Co komu pisane… by Katarzyna Sikora

Jest rok 1985. Wigilia we francuskich Alpach, w domu znajomych taty. Dziewczyny, jak im opowiem, oszaleją z zazdrości. Drewniane z zewnątrz i wewnątrz domiszcze, z ławami i podłogami pokrytymi skórami zwierząt, porożami na ścianach i płonącym w każdym pokoju kominkiem, zwane z francuska chalet, ma siedem sypialni, ogromny salon i wielgaśną kuchnię, ale to jeszcze nic. Najważniejsze, że Julian też się pojawił, osiemnastoletni syn znajomych zmienił plany na wieść o naszym przyjeździe. Kocham Juliana, na  jego widok pocę się od stóp do głów,  ręce drżą z podniecenia.

To chyba jest miłość. Tak, to musi być to!

Julian składa mi życzenia. Jest taki dorosły i męski. Lubi mnie! Mam motyle w brzuchu. Pocę się jeszcze bardziej. Zaraz znów skoczę do łazienki i spryskam się dezodorantem. Świat stoi otworem, nie znam przyszłości, ale chciałabym spędzić ją z Julianem. Ta wizja wydaje  się cudowna! Świat jest piękny, a Julian boski! Jedyne co mnie w nim drażni, to wiecznie powtarzana fraza: „co komu pisane…”. Nie pasuje do Juliana-sportowca.

Julian podaje mi opłatek jedną dłonią, drugą, niby przypadkiem, ociera się o mój biust. Zamykam oczy jakbym w ten sposób mogła zostać sam na sam z Julianem. Wyobrażam sobie, że się całujemy, jego smak, jak całuje moje  piersi.
Jeszcze nie wiem, że Julian nigdy więcej mnie nie dotknie. Że nie dożyje następnej wigilii. Nie dożyje nawet pasterki. Znów przymykam powieki i wbrew swojej woli przenoszę się w czasie.

Jest rok 2004. Mam trzydzieści cztery lata. Wczoraj rozstałam się z mężem. Dzieci brak. Ale nie martwi mnie to. Zdaję się na przeznaczenie. Za trzy lata wyjdę za mąż za przystojnego trochę fajtłapowatego bankiera i będę mieć z nim parę dwujajowych bliźniąt. Dzieci nazwę Jaś i Małgosia. Urządzę im życie jak w chatce z piernika. Przełamuję się opłatkiem z matką. Ojciec nie żyje. Co komu pisane…

Tym razem cofam się w czasie. Jest rok 2000. Przełamuję się opłatkiem z ojcem, ale nie życzę mu zdrowia, tylko dobrej zabawy. Wiem, że za trzy miesiące porzuci matkę dla dużo młodszej kochanki. Nawet to nie ustrzeże go przed śmiercią. „Nie da się uciec przed przeznaczeniem, tatko”, powtarzam, ale on mi nie wierzy. Ginie w katastrofie lotniczej na Malediwach. Jego młoda świeżo poślubiona żona też umiera. Co komu pisane…

Wracam do roku 2004. Znów przełamuję się opłatkiem z matką. Życzę jej zdrowia, czeka ją dwadzieścia pięć lat życia na tym padole łez i rozpaczy. Wie o tym. Powiedziałam jej, a ona mi uwierzyła. Mimo to co roku zmusza mnie do spędzania ze sobą wigilii twierdząc, że to „ta ostatnia”. A przecież mogłabym wygrzewać kości na białej plaży w Tanzanii i tam zabawić się w dom z jurnym tubylcem. Jednak tego nie było w planach, nie ma o tym słowa w mojej księdze przeznaczenia. Dlatego i tym razem pozbywam się marzeń. Zostaję z matką.
Przymykam oczy i znów cofam  się w czasie do 1985 roku.

Matka składa życzenia, potem ojciec, wreszcie przyjaciele rodziców. Na koniec, gdy dorośli wpadają sobie w objęcia, Julian ukradkiem dotyka mojego biustu. Serce tłucze się ze szczęścia. Życie jest piękne! Julian proponuje jazdę skuterem. Zgadzam się! Kocham Juliana, chcę z nim być na dobre i na złe. Nie obchodzi mnie, co powiedzą rodzice. Uciekniemy daleko! Będziemy żyć miłością. Patrzę na jego dłonie, gdy wciska gaz do dechy. Wiatr rozwiewa moje włosy. Śmieję się całą sobą, a Julian obraca się do mnie i dotyka dłonią mojej twarzy. Słyszę huk, potem moje ciało unosi się bezładnie i uderzam głową w coś twardego.
Moja czaszka pęka na pół. On ginie na miejscu. Gdy po trzech tygodniach budzę się ze śpiączki, okazuje się, że coś stało się z moim mózgiem. Widzę przyszłość. Wiem co się stanie za godzinę, za dzień, za tydzień i lata. Wiem, że nic się nie da się zmienić. Księga losów została spisana i przypieczętowana. Dlatego poddaję się. Płynę z prądem. Co komu pisane…

16 myśli nt. „Co komu pisane… by Katarzyna Sikora”

  1. Wszystkim nam coś (na)pisane…
    Pani pisany zapewne sukces, choć posiadając ten przedziwny, powypadkowy dar, sama Pani wie to doskonale. W końcu to przecież kwestia niedalekiej przyszłości.

    A tak poważnie. Jedyne, czego brak w tekście – to właściwy adresat konkursowy. Myślę, że jury nie zdołało uchwycić cytatu, jaki Pani zastosowała, a zważywszy na fakt, że jest on dość czytelny, oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko że jury jest do niczego.
    Szkoda się martwić, tym bardziej, że Pani warsztat mi się podoba, a i podejście do pisania ma Pani zdrowe.

    Śledzę Pani blog od dawna i trzymam kciuki tak za „Twierdzę”, jak i za „Fotografa”. I jestem przekonany, że w końcu się uda.

    A, i jeszcze jedna sugestia: w podtytule Pani bloga widnieje błąd. Powinno być: „Autorka wielu jeszcze niewydanych powieści”.
    Bo przecież napisane już są… 🙂

    Pozdrawiam ciepło i wszystkiego dobrego w nowym roku!

    1. Panie Maćku,

      Dziękuję za te ciepłe słowa. Zapewne się Pan domyśla jaką ogromną frajdę mi sprawił. Fruwam ze szczęścia i już czuję, że na fali tej ekscytacji dzisiaj wieczorkiem przysiądę do nowego opowiadania. Jeszcze bardziej chce mi się chcieć.

      To ja może dopiszę „niewydanych” do „nienapisanych”, bo tak mnie to pisanie kręci, że nie zamierzam poprzestać na dwóch:D

      Życzę wszystkiego naj!
      Pozdrawiam.
      Kasia

      PS. I jeszcze raz serdecznie dziękuje za ciepłe słowa i po stokroć wdzięczna jestem za komentarz!:D

  2. Kasiu,
    mam opad szczeny z podziwu!!! To jest naprawdę sprawne, zgrabne, dobre. Moje najszczersze gratulacje.
    Ma rację mój przedmówca; jesteś autorką niewydanych powieści – ale do czasu. Z pewnością już niedługiego. 🙂

    1. Haniu,

      Serio? Tak Ci się spodobało? Bardzo się cieszę, bo ja tam tak namotałam, że na koniec już w ogóle straciłam kontrolę nad sekwencją i zanim złożyłam je w całość musiałam sobie kolorkami lata oznaczać, żeby się nie pogubić;D Blondynka ze mnie pełną gębą:D

      Ogromnie dziękuję za pochwały i wiarę w moje siły!:D

      buziaki!
      Kasia

  3. Się proszę nie krygować, bo w ogóle nie widać, że mogły Ci się mieszać sekwencje, to jest poukładane całkiem nie po blondynkowemu. No i ma KONIEC (czego, jak wiesz, u mnie szukać ze świecą 😉 ).

    1. Haniu,

      Dziękuję. Teraz już jest „okem”, ale wymagało to ode mnie nadludzkiego wysiłku;D Potem w nocy, już po wysłaniu tekstu, śniałam w kolorach,którymi oznaczyłam akapity;D A rano watpiłam w swoją inteligencję. Ale grunt, że się udało:D

    1. Asiu,

      Dziękuję!:D A co do mocy… wiesz, że faktycznie pisząc to opowiadanie strasznie byłam podniecona. Pomysł,żeby to tak zamieszać tak mnie podrajcował. Cieszę się, że to widać:D:D:D

  4. Cóż… trudno ocenić styl po kolejnym szorcie. Początek mocno infantylny, ale może tak miało być. Z tym że pierwsze zdanie w tak krótkim tekście powinno zachęcać do dalszej lektury, tu jest nieco inaczej. Zbyt prosto, zbyt dziecinnie.
    Później jest nieco lepiej. Ale tylko nieco. Jeśli mam być szczery, to tamto opowiadanie bardziej mi się podobało. Było pełnokrwiste. Bardziej wciągające.
    Powtórzenia. Zaimki. Dobry tekst tego nie potrzebuje, a jeśli już, to tylko w umiarkowanym zakresie. Spójrz na każde zdanie z osobna. Wygładź. Nadaj kanty. Poszarp. Wszystko w zależności od kontekstu.
    500k słów za tobą.
    Hmm… muszę podbić stawkę do miliona 🙂
    Pozdro.

  5. Zodiaku,

    Początek miał być infantylny, bo to wypowiedź piętnastolatki. Mam przeczucie, że coś można byłoby wygładzić jeszcze w tym tekście, ale nie wiem co najbardziej razi.
    Może miałbyś jakieś konkretne sugestie, który z fragmentów wymaga gruntownego liftingu? Byłabym wdzięczna z podpowiedź.
    A co do tego magicznego miliona… Cały czas coś piszę, wkrótce pokonam tę magiczną cyfrę i okaże się co z tym moim „talentem”. Jeżeli masz czas i ochotę przeczytać coś dłuższego, to zapraszam do lektury „Odzyskanej wolności”;D http://www.katarzynasikora.pl/odzyskana-wolnosc/ Tak się rozpędziłam z tą opowieścią, że nie potrafiłam skończyć i wciąż mam przeświadczenie, że mogłabym bohaterce zgotować kłopotów na trzytomową powieść;D
    Pozdrawiam:D
    Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *