Bolesny research.

IMG-20130625-WA0007

Wciąż jestem na etapie zmiany lokalizacji mojej drugiej powieści. Przenoszę się z Nowego Jorku w lepiej mi znane okolice. Wczoraj w ramach researchu pojechałam do Genewy. Zwiedzanie zaczęłam od Carouge – dzielnicy będącej oazą spokoju. Niziutkie kamienice, wąskie uliczki, ekskluzywne butiki i klimatyczne restauracyjki.

Po dwóch godzinach spaceru zaopatrzyłam się w plastry na odciski. Po sześciu zużyłam ostatni.

Już przekraczając rzekę Avre, która oddziela dzielnicę Carouge od znanej z folderów Genewy, czułam jak stopy palą mnie żywym ogniem, choć buty miałam wygodne, bo sprawdzone. Tym razem odmówiły współpracy.

Ale to nic, zawzięty researcher nie czuje bólu! Minęłam Plain Palais i wspięłam się, na fortyfikacje Starego Miasta, żeby spojrzeć z góry na Park Bastylii. Przemierzyłam wybrukowane uliczki w poszukiwaniu urokliwych plenerów dla „Seryjnego fotografa”, a następnie zaopatrzywszy się przy Rue du Marche w precla (a must!) udałam się do Ogrodu Angielskiego – tam znajduje się słynny kwiatowy zegar. Na koniec dowiedziałam się, że tam gdzie spodziewałam się zobaczyć murek, jest barierka, przez którą mój bohater nie byłby w stanie przeskoczyć, co miał uczynić w prologu. No chyba że byłby supermanem. Cóż za rozczarowanie…

Plastry też się skończyły. Idąc do apteki nadużyłabym drogi, a do dworca… Niech to diabli! Kolejne dwa kilometry. Zapomniałam, że został do pokonania ten ostatni odcinek. W połowie mostu nad Rodanem zdjęłam buty. Szłam boso. Cóż za ulga! Czemu więc nie minąć dworca i nie rzucić okiem na obskurny budynek, w którym zameldowałam mojego bohatera?

Jak postanowiłam tak też się stało. Wreszcie przysiadłam na rozlatującej się ławce (tak dokładnie zapamiętałam tę okolicę;D) i obejrzałam stopy. Otarcia na wierzchu paluchów to nic w porównaniu z pęcherzami, które zrobiły się od spodu, zapewne za sprawą odklejających się plastrów.

Stąd ten ból… Przemyłam stopy chusteczkami odkażającymi. Matka dziecku ma przy sobie nawet takie cuda. Założyłam buty… Au! Doczłapałam się na dworzec, dobrze, że również na perony można wjechać ruchomymi schodami.

Dziś wizualizuję sobie akcję mojej powieści w czarodziejskich zakątkach Genewy… Warto było pocierpieć;D

Ciekawa jestem jak jest u Ciebie, robisz wizję lokalną, czy polegasz na swojej pamięci?
Pisz, proszę, w komentarzach.

Do napisania.

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *