O tym jak cięłam moją powieść.

Gdy zabierałam się za pisanie książki, niewiele o tym wiedziałam. Tak, oczywiście, że przeczytałam lektury obowiązkowe: Dwight’a Swaina’a „Warsztat pisarza”, Stevena Kinga „On writing”, Paula La Roque „The book on writing” i wiele innych. Brałam też udział w kursie pisarskim na www.pasjipisania.pl. Teoretycznie byłam więc przygotowana. W praniu dopiero wyszło, jak wielkie mam braki.

Gdy siadałam nad tą symboliczna białą kartką, dostawałam słowotoku i czasem ponosiło mnie tak bardzo, że wynurzenia bohaterów miały się nijak do oryginalnego projektu. Owszem wydawały się zabawne. Miałam wrażenie, że sporo wnoszą, ale co najważniejsze —  moja powieść robiła się coraz grubsza.

O ile na początku zastanawiałam się, skąd wziąć tyle idei, żeby zapełnić nimi całą książkę, to w trakcie okazało się, że pomysły wylewały się z poziomów mojej podświadomości. Każdego dnia powstawały nowe strony tekstu, później były ich już dziesiątki, aż wreszcie przekroczyłam upragnioną setną stronę i grzałam dalej. Byłam w wniebowzięta. Tyle napisałam! Jej, jak to możliwe?

Udało się, myślałam, licząc znaki i słowa oraz ilość stron. Napisałam książkę!

Myliłam się, to co napisałam to ponad setka stron, urwanych myśli i niedokończonych idei. Bo nagle zrobiło ich się, tyle że trudno mi było nad tym zapanować. Dopiero wtedy zrozumiałam, na czym polegał mój błąd.

Nie chodziło o ilość słów, ani mnogość idei. Chodziło o to żeby tych kilka faktów, które motywowały moich bohaterów, zakotwiczyć w świadomości czytelnika tak skutecznie, żeby już nic nie trzeba było wyjaśniać.

Eureka!

Wreszcie miałam plan – skoncentrować się na jednej myśli na głowę każdego z bohaterów. Chodziło o myśli, czy też epizody, które motywowały ich do działania. Ale nie tylko, chciałam żeby  postrzeganie tych samych epizodów, zmieniało się wraz z rozwojem wypadków i ewoluowaniem świadomości bohaterów. Moja główna postać – Anna Wiendszyld, w chwilach wzburzenia, zamiast setek przemyśleń na różne tematy, teraz już widziała tylko jedno wydarzenie, gdy  pozowała do zdjęć, które jej mąż robił jej w Paryżu. Tyle że w miarę jak postać ewoluowała, zmieniało się także postrzeganie tego konkretnego epizodu. Najpierw Annę bawiły te zdjęcia, potem niepokoiły […], aż wreszcie uznała, że były ostrzeżeniem.

No i jeszcze coś, wracając do cięć. Wydawało się, że będę musiała wywalić co najmniej połowę tekstu. I mocno się zdziwiłam, gdy tych niepotrzebnych fragmentów okazało się być zaledwie kilkanaście. Z czego każdy zajmował nie więcej niż dwieście, no może, trzysta słów, czyli maksymalnie 15 minut pisania na brudno. To mniej niż sądziłam. Teraz nie mam już problemu z wycinaniem, straty tekstu są niewielkie, a zyskany czas bezcenny. To jak gotowanie obiadu w wysprzątanej kuchni;D

Ciekawa jestem, jak Ty radzisz sobie z wycinaniem. Pisz, proszę, w komentarzach.

Jak ze 150 pociętych stron zrobiło się 200, o tym w następnym wpisie.

2 myśli nt. „O tym jak cięłam moją powieść.”

  1. Gdyby praca nad powieścią polegała tylko na cięciu 🙂 Z tego, co wiem, wydawcy czasami nakazują poważne zmiany w konstrukcji fabularnej i to jest dopiero praca! Autorowi wywracają się wnętrzności, gdy jakiś redaktor stwierdza, że ciocia Ula nie powinna zginąć, wujek Andrzej postępuje niemoralnie, a kuzyn Heniek nie może być skończonym maniakiem seksualnym, bo przecież ma dopiero 16 lat. Niektórzy wydawcy najpewniej chcieliby, żeby napisać powieść pod ich gusta. Zresztą… napisanie powieści to nie jest problem (okay, pozostaje jeszcze kwestia jakości), prawdziwe schody pojawiają się w momencie, gdy pukamy do drzwi wydawnictw 😉

    1. 😀 No pewnie, żeby było co ciąć, trzeba najpierw sporo nadpisać. Założyłam sobie bloga na etapie cięcia, stąd tyle o tym. Gdybym wpadła na pomysł wcześniej, byłoby więcej o wymyślaniu fabuły i bohaterów itd.;D
      Ciekawe co mówisz o wymaganiach wydawców. Aż się boję co bardziej podpadnie wydawcom, to że spadkobierczyni szwajcarskiej winnicy notorycznie pija szampana:D Czy fakt, że na Orchard Str w Singapurze nie ma budynku starej aukcji;D A giełdę winną wyssałam z palca;D
      Na razie jestem na takim etapie, że z pokorą przyjmę każdą wskazówkę edytora. Byle któryś chciał mi ich udzielić.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *