Czyżby to już?

Jeszcze tylko jednym zgrabnym ruchem zmienię kolejność dwóch scen, myślę. W furii łapię za myszkę. Waham się. Tylko że wtedy znów coś nie będzie się zgadzać. Sekwencja zdarzeń, czas. Zbyt gwałtowna scena, po zakręconym sequelu! Będzie niestrawne!

— Czytaj! – mówię do Jarka, przekradającego się właśnie do kuchni.

— Serio? – pyta. – To już?

— Możesz czytać – potwierdzam. Ale minę mam chyba niewyraźną. – Powiedz, przestawiać czy nie?

Spogląda tylko na mnie.

— Poczekam, – odpowiada – jak na ciebie patrzę to myślę, że to wcale nie jest koniec.

„Stoik, upiorny stoik!” chciałabym wykrzyczeć.

Ale chore dziecko siedzi obok. Staram się nad sobą zapanować…Patrzę w lustro. Na moim czole pojawiła czerwona plama. A niech to szlag, dlaczego to kosztuje tyle nerwów?

Przestawiać te sceny czy nie? Stoik, stoicki… a niech to, eureka! Ta scena jest we właściwym miejscu, tylko za mało w niej dynamiki!

Już wiem: Łatwiej zrobić zamęt w scenie niż potem odkręcać zakręconą fabułę!

Furia nakręca mnie i rozkręca scenę;D

Klepię w klawiaturę: Bohaterka parzy się w dłoń. Medykamenty wysypują się ze spadającej apteczki i toczą się po podłodze. Woda leje się do zlewu pod dużym ciśnieniem i odbijając się od brudnej łyżki rozchlapuje się na ściany i spływa na podłogę…

W piętnaście minut niewinna rozmowa przy stole zamienia się w jatkę.

Jeszcze kilka drobiazgów i zacznę nowe życie. Może już jutro? ;D

4 myśli nt. „Czyżby to już?”

    1. Aniu,

      Dziękuję. Nie to wciąż ta sama powieść. Ogólnie wyszło ok. Tyle że w jednej trzeciej akcja przesadnie się rozkręca. I teraz przez kontrast początek wydaje się bez wyrazu. Dlatego musiałam wrócić i wyrównać.
      Mam plan.
      Potrzebuję tylko miejsca odosobnienia.

      A z dzieckiem w domu przez 24h na dobę, trudno o koncentrację. Wczoraj pobiegłam do szkoły. Nauczycielka dała mi furę materiału, żeby mała nie miała zaległości.Tyle że młoda w jedno popołudnie odwaliła na kolanie połowę materiału, a drugą połowę dziś rano. I znów się nudzi. Nosi ją. Nie potrafi sama ujarzmić tej atomowej energii. I wciąż muszę wymyślać nowe zadania. Gramy, albo czytamy. Potem przerwa na trampolinę. Wcisnęłam jej mój krokomierz. Ale znudził jej się po czterech minutach. Tak wygląda czwarty dzień z życia ze Szkarlatynką. Zaraz padnę z wyczerpania.

      Podziwiam wszystkie nauczycielki, opiekunki i pielęgniarki. Czapki z głów, drogie panie.

  1. Wiem, że to ta pierwsza powieść. Zastanawiałam się, czy zamierzasz z tego zrobić „Rubinową” serię.

    „Jeszcze kilka drobiazgów i zacznę nowe życie.”
    Czyli? Następna książka? 🙂

    Mama to nauczycielka, opiekunka i pielęgniarka w jednym. Czapki z głów. 🙂

    Pozdrawiam!

    1. Aniu,

      Nie serii z tego nie będzie. Za szybko nudzę się jednym tematem. To znaczy w tym wypadku wino już mi się przejadło;D

      Wkrótce przerzucę się na fotografię. Podoba mi się ta wolność wyboru. Za każdym razem mam okazję nauczyć się nowych i fajnych rzeczy z różnych branż. Jej, to właściwie kręci mnie w pisaniu najbardziej:D

      Oj, tak bycie mamą to ciężka praca. Szczęśliwie bardzo godziwie nagradzana:D

      Pozdrawiam gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *