Czekam na wydawców i zaczynam pękać

pekam

Czekam na odpowiedź wydawców teraz już w sprawie dwóch powieści. Obiecują, że to już niedługo, każą czekać, wyznaczają coraz to nowe terminy.

Jeszcze kilka dni temu czekałam biernie, teraz czekam czynnie. Nosi mnie, miejsca sobie znaleźć nie mogę. Po nocach śnią mi się już takie bzdury, że tylko książki pisać.

Sądziłam, że wytrzymam, co to jest dzień, tydzień, miesiąc czy dwa, „pisarz powinien nauczyć się cierpliwości”, wciąż mi jeden z drugim mądrym powtarza.

Znalazłam sobie nową zapchajdziurę na to rozpaczliwe czekanie. Czytam książki, a właściwie to sobie ich słucham na audio, bo oczy mam wieczorem wymęczone od wpatrywania się w ekran.

Traf chciał, że wczoraj koło dwudziestej trzeciej skończyłam „czytać” Myśliwskiego. Znów na dobranoc rzuciłam okiem na maila. Skrzynka pełna spamu, ale informacji od wydawcy, jak nie było kwadrans wcześniej, tak nie ma.

W moich uszach pobrzękiwał głos lektora i ostatnie zdanie „Nagranie zostało przygotowane pod patronatem Związku Niewidomych Polskich”, a we mnie pękło.

Z oczu polały się łzy. „Niewidomy” zabrzmiało jak wyrok. W końcu od tego przepatrywania maila zupełnie oślepnę, pomyślałam.

Do napisania.