Check list

No i grzeję z ostatnimi poprawkami. Wciąż jestem zdania, że dobra korektorka jest jak najlepsza księgowa. W ramach prac korektorskich z każdym dniem staję się mądrzejsza. Nie rozminęłabym się z prawdą twierdząc, że robi się ze mnie kobieta-encyklopedia;D

Otóż, okazuje się, że to co łazi nocą po moim ogrodzie, nie jest jaszczurką zieloną (popularną w tej części Alp). One są nieaktywne nocą. Aktywne są za to jeże, których mamy to co roku plagę, a które zamierzam wysłać do winnicy.

Ślub malezyjski składa się z dwóch etapów. Ten drugi czyli akt zaślubin, a potem zdjęcia z gośćmi odbywa się po południu i trwa ile wlezie. Rano towarzystwo bawi u pana młodego. Pierwszy akt ślubu może odbyć się w dowolnym okresie poprzedzającym akt drugi.

Tak, w Szwajcarii rosną sekwoje. Jedną taką mieliśmy nawet w ogrodzie. Rosła tu od 150 lat, aż którejś nocy po uderzeniu pioruna pękła na pół. Pisali o tym w gazetach, co ściągnęło tylu gapiów, że moje przedsiębiorcze dziecko chciało postawić stolik i sprzedawać im „pyszne” ciasteczka. Sprawę skomplikował fakt, że jej matka nie potrafi piec „pysznych” ciasteczek.

Poza tym moja redaktorka wypatrzyła jeszcze sporo innych faktów, które mi kompletnie umknęły. Akcja książki dzieje się na dwóch szerokościach geograficznych: w Singapurze i Genewie. Zamiast odejmować godziny od czasu singapurskiego, dodawałam, sama nie wiem dlaczego. Zrobił się z tego niezły bałagan.

W ferworze tropienia usterek czasowych doszło do mnie, że nie da się w ciągu doby obrócić z Azji do Europy i z powrotem. To też trzeba było odkręcić. W trakcie burzy mózgów „bo ty już nie potrafisz o niczym innym mówić”, mąż zasugerował teleportację, ostatecznie zdecydowałam się dopisać jeden dzień, w którym nic się nie dzieje i drastycznie poprzestawiać sekwencję scen.

Wszystko w trybie edycja, moja redaktorka złapie się za głowę, jak to zobaczy. Ale nic jej jeszcze nie mów, proszę;D

Pozdrawiam

PS. Wciąż nie wiem jak poprawnie zapisywać roczniki win w tekście, a jak w dialogu. Proszę o pomoc.

4 myśli nt. „Check list”

    1. Asiu,

      To prawda. A najdziwniejsze jest to, że przecież przygotowałam się do pisania, przypominając sobie różne fakty z eskapady do Singapuru. Przeczytałam o winie więcej niż bym chciała itd. Wszystko zgodnie z teorią: „pisz o czym wiesz, a poczujesz się komfortowo”, a tu ciągle wychodzą takie kwiatki. Dochodzę do wniosku, że zgłębianie wiedzy o innych światach to, to co najbardziej mi pasuje w pisaniu:D

      Pozdrawiam
      Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *