O tym jak książka napisała się sama.

Gdy wreszcie nastał sądny dzień, dzień, w którym napisałam magiczne słowo KONIEC, popłakałam się ze szczęścia. A gdy łzy wyschły, jeszcze tego samego wieczora skopiowałam moją powieść i z bijącym sercem wysłałam ją swoim pierwszym czytelnikom. Później przez kilka tygodni klikałam w swoją skrzynkę na Gmailu i czekałam na wieści. Nie muszę chyba mówić, jakie targały mną emocje.

Aż wreszcie po blisko miesiącu na moim mailu pojawiła się pierwsza opinia. Otwierałam ją drżącą ręką i dopiero po jej odczytaniu, doszło do mnie jak trudnym i żmudnym procesem jest pisanie powieści.

– Jej, ty naprawdę napisałaś powieść, a potem padło to zdanie: Część z wątków nie zostało domkniętych! – A pode mną ugięły się nogi. Jak to możliwe, że tego nie zauważyłam! Dlaczego nie przejrzałam książki uważnie, zanim zmarnowałam czyjś cenny czas!

Szybko posłałam maile reszcie moich potencjalnych czytelników:

— Nie czytaj, proszę wstrzymaj się, muszę to jeszcze poprawić! Daj mi tydzień! Jak bardzo się przeliczyłam, dając sobie zaledwie siedem dni, powiem przy kolejnej okazji.

Jeszcze tej nocy postanowiła zamknąć wątki, które wcześniej umknęły mi w chaosie idei.

Przeczytałam sto pięćdziesiąt stron maszynopisu, a nad ranem miałam już wynotowane wszystkie niedociągnięcia. To wtedy po raz pierwszy poczułam się jak w domu. Miałam konkretny cel – dokończyć niedokończone wątki, ale tylko te najlepsze. Reszty postanowiłam się pozbyć, nie miałam na ich dokończenie pomysłu już za pierwszym razem, dlatego podświadomie je porzuciłam. Nie było sensu męczyć się z nimi, bo nie tylko gmatwały moją przewodnią ideę, ale jeszcze wisiały nade mną jak kat i odbierały chęć życia. Więc po co tracić na nie czas? I gdy wysortowałam kilka najcenniejszych wątków, pozbywając się reszty. Stał się cud.

Pisało się samo, nie musiałam się wysilać. Bez wysiłku powstało pięćdziesiąt stron. Nie wiedziałam nawet kiedy i nigdy jeszcze nie pisało mi się z taką lekkością. Moja wyczyszczona i pocięta książka zamiast skurczyć się, napęczniała.

Ciekawa jestem, jak Ty radzisz sobie z plątaniną wątków? Pisz w komentarzach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *