Byle się nie dać.

„Jak nie urok to sraczka” mawiał, w zamierzchłych czasach, mój nauczyciel Przysposobienia Obronnego. Nie można mu zarzucić zbytniej finezji, ale i odmówić racji.

Właśnie wróciłyśmy od pediatry. Latorośl złapała szkarlatynę. Ona telepie się w gorączce na kanapie. Ja siedzę obok, okrywam ją kocem. Panikuję, starając się zachować spokój i nie dać po sobie poznać jak bardzo niepokoi mnie stan maleństwa. Zostało mi jeszcze 90% lektury mojego dzieła. Do wieczora powinnam się uwinąć i mam nadzieję, że będzie się czym pochwalić.

A jak Tobie idzie pisanie? No, do Ciebie mówię! ;D

4 myśli nt. „Byle się nie dać.”

  1. Życzę zdrowia malutkiej! Co powiedział lekarz?

    Kasiu, jakie masz plany po przeczytaniu książki? Co byś chciała napisać? Część dalszą, czy może dla odmiany coś innego?

    Obiecałam koleżance dostarczyć do niedzieli pierwszy rozdział naszej książki dla dzieci. A w głowie ciągle siedzi mi thriller i moje myśli nijak się mają do książki dla dzieci.

    Pozdrawiam!

    1. Witaj Aniu,

      Dziękujemy za życzenia. Okazuje się,że szkarlatyna to wyjątkowe paskudztwo. Mała dostała antybiotyk na siedem dni i posiedzi w domu. Później tez trzeba uważać, bo organizm długo się po tym regeneruje. Martwię się o nią.

      A co do moich planów. Powstanie kolejny kryminał. Bardziej krwawy i mam nadzieję wyrafinowany. O ile się uda.

      Ja też myślałam o pisaniu dla dzieci. Mam nawet kilkadziesiąt stron dzieła, które z założenia miało być kontynuacją „Dzieci z Bulerbyn”. Ale tekst wymaga ogromnych przeróbek. To wyjątkowo trudna szuka pisać dla dzieci. Na razie dojrzewa w szufladzie. Może kiedyś uda mi się zaskoczyć jak to zrobić…

      Wiesz, że ja też nie potrafię pracować nad kilkoma rzeczami równocześnie. W trakcie pisania Rubinowej, stworzyłam kilka opowiadań. Ale to było bardziej bolesne od porodu i wybiło mnie z rytmu. Myślę, że na moim poziomie abstrakcji, lepiej skończyć jedno zanim zabiorę się za drugie.

      Pozdrawiam, Aniu.

  2. Kasiu,

    Ja też życzę Natalce szybkiego powrotu do sił i zdrowia!!!
    Ja też nie potrafię się skupić na dwóch projektach na raz – choć wczoraj, po miesiącu ślęczenia nad projektem „powieść” wyskoczyło ze mnie opowiadanie.
    No właśnie – opowiadania ze mnie „wyskakują”, książka to nieustające porodowe bóle.
    Ps. A może teraz fotograf zabójca?
    Rubinowa skończona, a on mi wciąż w głowie siedzi:)
    Pozdrawiam!

    1. Asiu,

      Dziękuję. Mała już zachowuje się jak osobnik całkowicie zdrowy. Antybiotyk działa. Elektryczna energia wróciła. Znów jest nie do zdarcia i wciąż zmusza mnie do interakcji. Pozostały tylko sine półksiężyce pod oczami i cera przypominająca wiosenną łąkę. Różowe plamki na tle skóry o zielonkawym odcieniu… Bidulka, ale grunt, że już odzyskała siły.

      Seryjny fotograf to mój kolejny projekt. Wciąż dopisuję pomysły do płatka śniegu. Rzecz miała rozgrywać się w Nowym Yorku, ale powoli zmieniam zdanie. Chyba przeniosę się znów do Genewy. Może do Lozanny, jest bardziej malownicza. Mam straszliwy problem z orientacją przestrzenną. Taka się urodziłam. A to dzieło wymaga dobrej orientacji przestrzennej. Teraz głowię się, jak opisać trasy mojego bohatera. Wypytuję ludzi jak dojść z punktu x do y i robię notatki. Mój mąż twierdzi, że ja widzę mapę, tak jakbym patrzyła na nią w lustrze. Czy to w ogóle możliwe?:D

      Na giełdzie osobnik, który zawsze stawia na przegranego konia nazywany jest „pasiastym”. Ja jestem pasiasta jeśli chodzi o kierunki. Jak ktoś chce szybko trafić w wyznaczony punkt, słucha mnie i robi na opak. Skuteczność gwarantowana;D

      Dobranoc Asiu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *