Czytelnicy i tak nie uwierzą.

IMG_20160502_132159293

Powinnam podwiarygodnić powieść. „Kochanek żywy i martwy jednocześnie” zamiast obyczajem okazał się bajką dla dorosłych.

Od trzech dni zastanawiam się, co z tym fantem począć. Jednak żaden genialny pomysł nie przyszedł mi jeszcze do głowy.

Z to mój mąż wpadł w objęcia muzy od porządków. Postanowił wyrzucić wszystko, co nam się nie przydaje.

Biegam za nim i sprawdzam, co tym razem ma iść na przemiał. Niektóre fanty odzyskuję i chowam, nad innymi macham ręką, bo już mi się nawet nie chce wykłócać. Proceder trwa od tygodnia i dał mi się we znaki.

W międzyczasie zastanawiam się co z Kochankiem, a czasem nawet nad znalezieniem sobie kochanka, bo z nawiedzonym małżonkiem coraz trudniej wytrzymać.

Dzisiaj rano podzieliłam się z koleżanką wątpliwościami co do Kochanka, o kochanku nie wspominałam, bo to wizja na razie odległa. Nie da się flirtować w takim burdlu. Może jak ślubny już posprząta, przemyślę sprawę kochanka.

Na razie głowię się nad Kochankiem, koleżanka poradziła go poprawić. Dodała, że powieść jest, dobra, ciekawa, lekka i przyjemna. Jak ta głupia zapytałam, czy mówi o moim ostatnim dziele, bo zaczęłam tracić wiarę. Potwierdziła.

Serducho zabiło mi tak mocno, jakby na w moim życiu ,w miejsce nawiedzonego męża, pojawił się wymarzony kochanek. Otworzyłam plik. Na jednym tchu przeczytałam pierwszą scenę. Ręce opadły mi do podłogi. Nic poza zdrobnieniami nie udało mi się poprawić. Nie pojawił się, żaden genialny pomysł. Pustka i bezradność. W efekcie dostałam migreny, a jedyne na co wpadłam to ewentualny wstęp:

Czytelniku i tak nie uwierzysz w tę historię, więc nie bierz jej serio 😉

Idę przekopać się przez fanty do wyrzucenia. Jeżeli w czasie tej rozwałki nic nie przyjdzie mi do głowy, to może chociaż rozbolą mnie mięśnie i zapomnę o migrenie.

Do napisania.

P.S. Przed chwilą odzyskałam taborety, które mąż już wystawił. To prawda, że w poniedziałek przyjdą nowe, ale na czymś siedzieć do tego czasu trzeba. Tak mi się przynajmniej zdaje, bo już niczego nie jestem pewna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *