Diabeł tkwi w szczegółach

 

2016-01-05 16.36.45

– Skończyłam sczytywać drugą połowę powieści!! – wykrzyknęłam do męża.
– Można ci już przeszkadzać?
– Mam tam trzy genialne sceny – mówiłam jak nakręcona.
– A ile trzeba scen na powieść?
– Ja wiem…? Co najmniej czterdzieści…
– To robisz postęp!

Ta rozmowa miała miejsce w czwartek, siódmego stycznia. Prawdę mówiąc, nie wiedziałam jak odkręcić dłużyzny w początkowych scenach. Powinnam je ostro przyciąć, ale nie kosztem istotnych tropów. Nie przespałam nocy, ale rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy.

W piątek po raz kolejny zabrałam się za „Bastion” Stephena Kinga, żeby zobaczyć jak robi to Mistrz, ale jego powieść jest najeżona szczegółami, lektura nie pomogła w cieciu, ale pogrążając się w powieści przynajmniej starałam się zdystansować się od problemu.

Na nic to się zdało. Wciąż chodziło mi po głowie pytanie: „Jak zmusić czytelnika, żeby dobrnął do tych trzech genialnych scen”. Słaby początek zniechęci do lektury, a co gorsza i do autorki;(

Wczoraj wieczorem zaskoczyło. Doskonale wiedziałam już, co wyciąć, a czego brakuje.

Poprawiałam do pierwszej, a od świtu pojechałam z poprawkami dalej. W efekcie mam już sześć gotowych scen, na tyle dobrych, że czytelnik zechce przeczytać siódmą.

A dalej…?

No cóż, piszę wciąż powtarzając sobie w myślach mantrę przeznaczoną na czas poprawek: „Diabeł tkwi w szczegółach, diabeł tkwi w szczegółach, diabeł tkwi w szczegółach”.

Do napisania.

P.S. Tak się zagalopowałam z tymi poprawkami, że przegapiłam kontrolną wizytę u dentysty! Diabeł tkwi w szczegółach;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *