Czterotygodnica

08-12-18-378

Prawie cztery tygodnie temu posłałam Seryjnego fotografa wydawcom.
Pierwszego dnia co piętnaście minut sprawdzałam maila w nadziei, że któryś z adresatów odeśle mi informację zwrotną. Nie było jej w mailu właściwym, więc od następnego dnia sprawdzałam także w spamie.

Podobnie było trzeciego, czwartego [ …] i siódmego dnia. Wreszcie zdecydowałam, że ograniczę się do trzech spojrzeń dziennie.
Nie ma to jak podjęta decyzja. Wtedy przynajmniej człowiek wie na czym stoi, choć w gruncie rzeczy wcale nie wie.
Ale decyzja daje kopa. Pisać mi się nie specjalnie chciało. Musiałam się przemóc. Zaczęłam opowiadanko z kategorii „dla znudzonych gospodyń domowych”, tak nazwała te moje dziełka jedna z koleżanek po piórze i zostało. Opowiadanko miało być krótkie, a pisanie relaksujące. Puściłam się na żywioł bez planu. Udawałam wyluzowaną, w każdym razie w przerwach między sprawdzaniem maila.
Jak dotąd opowiadanie liczy sobie 111 tysięcy znaków z kawałkiem, a podzielone przez 1800 (tyle znaków przypada na wystandaryzowaną stronę A4) daje około 60 stron, a ja nie mogę się zatrzymać.

Przy okazji ogłupienia powysyłkowego postanowiłam też doszlifować francuski. Kupiłam sobie nawet powieść Kinga pod tytułem „Doctor sleep”, w wersji francuskiej, uznając, że jeżeli mój ulubiony autor mnie nie zmotywuje, to sama nie dam rady.

W przerwach gapię się na grafy obrazujące rynek bitcoinów (kupować czy jeszcze nie?). I wiszę sobie tak w próżni czekając na wydawców.
Ciekawa jestem czym Ty wypełniasz czekanie, pisz, proszę w komentarzach.

Kończę, bo muszę sprawdzić maila. Dzisiaj jeszcze nie patrzyłam;D

Do napisania.
Kasia

2 myśli nt. „Czterotygodnica”

  1. Kurczę, takie czekanie to istna katorga! Nie wiem czy bym to zniosła:)
    Ps. Opowiadanie powiadasz? Przecież to już mini powieść;)

    1. Asiu,

      Zgadza się, mnie to czekanie przyprawia o palpitacje serca i wpędza w stan zawieszenia. Mam wrażenie, że to opowidanie, prawie mini powieść napisało się (dzisiaj skończyłam) w jakimś dziwnym stanie nieważkości. Tak jakbym to nie ja maczała w tym palce, tylko moja podświadomość;D
      Ale już przynajmniej to opowiadanie mam za sobą. Muszę zabrać się za kolejny projekt. Może on odwróci moje myśli od czekania. Nic nie wiem… Mam tylko nadzieję, że to nie potrwa długo.
      Pozdrawiam gorąco!
      Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *