Dziękuję, że byliście ze mną.

2014-05-29 14.00.59

Wczoraj przeżyłam jeden z najgorszych dni w moim życiu. Dostałam negatywną odpowiedź  od wydawcy. To nie była pierwsza odmowa opublikowania „Seryjnego fotografa”, wcześniej dostałam już dwie, a jednak ta trzecia sprawiła, że zatrzęsła się pode mną ziemia.

Trzecia negatywna odpowiedź od wydawcy, dla mnie oznaczała, że powinnam dać sobie spokój z pisaniem. Zająć się czymś „produktywnym”. Szlochałam uświadamiając sobie ile straciłam czasu i przyznałam rację krytykom: Marnuję tlen, bo i tak nie umiem pisać, a na rynku jest ogromna konkurencja. Powinnam więcej odpoczywać i korzystać z życia. Podczas gdy ja przez trzy lata wmawiałam sobie, że pisząc właśnie z tego życia korzystam! Jakaż idiotka! Dotarło do mnie, że znalazłam się „w Rowie Mariańskim upokorzenia, wstydu i rozpaczy”. Wymyśliłam to dla mojej bohaterki, tymczasem cytat opisywał moją własną sytuację.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy umieścili komentarze na blogu, rozmawiali ze mną na privie i byli ze mną na facebooku. Dziękuję, że podzieliliście się ze mną własnymi doświadczeniami. Jestem wdzięczna za pisarskie porady.

Chichrałam jak pensjonarka przy słowach”przecież ktoś musi się Tobie poznać i Cię docenić”, „ten wydawca nie ma gustu”. Dostałam kopa w postaci „wysyłaj do innych”. Czułam się dumna, gdy przeczytałam, że „warto pytać o opinie” i „wydawcy zwykle nie odpowiadają. To duży plus, że im się chciało”. Odetchnęłam z ulgą, że nikt nie śmiał się z moich „wybuchów wulkanu”. Byłam wdzięczna za kojące: „Seryjny poleży w szufladzie, dojrzeje i może jeszcze będą o niego prosić”, „teraz będzie ci lżej. Będzie dobrze!”, „jestem z Tobą”. Znów chlipałam ze wzruszenia.

Wreszcie doszłam do sedna: „ważne, żeby się nie poddawać”, „bądź zdeterminowana” powiedzieli kolejni pocieszyciele. A na koniec ktoś uświadomił mi, że”wydawca chętnie przeczyta Twoją następną książkę, bo uznał, że masz potencjał”.

No przecież! Może to co odczułam jak cios w splot słoneczny, powinnam wziąć za dobrą monetę?

Uświadomiliście mi, że wielu z Was było w podobnej sytuacji. Nie poddaliście się, walczyliście, a Wasze marzenia się spełniły.

Jeszcze raz dziękuję za Waszą dobrą energię:)

Wprawdzie dzisiaj od nadmiaru emocji mam migrenę, myśli kołaczą się po pustej czaszce, a usztywnione od zaciskania dłonie „wykwadracają” zdania, ale nabrałam pewności, że to przejściowe.

Będę pisać dalej! Nie dla wydawców, ale dla Was i dla siebie.

A jeżeli uda mi się Was rozśmieszyć albo zmusić do refleksji, to już mam wystarczający powód, żeby wyrzucać z siebie opowiadania… kolejną powieść?;)

Niech wena będzie z Wami!:)

Do napisania.
Kasia

16 myśli nt. „Dziękuję, że byliście ze mną.”

  1. Kasiu, masz w sobie tyle pozytywnej energii!!! Prześliczna fotka!!!(Zmieniłas fryzurę?;))Co do pisania – to mądra z Ciebie kobietka! Do boju! Ściskam serdecznie!

  2. Kasia, mądre zdanie-będę pisała dla siebie. Uważam, że tylko wtedy ma się luz i polot. A ksiązkan iech się odleży, zrób jakąs voltę w innych opowiadaniach a potem może i percepcja dzieła nad którym ślęczałaś się zmieni? Wiesz, myślę że jako rodzice kochamy nasze dzieci bezwarunkowo i z wszystkimmi wadami. Moze i tak jest z dziełem? Coś nie gra ale my tego dystansu nie mamy? Nie wiem. Jednego życzę-nie ustawaj nieustawać i będzie git!!!
    KŁAPOUCHY TAK BY TO WYRAZIŁ:
    – Jeśli nie pamiętasz już czasów, kiedyś jakoś się miał, spójrz za siebie. Może zapodział ci się ogon.
    – I nie zapominaj, że choć odzyskanie zapodzianego ogona sprawi ci ogromna radość, natychmiast zostaniesz na nowo przybity – do ogona właśnie.

    1. Marcin,
      Tak właśnie myślę, rozprostuję myśli na czymś nowym, potem wrócę do tego odchowanego dziecka,może wreszcie nabiorę dystansu. A jeżeli nie, urodzę następne dziecko,już mądrzejsza o doświadczenia z poprzednim lepiej je ułożę;)
      Ech, ten kłapouchy, facet ma łeb na karku. Powinno się go puszczać na sympozjach motywacyjnych, świat by grzał do przodu jak TGV, a ludzie byliby szczęśliwi;) Pozdrawiam:)

  3. Droga Kasiu, jako wierny czytelnik twego bloga dziękuję Ci za ten post i poprzedni. Podziwiam Twoją bezwzględną szczerość. JA też dostawałam odmowne odpowiedzi, ale „dusiłam w sobie” ten żal i przełykałam łzy w kąciku. Twój post odbieram jako przypływ świeżego powietrza, inne spojrzenie na te sprawy. Tak naprawdę nasze książki nie muszą być złe – wydawcy boją się wydawać, z różnych powodów. Pozdrawiam serdecznie. PS. Co za fotka! Co za relaks na motorówce:)

    1. Danko,

      Dziękuję:) Kupuję wszystkie Twoje komplementy. Znów sprawiłaś mi ogromną przyjemność:)
      Może masz rację, może nie piszemy źle, może jeszcze nie nadszedł nasz czas? Dlatego musimy pisać dalej:)
      Ściskam Cię bardzo mocno:)
      Kasia

  4. Kasiu, pisałem Ci już kiedyś, że taki moment musi nadejść. Wszystko teraz zależy od Twojej siły. A że masz jej w cho…ę, to jestem o Ciebie spokojny.

    Zresztą, spójrz: mnie odrzuciło pięć wydawnictw. Dobijałem się półtora roku. W końcu któreś się zlitowało. A jaki efekt?
    Pożal się Boże. Mój brat, czytając, zasnął na jedenastej stronie. Nie dziwię mu się.

    Dlatego sursum corda, kobito! Piszesz lepiej (nadal to podtrzymuję) i ludzie chcą Cię czytać. To jest podstawa. I tego się trzymaj. Z tej mieszanki naprawdę w końcu coś wyniknie.

    M.

    1. Macieju,

      Dziękuję Ci za niezachwianą wiarę w moją energię:)

      Co do brata… może za dobrze Cię zna, może historie,które mu opowiadasz, są żywsze niż ta w powieści. Moim zdaniem opinia rodziny się nie liczy. Moja mama nie ma żadnej przyjemności z czytania moich dzieł. „Na żywo jestem weselsza” 😉

      Przestaję się nad sobą użalać i zabieram się do pracy, dziecko zatrudniam do robienia karmelu, przez kolejne pół godziny mam luz, bo musi stać i mieszać, żeby się nie przypaliło;)

      Na początek skończę poprawiać wesołe opowiadanie, które zdaniem jednego z jurorów „ma potencjał na przebój kasowy”, Mamie się nie podobało! 🙁 Mąż powiedział, że nie porywa, a córce tłumaczyłam co drugie zdanie (wcześniej ocenzurowałam;)) Ciekawe, co na to powie reszta świata?

      Ściskam mocno.
      Kasia

  5. Powiem, a raczej napiszę tak:

    Kiedy zaczynam pisać, tworzę nowy świat,
    Powołuję do życia miejsca, ludzi, zdarzenia.
    Mogę w tym świecie wszystko; odebrać lub też dać,
    Los bohaterów w moich dłoniach się przemienia.

    Jakże mógłbym odepchnąć te światy tak mnie proszące,
    Co w mym umyśle wciąż barwną, feerią kreacji mkną?
    I nie tchnąć gestem słów szczodrych, w te myśli istniejące,
    Życia, by inni mogli ujrzeć je, poczuć i dotknąć.

    Choć bicz krytyki uderza w marzenia bolesną pręgą.
    Choć śmiech rozlega się drwiący, co szarpie duszę do cna.
    Ja muszę pisać, bo kiedyś, po moje światy sięgną,
    Ci Czytelnicy, dla których tworzyłem każdego dnia.

    😉

      1. Cieszę się niezmiernie, że kilka moich słów, zajmie tak szacowne miejsce w pokoju kogoś, komu także pisanie w duszy gra 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *