Jak udało mi się spojrzeć na moją powieść z dystansem.

Właśnie kończę pisać streszczenie do „Seryjnego fotografa”, bez tego żaden wydawca nie rzuci okiem na tomiszcze. Niby miałam już jedno, bo bez tego wstępnego szkicu nie ruszyłabym z miejsca. Ale wydawcy potrzebne jest nowe streszczenie, bo powieść nieco wymknęła się spod kontroli i nie jest już taka na jaką się zapowiadała;D
No właśnie, streszczenie… Ciężki kamień do zgryzienia, bo jak tu ująć na jednej stronie wszystkie wątki, nawet z głównym się nabiedziłam, a co dopiero te poboczne?

Po kilkudniowej walce wreszcie mam streszczenie, ograniczyłam się do wątku głównego. Poboczne niech już wyjdą przy lekturze, o ile streszczenie przyciągnie uwagę wydawców.

Okazuje się, znowu, a przecież kiedyś to już odkryłam, że streszczenie, to ostateczne, też pomaga przy poprawianiu powieści. Wtedy dopiero jak na dłoni widać, że tempo nierówne, a któryś z bohaterów „wypadł” z powieści na zbyt długo. Mało tego streszczenie pozwoliło mi „na zimno” przyjrzeć się własnemu dziełu.
Odkryłam na przykład, że dziesięciu stron w rozdziale drugim nie da się streścić. Nic się tam nie dzieje, nic co dotyczyłoby wątku głównego, w każdym razie. Bo, albo wprowadzałam wątki poboczne, albo je zamykałam. Napisałam dziesięć stron, których nijak nie dało się streścić!
Skoro ja to tego doszłam, to co dopiero powie wydawca?!

Po raz pierwszy spojrzałam na moje dzieło z dystansu. Kto by pomyślał, że to w ogóle możliwe?:D

Długo myślałam co zrobić z tymi stronami, których nie da się streścić. Mogłam wprowadzić tam więcej akcji, tylko że tempo zapewne zmęczyłoby czytelnika, albo… Ostatecznie rozbiłam te sceny, w których wprowadzałam wątki poboczne, lub je zamykałam i wlepiłam je w sequele między scenami z wątkiem głównym.

Chyba udało mi się wyrównać tempo akcji. Chyba, bo to jednak wciąż moje dziecko, mimo że przez kilka dni patrzyłam na nie z dystansem.

Co robisz, żeby spojrzeć na zimno na swoje dzieła? Pisz, proszę, w komentarzach.

Do napisania.
Kasia

14 myśli nt. „Jak udało mi się spojrzeć na moją powieść z dystansem.”

  1. Daję do przeczytania innym. Albo porzucam na jakiś rok i potem do nich powracam;) Niestety dystans w odniesieniu do własnego pisarskiego dziecka to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do osiągnięcia.
    Ps. Chyba napiszę streszczenie swojej książki.

    1. Asiu,

      A nie masz tak, że jak dasz do przeczytania innym, to dopada Cię wściekłość? To znaczy ja bardzo wysoko cenię sobie wszystkie rady, może to etap zaawansowania, bardzo jeszcze wczesny, każe mi bardzo bezkrytycznie brać te uwagi i wcielać je w powieść. Wszystkie te uwagi traktuję serio. Ale na kolejnym etapie poprawek, o teraz tak np miałam. Pomyliłam kierunki geograficzne, w sumie co ja mówię, ja pojęcia nie mam, no może tylko w południe, gdzie są kierunki świata. No i jeden z czytelników zwrócił mi uwagę, że słonko chowa się za Jurą, nie na Alpami, czyt Mont Blanc’iem, ono się w nim odbija! Niech to! Dystans, dystansem, ale żeby do takich spraw się czepiać? To już gruba przesada:D:D:D
      pozdrawiam

      1. To nie jest przesada, to jest błąd, za który wyśmieje cię każdy, kto w tych okolicach był. Póki piszesz do szuflady to faktycznie nic wielkiego, ale jeśli ma się nadzieje na jakąkolwiek publikację, trzeba uważać na takie drobiazgi. Porządny research to podstawa.

          1. Nie twierdzę, że zawsze mają rację;) Nie wolno wierzyć we wszystko, każdą opinię trzeba przemyśleć. Zwłaszcza, że jeden powie „beznadziejna główna bohaterka”, a drugi „świetna postać!”. Trzeba zastanowić się, jakie argumenty podają. Co innego, jeśli wytykają jakiś błąd (na przykład, jeśli ktoś pisze o zaspach śniegu w Australii w grudniu;p), wtedy to już lepiej poprawić.

          2. Wiem, że tak nie twierdziłaś i rzeczywiście kwestii gustów tutaj nie poruszyłyśmy, albo inaczej, ja nie chciałabym w to wchodzić, ale uwagi merytoryczne takie choćby jak ta o kącie padania promieni słonecznych, albo, że taśma policyjna nie jest pomarańczowa, tylko żółta od razu biorę pod uwagę. I wścieka mnie, że ktoś zwrócił na to uwagę, ale jeszcze bardziej, że nie sprawdziłam. Że nie zaznaczyłam sobie przy niewiadomej „wersja robocza” albo „do sprawdzenia”, wiadomo czasem człowiekowi coś ucieka, a nie chce się odrywać, bo akurat dobrze mu się pisze. A jednak powinnam była sobie taki dopisek zrobić. A nie zrobiłam.

  2. Kasiu,

    myślę, że rozbicie na sequele to najlepsze, co mogłaś zrobić 🙂

    Jeśli chodzi o mój sposób na spojrzenie z dystansem, to nic prostszego! Ba, nawet sama nie muszę się starać! Wystarczy, że przez jakiś czas mam dużo innej pracy, spotkań, obowiązków i jak zasiadam z powrotem do przerwanej powieści, to już nie pamiętam o czym była 🙂 Wracam do niej jakbym ją czytała po raz pierwszy. Ostatnio postanowiłam po każdej scenie pisać kilkuzdaniowego spojlera, żeby mieć ściągę na własne potrzeby o tym, co autorka (ja) zdążyła już powiedzieć.

    1. Kasiu,

      Mam nadzieję, że to rozbicie zadziała. A patrz, zażekałam się, że za parę dni poślę do wydawców, a tu końca nie widać, bo jeszcze muszę sobie to wszystko z raz, abo dwa przeczytać.

      :D:D:D Może i racja takie pisanie z doskoku daje człowiekowi-autorowi dystans. Ale z drugiej strony ja pisząc regularnie, przy takiej ilości wątków, też nie pamiętałam co ja tam nazmyślałam;D Ale hinty dla autora, to doskonały pomysł.
      Teraz widzę, że gdybym je sobie robiła, to jeden z bohaterów nie byłby niedołęgą w pierwszej scenie, a w drugiej już playboyem. To miał być powolny proces, ale z musu poprzetawiałam sceny, a potem ileż było odkręcania…
      Dziękuję, przy trzeciej powieści będę robić gruntowne zapisaki na marginesie. Tak żeby od razu powstał gotowiec.
      Pozdrawiam.

  3. To jest dobra myśl. Te zapiski na marginesach. Albo plan.
    Ja też musiałam pomajstrować przy swojej powieści, z czym się wiązało przestawianie fragmentów. Więc ponumerowałam je, spisałam plan, potem mieszałam…. Potem musiałam sprawdzić, czy też nie porobiło się tak, że to, co miało odkrywać się stopniowo, nie wylazło za wcześnie. Właściwie jeszcze jestem w trakcie sprawdzania.
    Oj, nie jest łatwo! 🙂
    Przy okazji – może ktoś miałby ochotę zajrzeć:
    http://kobietadomowa.wordpress.com/
    Byłoby mi bardzo miło, zapraszam.

    1. Haniu,

      Zgadza się nie jest łatwo. Grunt to zmusić się do tych ekstra zapisków… No właśnie!;D I robić je każdego dnia, jeszcze lepiej!
      Zgadzam się, że to wszystko ma sens. Ba, a nawet przyszłość tylko jak znaleźć w sobie siłę, żeby być konsekwentnym?

      Pozdrawiam.
      Kasia

  4. Luźna gumka, to, moim zdaniem, najlepszy sposób na dystans. Kluczem jest odbrązowienie pomnika pisarza. Nie śpiesz się, zajmij swoim życiem, przekop grządki, wymień mechanizm w cieknącej spłuczce, pobaw się z psem, pokłóć z koleżanką, odfiletuj łososia, nie wiem, zjedz coś dobrego, zapłać mandat, nie miej się w co ubrać na jutro, poklnij na spieprzony domofon, zaśnij w ubraniu przed telewizorem.
    Wrócisz na miejsce po jakimś czasie i spojrzysz na swoje pisanie inaczej.

    1. Bartku,

      Rada świetna tylko nie dla mnie. Ja to wszystko robię, o nie dodałeś codziennej godzinnej rundki na rowerze, no więc, ja potrafię to wszystko zrobić, równocześnie poprawiając powieść i wymyślając opowiadanie;D
      Muszę sobie znaleźć jakieś ekstra zajęcie mocno absorbujące umysł;D Chyba się wreszcie zapiszę na włoski;D

      Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *