Dzień Świstaka

Wpadłam w matnię.

Poprawiłam czterdzieści pięć stron powieści.

Bardzo gruntownie, bo co kliknę w plik, to się otwiera na pierwszej stronie.

Każdego dnia zaczynam, więc od początku i sił mi starcza do czterdziestej piątej. I tak mam od sześciu dni;D

Do napisania.

Kasia

 

2 myśli nt. „Dzień Świstaka”

  1. No,. to po otwarciu nie patrz nawet na pierwszą stronę i przeleć od razu do 44:) Nawiasem mówiąc widać tu skrupulatność damy, która 20 lat przepracowała w finansach. Fascynuje mnie ta przemiana: odejście od maszyn liczących na rzecz niewdzięcznej pracy pisarza:)
    pozdrawiam

  2. Danko,

    Już odnotowałam spory sukces, przebiłam się przez czterdziestą piątą i dotarłam do sześćdziesiątej pierwszej!:D

    Ale to było wczoraj, dzisiaj odpoczywałam. Wybraliśmy się na wypad rowerowy ok 15km. Przez dwie godziny graliśmy w badmintona, przewiozłam sześć taczek kompostu po ogrodzie (pod górę). Jak jutro uda mi się zwlec z łóżka lecę dalej:D Czuję, w sobie moc:D

    Pozdrawiam.
    Kasia

    PS. A ja się czasem zastanawiam, czy ta skrupulatność, to nie jest jakaś nerwica natręctw;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *