Kolejny betareader wzbogacił moją powieść.

2012-01-01 08.53.09

Trzecia już wersja Kochanka za kilka chwil trafi do następnego czytacza próbnego. Skończyłam kilka godzin temu.

Poprawianie zajęło mi nieco ponad tydzień, tym razem mogłam sobie pozwolić na przesiadywanie przed komputerem od świtu do nocy. Nadmiar czasu zawdzięczam remontowi kuchni. Wprawdzie posiłki przyrządzam na grillu, co jest dość czasochłonne, grill muszę czyścić, a talerze pojedynczo zmywam w umywaleczce w łazience, ale i tak sporo mi tych godzin zostaje. Utknęłam w domu.

Od rana do nocy doglądam pojawiających się i znikających majstrów. Parzę kawy i herbaty. Wdaję się w dyskusje na tematy techniczne, co nie jest tak przerażające, jak się tego spodziewałam. Strach paraliżuje mnie dopiero przy odwiedzinach szefa projektu, który zamiast ułatwiać, komplikuje. Gdy szef znika, pojawia się, któryś za majstrów i wyrzeka na wielogodzinne zastoje, jakby czytał w moich myślach.

Zastanawia mnie po co komu taki szef budowy. Zresztą podobne wątpliwości jak przydatność nadzorcy budzą we mnie światła drogowe. Ostatnio naustawiali ich w naszym miasteczku tyle, że zaczęły się robić korki. Szef budowy musi mieć wiele wspólnego z tymi od świateł, ale nie potrafię odgadnąć, co nim kieruje. Podobnie jak nie wiem, dlaczego drogowcy postanowili utrudnić nam życie.

Wracając do wydarzeń z ostatnich dni, bo działo się sporo. Na indywidualnej wywiadówce w szkole dowiedziałam się, że moja córka ma zainteresowania techniczne. Wkrótce potem, doszły mnie słuchy, jakoby mój mąż, w pijackim amoku, wyznał, że zawsze marzył, żeby popracować kielnią. Pochylona nad klawiaturą, w huku wiertarek i przy dźwiękach przekrzykujących się robotników, zastanawiałam się nad zamiłowaniami technicznymi mojej córki, których nigdy nie przejawiała w mojej obecności. Przed oczami pojawia się obrazek pijanego w sztok męża z dłonią zaciśniętą na kielni.

Może to ten niekończący się hałas, a może przemęczenie sprawiły, że kupiłam tamte prawdy o córce i mężu bez zastrzeżeń.

Po zastanowieniu dochodzę jednak do wniosku, że na wywiadówce rozmawiałam o cudzym dziecku i muszę się zorientować, czy mąż, fan zdrowego życia, brzydzący się kurzem, nie posiada brata bliźniaka.

Jedyne czego jestem pewna w stu procentach , to tego, że kolejny betareader bardzo dużo wniósł do mojej powieści.

Kasiu K. dziękuję z całego serca!

Do napisania.

4 myśli nt. „Kolejny betareader wzbogacił moją powieść.”

  1. Jak to „po co szef budowy”? Przecież to jasne. Miałem takiego kiedyś „nad sobą'” Chłopaki z brygady – jego pracownicy – dwoili się i troili, robili co się dało, żeby inwestorowi, czyli właścicielowi domu głowy nie zawracać, załatwiali wszystko od ręki, kombinowali, a ten cały szef budowy… „Pani kochana tu trza inaczyj!”” Pani, tu się ni da!” „Kochaniuśka, ale jak ja mam to zrobić?” „Trza wiencyj zaliczki”.
    W końcu, kiedy któregoś dnia przyszedł do niej i mówi: „Pani kochaniutka, jest problem…” , ta nie wytrzymała. „W d… to mam panie kochaniutki – mówi. – Pan jesteś nie od wynajdywania problemów tylko od ich rozwiązywania! Za to pan bierzesz pieniądz.”
    Chłop się zamknął i do końca remontu już żadnego problemu nie znalazł. To znaczy znalazł, ale siedział cicho.
    Szefowie czasem tak mają. Cierpliwości zyczę i powodzenia.

    A! I jeszcze jedno. To zdanie z poprzedniego wpisu: „Raz słonko wychodzi zza chmur, a tu znów w powietrzu wiruje atrapa śniegu, bo żaden płatek nie dotyka ziemi.”
    Mmmm. Śliczne!

    Maciek

    1. Macieju,

      hahahahahah uśmiałaam się, bo moja reakcja na szefa budowy była identyczna. W końcu mnie poniosło i wyznaczyłam jemu i sobie role. Chłopina, chyba pod wpływem stresu;), wziął sobie kilka dni wolnego. Mam nadzieję, że nie zwiał na dobre, bo projekt leży. Zmywarka zresztą też, niepodłączona. A na kuchence boję się gotować, bo straszliwie śmierdzi gazem. Normalnie to ten gaz powinien się przepalać, a u mnie leci radośnie i tak bucha, że chińskie restauracje ze swoimi wypasionymi palnikami pod voki moga się schować ze wstydu;) Boję się,nieprzewidzianego gościa z papierosem w zębach, bo nas pośle w gwiazdy;)

      Spodobało Ci się moje zdanie?! Komplement od Ciebie przyjmuję z radością, a teraz puszyć się będę i puchnąc z dumy przez długi jeszcze czas. 🙂

      Pozdrawiam serdecznie.
      Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *