Jak jednałam zwaśnione narody

2013-08-14 17.15.55

Dopiero w mocno zaawansowanej ciąży postanowiłam nauczyć się francuskiego. Dotąd wystarczał angielski, ale czekał mnie pierwszy w życiu poród, więc nie mogłam ryzykować, że nie dogadam się z położną.

Szukałam intensywnego kursu, bo do rozwiązania został miesiąc. Wreszcie trafiłam na kurs idealny, kończył się dzień przed rozwiązaniem! (dla mnie deadline to rzecz święta, zawsze się go trzymam)

Cztery godziny dziennie, codziennie przez miesiąc w dodatku grupa była bardzo nieliczna.

Już na pierwszej lekcji poczułam niepokój. Nikt ze sobą nie rozmawiał, tłumaczyłam sobie, że może koledzy są onieśmieleni.

Następnego dnia, facetowi za mną wypisał się długopis, więc poprosił o pożyczenie. Nie miałam zapasowego, dlatego zwróciłam się do kolegi przede mną. Podał mi długopis, a ja przekazałam dalej. Gość po mojej prawej stronie potrzebował gumki. Też nie miałam, więc znów zaczepiłam tego z pierwszej ławki. Zaczynałam się już trochę denerwować, bo umykał mi wykład prowadzony po francusku, z którego nie rozumiałam nawet połowy.

– Dlaczego sam go nie poprosisz? – zapytałam trzeciego w potrzebie, który znów zwrócił się do mnie, choć już wszyscy musieli zauważyć, że to ten z przodu jest najlepiej wyposażony!

W odpowiedzi gość tylko przewrócił oczami.

Dopiero na przerwie nauczycielka odciągnęła mnie na bok i wyjaśniła o co chodzi.

– W naszej grupie mamy dość niefortunny zestaw uczniów – zaczęła po francusku, ale widząc tępotę malującą się na mojej twarzy, powtórzyła po angielsku.

– Palestyńczyk, Izraelita, Turek i Kurd! – poinformowała.

A mnie zatkało.

– Dlatego odwołujemy zajęcia z konwersacji – dodała.

Wreszcie oprzytomniałam.

–  Pojednam ich! Chcę konwersacji! Muszę urodzić to dziecko! – wykrzyknęłam  i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Do napisania.

Katarzyna Sikora

5 myśli nt. „Jak jednałam zwaśnione narody”

    1. Asia,

      Wpis wpisał się w prima aprilis, ale sytuacja jak najbardziej autentyczna:( Tak, udało się, ale okupiłam to ogólną nienawiścią, kiedy odmówiłam pośrednictwa;) Przynajmniej zmusiłam ich do rozmowy. Okazało się, że te złośliwe konwersacje więcej wniosły w moje życie, niż pierdyczenie z panią z warzywniaka;)
      Pełen sukces! 🙂

      Pozdrówka.
      Kasia

  1. Znam takie kombinacje… Choc czesto nie jest az tak tragicznie, jakby z Twojego tekstu wynikalo – za granica kraju roznice przestaja byc az tak wazne. Szczegolnie Kurdowie i Turcy sie dobrze zgadzaja, czego o Israelczykach i ogolnie Arabach rzec nie mozna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *