe słowa. To prawda nie zostałam spławiona i to może nawet gorzej. Bo jakbym usłyszała coś w stylu „nie jesteśmy zainteresowani” pewnie było by mi łatwiej. A tu mam do czynienia z ludzkim człowiekiem. I pojawia się dylemat, nie byłabym sobą, gdybym nie dzieliła włosa na czworo, czy ten ludzki człowiek nie stara mi się sprawić przyjemności,czy szczerze mówi;D

      No i widzisz, znów wychodzi ze mnie baba pełną gębą;D
      Sen, szczęśliwie, leczy rany. Przespię się z tym i jutro jakoś przytomniej się przyjrzę sytuacji:D
      Póki co poczytam sobie jakiegoś Walandera, może choć nigdy nie była w Szwecji zwilualizuję sobie kilka ulic i budynków i jak mnie poniesie to jutro „Genewę” zamienię na Sztokholm, a Komisarza Garibaldiego na Ingemara;D

      Pozdrawaiam ciepło.
      Kasia

  2. Obiema rękami podpisuję sie pod tym, co napisał mój przedmówca.
    Kasiu, gratuluję – i jeśli nawet kłody marketingu rzucą sie temu wydawcy pod nogi, to najważniejsze: jesteś na dobrej drodze.
    (ja o tym wiem już od jakiegoś czasu, choć nie jestem wydawcą. 😉 )
    I przyjdzie taki czas, że Cię wezmą nawet bez Skandynawii!

    1. Haniu,
      Dziękuję, że we mnie uwierzyłaś. Te bykole wyłapałaś i mnie wspierasz. Zobaczymy co przyniesie jutro, póki co muszę się z tym wszystkim przespać. Nawet kotu podpadłam, chodzi i mnie obwąchuje… Zapach zwietrzłej adrenaliny widać wyczuł i telepatycznie każe iść spać;D

      Dobrej nocy.
      Kasia

    1. Mira,
      Kochana jesteś! Dziękuję! Kompletny obłęd, najpierw mnie z Nowego Yorku przepędzili, że za mało wiarygodny, to sobie do „domu” wróciłam, teraz okazuje się, że tylko Skandynawia w modzie. No niech to szlag, nikomu nie dogodzisz. To prawie wpół do drugiej, a ja zamiast spać myślę co z tym fantem począć…;D
      Dziękuję za zaproszenie. Ciepło mi się na sercu zronbiło. Lecę spać. Rozprasować zmarszczki itd. muszę jakoś formę i twarz zachować, jako potencjalna wschodząca gwiazda;D
      Dobrej nocy!:D

  3. Kasia,
    głupoty gadasz. To nieprawda, że byłoby lepiej, gdyby odpowiedzieli jednoznacznie na „nie”. Jak powiedział Pan Maciej, wiesz już terazj, że umiesz pisać. Wiesz, że to ma sens i jestem pewna, że wcześniej czy później…

  4. Teraz skandynawskie kryminały są w modzie, ale to nie znaczy, że trzeba przerabiać Genewę na Sztokholm 😉 Tyle że z modą trudno walczyć. Czytelnik chce, żeby akcja działa się albo u niego za rogiem, albo tam, gdzie skupiona jest uwaga mediów.
    Problem (z każdą książką) polega nie na wydaniu, tylko na przekonaniu czytelników, że jest to książka warta kupienia. Autor ma jedną, swoją; potencjalny czytelnik wybiera spośród 20-30.000 tytułów w dużym Empiku, lub 100.000 w internecie. A zatem wydając książkę, wieziemy drzewo do lasu i dlatego trzeba koniecznie wymyślić sposób, by zwrócić nań uwagę.

    1. Szanowny Panie Wydawco,

      Zgadza się trendowi trzeba się podporządkować. Jest jeszcze inna opcja: można spróbowac pobawić się w trendsettera. Tak mi teraz przyszło do głowy. O może i to nie jest głupia myśl.
      Pozdrawiam!:D

  5. Do TEGO wydawcy.
    Przekonanie czytalników, że książka jest warta kupienia, to chyba pańskie zadanie, czyż nie? I niech pan nie mydli oczu potencjalnym debiutantom Skandynawią i tego typu bzdurami. Niech pan od razu powie, że chodzi panu o dofinansowanie. Proszę, droga Katarzyno, pokryj przynajmniej połowę kosztów wydania (najlepiej całość), to TEN wspaniały wydawca wypuści na rynek Twoją książkę i… no własnie, co dalej?

    Poczytaj opinie w sieci o TYM wydawcy, może spojrzysz na sprawę z ciut innej perspektywy.

    No i pisz dalej. Nie poddawaj się.
    A na pocieszenie, link do kawałka, który chodzi za mną od jakiegoś czasu 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=bTHDa6Akqvo

    1. Zodiaku,

      Nie miałam wrażenia, że jestem naciągana. Odebrałam list od Pana TEGO Wydawcy jako rzetelne stwierdzenie faktów. Może nie udało mi się tego dobrze oddać.

      Dziękuję ci za wsparcie. A kawałek dobry, teraz za mną będzie chodzić;D

  6. @Zodiac
    Nie za bardzo zgadzam się z podejściem, że autor pisze sobie książkę (i nic go więcej nie interesuje), a rolą wydawcy jest sprzedać. To myślenie z epoki: produkt nieważny, ważna reklama. Teraz reklamy jest za dużo, wychodzi z każdego kąta i po prostu nie działa. Pisałem (trochę żartobliwie i oczywiście w uproszczeniu) o tej Skandynawii, ale rzecz w tym, że teraz na całym świecie chcą czytać autorów stamtąd i to daje im przewagę marketingową. Jaki można mieć pomysł na to, żeby wylansować w Polsce książkę „szwajcarską”? Nie wiem, przynajmniej na razie (i tą wątpliwością podzieliłem się z Autorką, a Autorka z Państwem). O sukcesie książki decyduje czasem nie to czy jest dobrze napisana, czy nie (chociaż średni poziom znacząco się podnosi), ale czy trafia w potrzeby czytelników. Kilkanaście lat temu nikt nie chciał za nic czytać polskich kryminałów, aż przyszedł Marek Krajewski i polscy autorzy znów byli w cenie. Teraz jest z kolei moda na Skandynawów. Czy to dobrze, czy źle? Nie oceniam – opisuję sytuację.
    PS
    Trochę mi niezręcznie uczestniczyć w tej dyskusji, gdzie niemal „na żywo” komentowana jest korespondencja między dwoma osobami, ale może to znak czasów.
    PPS
    To już Autorka sama może powiedzieć czy składałem jej jakieś finansowe propozycje 😉 (ale oczywiście są książki, które ukazują się dzięki dotacjom: i u nas, i w największych oficynach).

    1. Panie Wydawco,

      Przepraszam, jeżeli poczuł się pan urażony. Bardzo cenię sobie pańskie zdanie i chciałam się podzielić tą, czego by nie mówić, bardzo pozytywną recenzją mojej powieści.

      Nie wymieniłam nazwisk, ani nazwy wydawnictwa, wciąż Pan jest anonimowy. Proszę mi wybaczyć, że postawiłam Pana w niezręcznej sytuacji.

      Pozdrawiam.

  7. No tak, nastepnej The girl with the dragon tattoo to juz chyba nie napisze nikt. Takie rzeczy sie nie zdarzaja co i rusz. Co do akcji za rogiem czy musowo na skandynawskich ziemiach to sie nie zgadzam. Ludzie lubia uruchamiac wyobraznię podczas czytania, do tego wlasnie sluza ksiazki o odleglych zakatkach. Jakby sie akcja zawsze dziala w sasiedniej wsi to by nas wszystkich dobil nadmiar realizmu. Ja lubie w wyobrazni poskakac raz do Paryza, raz do RPA a nawet do Nyon pod Genewa. Niech Pan nie pozwoli by ktos Panu dobra ksiazke sprzed nosa sprzatnal i gdzie indziej wydal 😉

  8. @Autorka
    E tam, w obecnych czasach nikt nie jest anonimowy 🙂
    Nie mogę się zaraz obrażać, jak mnie ktoś skrytykuje, bo bym musiał wyjechać na bezludną wyspę. Po prostu trochę mi niezręcznie, jak rozmawiamy przez „telefon głośnomówiący”. Ale przecież sam się zgłosiłem, to mam za swoje 😉

  9. @Wioletta Wilczak

    „Co do akcji za rogiem czy musowo na skandynawskich ziemiach to sie nie zgadzam. Ludzie lubia uruchamiac wyobraznię podczas czytania, do tego wlasnie sluza ksiazki o odleglych zakatkach.”
    – zgoda, uogólniłem, a wszelkie uogólnienia mają słabe strony.

    „nastepnej The girl with the dragon tattoo to juz chyba nie napisze nikt” – a tu się nie zgodzę, trzeba próbować.

    „Niech Pan nie pozwoli by ktos Panu dobra ksiazke sprzed nosa sprzatnal i gdzie indziej wydal ;)” – stąd moje wahania (nikt nie chce być jak Dick Rowe, szef firmy Decca, która w swoim czasie odmówiła podpisania kontraktu z pewną miłą czwórką chłopaków z Liverpoolu).

  10. Nie odniosę się do tego, co pan napisał, bo to truizmy. O podobnych kwestiach można znaleźć w sieci sporo informacji. Ot, choćby na przytoczonym tu niegdyś weryfikatorium.
    A co do wahania, to dla mnie jest ono jednoznaczne. Nie widzi pan potencjału w książce (taka jest brutalna prawda… ale, tu pocieszenie, to, że nie widzi potencjału pan, nie oznacza, że nie dostrzeże inny wydawca), dlatego nie zainwestuje pan swoich pieniędzy. Mnie nic do tego, takie pańskie prawo. Jednak gdyby książkę uznał pan za naprawdę dobrą (a nie tylko przyzwoitą), zainwestowałby pan i czas i kasę, jestem tego pewny.
    Z mojej strony EOT.
    Za dużo roboty, za mało czasu 🙂
    Pozdrawiam.

    1. Zodiaku,

      Czy ja powinnam jeszcze podrasować tę powieść? Poczułam silną motywację! Czy czekać na tych „innych” wydawców. Może pożyteczniej byłoby się jednak zabrać za coś nowego?
      Pozdrawiam!:D

  11. Wszedłem na bloga przez czysty przypadek. Nawet robot musi czasami odetchnąć 🙂
    Jesteś jak wrzód na dupie, wiesz?
    Walisz głową w mur tak długo, dopóki nie zamieni się w stertę cegieł.
    Z jednej strony mówię to całkiem poważnie, z drugiej żartobliwie.
    Twój upór jest godny pozazdroszczenia. Oby tak dalej 🙂
    Nie wiem, czy powinnaś rzeźbić w powieści, którą już wysłałaś do wydawnictw. Chyba nie bardzo. Usiądź nad nowym projektem, przekuj doświadczenie zdobyte na pisaniu pierwszej i drugiej, w trzecią. I nie śpiesz się. Pomysły na poszczególne sceny czasami powinni odleżeć w głowie, żeby później, już na papierze, wyglądały tak, jak tego chciałaś.
    Powodzenia.
    Tym razem naprawdę EOT.
    Chociaż na pewno wpadnę tu za jakiś czas 🙂

    1. Ty sobie z tego żartujesz, a ja muszę z tym żyć;D

      Masz rację! Dziękuję! Zabieram się za to trzecie. Swędza mnie opuszki palców… już jestem w blokach startowych:D

      Miłego weekendu!

      I zaglądaj tu czasem, proszę. Ja się dopiero rozkręcam;D

  12. Odpowiedzi (zarówno niejednoznaczna, jak i negatywna) od tych dwóch wydawnictw mówiących ludzkim głosem?;) Skoro nie odrzucają od razu, już jest nieźle! (Właściwie już samo uzyskanie odpowiedzi to sukces, a tu jeszcze możliwe, że będzie pozytywna.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *