Nowy projekt: dramat

blog x

Kochanka posłałam, po czym przez kilka godzin zadręczałam się brakiem reakcji wydawcy. Nie, nie napisałam do niego ponownie, chciałam dać mu czas na lekturę.

No dobrze, prawda jest taka, że ogarnęła mnie trema. Nie jestem pewna, czy na pierwszych dziesięciu stronach, nie za dużo jest łopatologii. Jeżeli redaktor nie przebrnie przez pierwszą scenę, nie podejmie się dalszej lektury. Ale cóż, zaryzykowałam, bo i tak nic lepszego nie uda mi się stworzyć, zanim powieść się znów nie odleży, a ja nie nabiorę do niej dystansu.

Wieczorem, zamiast w rozpaczy gryźć paznokcie, postanowiłam podjąć się nowego projektu. Teatr Powszechny w Łodzi ogłosił konkurs na dramat komediowy.

Pojęcia nie mam o pisaniu dramatów, na kupno podręcznika za późno, bo termin składania prac upływa trzydziestego czerwca.

Popędziłam na blog Piotra Wereśniaka, aby uzyskać odpowiedź na pytanie, jak się pisze scenariusz. Okazało się, że scenariusza się nie pisze, tylko się go zapisuje.

Niestety na blogu reżysera nie było szczegółowych informacji o tym, jak napisać scenariusz dramatu, ani też zdjęcia „zapisu”.

Pogooglowałam i mniej więcej już wiem, jak zapisać. Wciąż nie znam jednak matematyki pisania dramatu. Że akty trzy, to wiadomo. Ale ile scen ma się znaleźć w poszczególnych aktach?, żeby spektakl nie trwał przez cały dzień, a przepisowo do dwóch godzin?

Znów pogooglowałam i trafiłam na „Ożenek” Gogola. Sztuka trwa godzinę i dwadzieścia osiem minut. Znalazłam tekst i wyliczyłam, że składa się na niego dziesięć tysięcy słów. Dla pewności sprawdziłam jeszcze „Igraszki z diabłem” i znów sztuka trwa półtora godziny bez minuty, ale na scenariusz składa się trzynaście tysięcy słów. Tyle że Jan Drda, autor dramatu, opatrzył tekst wskazówkami dotyczącymi scenerii, których u Gogola w takiej obfitości aż nie ma. Trzynaście tysięcy słów, powinna zdążyć!

W mojej głowie zaczęły się mielić pomysły, zastanawiałam się, który z moich tekstów mogłabym adoptować na potrzeby dramatu. Wiadomo, że całkowitej nowości w tak krótkim czasie nie napiszę. Już prawie wiedziałam, za przeróbkę czego się zabiorę…

Na koniec przyszło mi do głowy, żeby przeczytać regulamin konkursu, blondynka wypisz wymaluj! Powinnam to była zrobić, zanim podjęłam się przygotowań. Wyczytałam, co następuje:

[…]2 października 2015 r., w Światowym Dzień Uśmiechu, rusza nabór prac do piątej edycji Ogólnopolskiego konkursu na napisanie współczesnej polskiej komedii „Komediopisanie”. Konkurs to jedna z głównych inicjatyw Polskiego Centrum Komedii Teatru Powszechnego w Łodzi, autorskiego projektu dyrektor Ewy Pilawskiej. „Komediopisanie”, jak i pozostałe projekty Centrum mają na celu zachęcenie polskich twórców do prac nad uszlachetnieniem polskiej komedii poprzez stworzenie jej współczesnego, oryginalnego języka a także nowoczesnego stylu jej inscenizowania.[…]

A niech mnie! Jeszcze to?!

To ma być sztuka współczesna!

Wiele takich widziałam, ale nie wciągnęły mnie specjalnie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że nie pamiętam tytułu, żadnego z obejrzanych spektakli.

Na dobitkę obejrzałam sobie zajawki kilku sztuk wystawianych w Teatrze Powszechnym w Łodzi i po raz kolejny doszłam do wniosku, że sztuka współczesna, nie miej mi tego za złe, jest ostro pojechana.

Wiele wysiłku będzie mnie kosztować udziwnienie dzieła, aby zadowoliło łódzką publikę.

Jeżeli nasuną Ci się, któreś z nowocześnie zainscenizowanych sztuk i znajdziesz linki na YouTube, pamiętaj o mnie proszę. Każda wskazówka mile widziana <3

Do napisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *