Halloween

13-10-31-110

Autorki: Natalia i Katarzyna Sikora

Mam prawie dziewięć lat i znów uwierzyłam w Świętego Mikołaja i Wielkanocnego Królika. Stało się to za sprawą Halloween.

Zaczęło się jak zwykle. Najpierw z tatą przywieźliśmy do nas trzy koleżanki z innych dzielnic. U nich nie obchodziło się Halloween.

U nas było inaczej. Nasza dzielnica co roku hucznie świętuje Halloween.

Mama przygotowała wielką miskę słodyczy. Po zastanowieniu rozsypała cukierki do dwóch misek, żeby wystarczyło na cały wieczór. Mama powiedziała, że jak jest mniej, to dzieci nie zjedzą wszystkiego naraz i wtedy będą mogły wrócić po więcej. Tata zażartował, że mama jest skąpa. Ja tym razem nie zabrałam głosu w dyskusji.

Miałam ważniejsze sprawy na głowie.

Razem z koleżankami założyłyśmy nasze halloweenowe przebrania. Uzbrojone w wielkie torby i małe latarki poszłyśmy na obchód dzielnicy.

Już za pierwszym rogiem dołączyła do nas inna grupa przebierańców. Większość dzieci rozpoznałam, tylko jedno było tak dobrze przebrane, że nie potrafiłam odgadnąć kto to.

Zrobiliśmy pierwszy obchód, potem wróciliśmy do mnie, żeby wymienić się słodyczami. Moi goście zdjęli maski i kapelusze, tylko jeden się nie rozebrał – klaun w wielkiej plastikowej strasznej masce, w czarnym swetrze i kraciastych niebiesko-białych spodniach. Siedział na dywanie i nie odzywał się słowem. Na początku nas to zaniepokoiło… Ostatecznie uznaliśmy, że to fajny żart.

Pozamienialiśmy się słodyczami i ruszyliśmy na kolejny obchód.

Z pełnymi torbami znów wróciliśmy do mnie. Tym razem namówiliśmy się i rzuciliśmy się na klauna. Chcieliśmy zabrać mu maskę. Była świetnie przymocowana. Nie udało się jej zdjąć.

Zapomnieliśmy o masce, bo mama zawołała nas do kuchni na zupę z dyni. Jedliśmy z apetytem. Tylko klaun odmówił. Nie odezwał się, ale uniósł dłonie w geście odmowy.

Mama spojrzała na klauna. Pobladła i wolniutko cofała się w stronę stojaka na noże. Przestałam jeść, patrzyłam na mamę.

Do drzwi zapukali inni przebierańcy. Kolejno odwiedziło nas osiem dużych grup. Mama miała rację, że rozsypała słodycze do dwóch misek. Pierwsza miska była już pusta. Druga została na później.

Mama wciąż blada jak ściana stała oparta o kuchenny blat. Próbowała na migi powiedzieć coś tacie. Jednak tata zajęty robieniem zdjęć nawet na nią nie spojrzał. Chciałam krzyknąć do taty, ale podążyłam za wzorkiem mamy. Po raz pierwszy tego wieczoru spojrzałam w twarz klauna.

Zrozumiałam, że coś z nim było nie tak.

Wydawał się prawdziwy. Nie tak prawdziwy jak ktoś przebrany za klauna, tylko jak ktoś, kto urodził się z twarzą klauna. Nie wiem jak to lepiej wyjaśnić. Widok był dziwny i straszny za razem.

Poczułam, że brakuje mi powietrza. Na szczęście odblokowałam się. Wrzasnęłam i zaczęłam uciekać po schodach. W kuchni zrobiło się zamieszanie. Ktoś upuścił talerz, który stłukł się na podłodze. Odwróciłam się. Mama otworzyła drzwi i próbowała wypchnąć klauna na dwór. Tata patrzył na mamę jakby zwariowała. Dzieci pobiegły za mną. Widać i one dostrzegły nóż w dłoni mamy. Tylko czy widziały twarz klauna?

– Wyjdź stąd, wynoś się – wrzasnęła mama.

Ale klaun stał niewzruszony. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Tata z wrażenia upuścił aparat na podłogę. Mama poddała się i stała jak słup soli. Trzymała w dłoni nóż. Ale najwyraźniej nie wiedziała co ma zrobić z tym nożem.

Za to klaun uśmiechał się coraz szerzej.

Minęło kilka minut. Wszyscy w ciszy przyglądaliśmy się klaunowi. A klaun patrzył na nas. Wreszcie ukłonił się w pas i wyszedł. Podbiegliśmy do drzwi. Chcieliśmy popatrzeć, jak idzie przez ogród. Ale jego już nie było. Rozpłynął się w powietrzu. Jednak zanim odszedł, nieźle nas wystraszył.

Do dzisiaj zadaję sobie mnóstwo pytań: Czy to był sen? Czy jawa? Czy nam wszystkim mógł przyśnić się ten sam koszmar? A jeżeli to zdarzyło się naprawdę? Jeżeli odwiedziło nas prawdziwe zombi?!

Może powinnam znów zacząć wierzyć w Świętego Mikołaja i Wielkanocnego Królika…

Fajnie by było, gdyby oni też kiedyś przyszli z wizytą.

————————

Halloween

Ecrit par Natalia et Katarzyna Sikora

J’ai presque neuf ans, et j’ai recommencé à croire au Père Noël ou Lapin de Pâques. Tout a commencé le jour d’Halloween.

Tout d’abord, mon père nous a apporté trois copines des autres quartiers. Ces quartiers ne fêtent pas Halloween.

Ici, c’était différent. Notre quartier chaque année fête Halloween.

Ma mère a préparé un grand bol de bonbons. A la réflexion nous avons partagé le grand bol en deux bols ce qui était assez pour toute la soirée. Maman a dit que lorsqu’il y a moins de bonbons, les enfants ne mangent pas tout à la fois et ensuite ils peuvent revenir pour en reprendre. Papa a dit que maman est avarde. Et cette fois, je n’ai pas pris part à la discussion.
Ce soir-là , j’ai eu des choses plus importantes dans mon esprit.

Nous nous sommes habillées en costumes d’Halloween. Armées de grands sacs et petites lampes de poches nous avons commencé le tour du quartier. Dans le premier virage, nous avons été rejointes par un autre groupe de costumés. On les avait reconnu. Un seul enfant était si bien déguisé que je ne pouvais pas deviner qui il était.

Nous avons fait le premier tour, puis on est revenu chez moi juste pour échanger quelques bonbons. Mes invités ont enlevé leur masque et leur chapeau. Un seul d’entre eux n’a pas enlevé son costume – le clown avec un grand masque en plastique effrayant, dans une cape noire, assis sur le tapis et ne parlont pas. Au début, il nous dérangeait… Enfin, nous avons pensé que c’était une blague.
Nous avons échangé les bonbons et sommes sortis dehors.
Avec des sacs pleins, nous sommes rentrés chez moi. Cette fois-ci nous nous sommes tous précipités vers le clown. On voulait prendre son masque. Il était bien fixé. Impossible de l’enlever.
Nous avons oublié tout ça parce-que ma mère nous a appelées dans la cuisine pour la soupe de courge. Nous avons tous mangé avec appétit, juste le clown a refusé. Il n’a rien dit, mais il leva les mains dans un geste de refus.
Ma mère regarda le clown. Elle est devenu pâle et très lentement prit le couteau dans sa main. Je me suis arrêtée de manger la soupe pour regarder.
Tout d’un coup, des enfants déguisés frappent à la porte. Par la suite nous avons été visités par huit groupes de costumés. Maman avait raison de mettre les bonbons dans deux bols. Le premier bol était vide. Le deuxième était rempli.
Maman encore pâle comme un linge était appuyée contre le comptoir de la cuisine. Elle a essayè de dire quelque chose à papa. Mais papa était occupé à prendre des photos, il ne regardait pas. J’avais envie de crier à mon père, mais j’ai instinctivement regardé le clown. Pour la première fois ce soir, j’ai regardé attentivement dans son visage. J’ai réalisé que quelque chose n’allait pas. Il semblait réel. Pas aussi réel que quelqu’un habillé comme un clown, mais comme quelqu’un qui est né avec le visage d’un clown. Je ne sais pas comment l’expliquer mieux. La vue était étrange et effrayant encore.

J’ai crié et j’ai commencé de dévaler les escaliers. La panique a éclaté dans la cuisine. Quelqu’un a laissé tomber l’assiette, qui se brisa sur le sol. J’ai regardé ce qui se passait dans la cuisine. Maman a essayé de pousser le clown pour qu’il sorte de la maison par la porte de la cuisine. Mon père a regardé ma mère comme un fou. Les enfants dévallent les escaliers vers moi. Ils ons remarqué le couteau dans la main de ma mère. Mais est-ce qu’ils ont vu le visage du clown?
– Sortez, sortez d’ici! – a crié ma mère.
Mais le clown était impassible. Son visage s’éclaira d’un sourire. Mon père, en panique, a laissé tomber son appareil photo sur le sol. Ma mère a abandonné et se tenait là comme un monument. Elle tenait le couteau dans sa main. Mais apparemment, elle ne savait pas quoi faire avec ce couteau.

Le clown souriait de plus en plus.

Il a fallu quelques minutes. En silence nous avons tous regardé le clown. Et le clown nous regardait. Enfin, le clown salua de la taille et vers la gauche. Nous avons couru vers la porte. Nous avons voulu le regarder marcher dans le jardin. Mais le clown avait disparu. Disparu dans les airs. Mais avant de partir, il nous a fait peur à mort.
Depuis ce jour, je me suis posé beaucoup de questions: était-ce un rêve, ou la réalité? Avons-nous tous rêvé le même cauchemar? Est-que nous avons reçu la visite d’un vrai zombie?
Peut-être que je devrais à nouveau commencer à croire au Père Noël et au Lapin de Pâques.
Cela aurait été bien si, eux aussi, une fois venaient nous visiter!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *