Blow job – moje inspiracje

Kilka dni temu zdarzyło mi się odbyć podróż życia. Właśnie kombinuję jak wykorzystać moje nowe doświadczenia w rozgrzebanej powieści. Ponoć opisy wychodzą mi dobrze, więc warto by o tym opowiedzieć.

A było to tak:

Podróż miała trwać siedem godzin, lecz z racji pogody przeciągnęła się do szesnastu. Po czterogodzinnym oczekiwaniu na samolot i wcześniejszej panice, kiedy to w drodze na lotnisko utknęliśmy w godzinnym korku (wtedy jeszcze nikt nie mówił o opóźnieniach), mój samolot wystartował mniej więcej o pierwszej nad ranem. Niestety, zamiast wylądować na rodzimym lotnisku, znalazłam się na innym, oddalonym od docelowego o sto pięćdziesiąt kilometrów. Gdy po tranzycie z lotniska na lotnisko autobusem, znalazłam się w pociągu do domu, dochodziła szósta nad ranem. Traf chciał, że na tym moja przygoda wcale nie miała się zakończyć.

Przyczepił się do mnie młody mężczyzna, przed którego natrętnym towarzystwem starałam się bronić najpierw dyplomatycznie goignorując, potem już nie przebierając w środkach (mimo paraliżującego strachu w pustym pociągu, za oknami którego wciąż panował mrok) uśmiechałam się doceniając poczucie humoru, a z czasem nie przebierając w słowach, kiedy facet politycznie niepoprawny zaproponował mi możliwość dorobienia paru groszy do domowego budżetu.

Praca miała być nieszczególnie wymagająca, ani umysłowo, ani tym bardziej psychicznie, co zważywszy na moje samopoczucie po nieprzespanej nocy zdawało się nie lada udogodnieniem. Miałam mu obciągnąć laskę!

Moja sytuacja przedstawiała się raczej tragicznie. Sama w pociągu, konduktor w lokomotywie (o ile tam w ogóle był jakiś konduktor, bo nie zauważyłam, żadnego pracownika na dworcu, ani tym bardziej w pociągu. Nawet kanarów brak!

Złapałam za pałąk walizki i zaczęłam iść w stronę drugiego wagonu, próbując sobie przypomnieć jedyny chwyt judo, który znam. A może gdyby walnąć obciążoną laptopem walizką?

Sekundy trwały tyle co lata, facet szedł za mną, dzieliła nas odległość walizki… Po raz pierwszy usłyszałam głos obsługi pociągu, nagrany, ale informację miał dla mnie wspaniałą. Dotarliśmy do stacji docelowej. Wyskoczyłam z pociągu, jakby walizka straciła na wadze, jakby siła grawitacji wyłączyła się w tamtej chwili.

Szłam przez opustoszały dworzec, towarzyszyło mi echo kroków i przyspieszony oddech podążającego za mną natręta.

Dopiero na przystanku autobusu miejskiego spotkałam dwóch mężczyzn, których poprosiłam o pomoc w razie gdyby facet podążył moim śladem.

Potem szłam jeszcze dwa kilometry, ciągnąc za sobą walizkę i zwały śniegu z nieodśnieżonego o tej porze miasta. Było mi wszystko jedno.

Do domu dotarłam o 6.30 rano. Moje dziecko już nie spało…

Już wiem co spotka mojego bohatera w podróży;D

Miłego dnia

5 myśli nt. „Blow job – moje inspiracje”

  1. Ej, Kasiu, odrzuciłaś awanse kolejowego przystojniaka? Dajże spokój 🙂 W zamian za blow joba koleś mógłby i Tobie zaproponować odrobinę relaksu 🙂 Jak znam życie, to teraz, patrząc na sytuację z perspektywy godzin (dni?), pewnie żałujesz. I słusznie! Takich okazji nie można przepuszczać! 😀

    1. Zodiaku,
      Polak mądry po szkodzie…:D:D:D Grunt, że jest patent. Może za jakiś czas sama zacznę podróżować porannymi pociągami w poszukiwaniu przygód;D Wiadomo, że rano wzrok nie ten, więc wciąż mam szansę:D

  2. Ale mrożąca krew w żyłach przygoda! Jedyny plus to dobry materiał na scenę, a tak to serio nie ma czego zazdrościć.

    Przy okazji czytania przypomniała mi się moja własna historia, tyle że jakby nieco odwrotna… 🙂

    Otóż wracałam metrem w nocy z jakiejś imprezy, dosyć mocno wstawiona, ale nie żebym zaczepiała ludzi czy coś. Nie, nie. Tyle że ja mam takie legendarne już spojrzenie zabójcy, tak opuszczam głowę i wywracam oczy do góry, czyli spode łba. To naprawdę robi terroryzujące wrażenie. Wiem, bo zdarzało się, że nauczyciele brali mnie na stronę i pytali „czy coś do nich mam?” 🙂 A to po prostu mój naturalny wyraz twarzy 😉

    W każdym razie wracałam tym metrem i może po pijaku mniej kontrolowałam to spojrzenie i gapiłam się spode łba po całości. No i wychodzę, idę sobie, idę, aż tu zrównuje ze mną jakiś chłopak i mówi: „Słuchaj, siedziałem na przeciwko ciebie w metrze i się bardzo wystraszyłem. Chciałem zapytać, o co chodzi? Bo aż zacząłem przyglądać się swojej kurtce, czy nie mam jakiegoś brudu.”

    Przeszliśmy się razem i pogadalim, oczwiście nic do niego nie miałam. Nawet nie wiedziałam, że się na niego patrzyłam, najprawdopodobniej patrzyłam „przez niego”. Ale niezła historia powstała 🙂

    1. Kasiu,

      No właśnie wszyscy miewamy takie przygody. Szczęśliwie nie często, dlatego potem jest o czym myśleć.

      Gdybym w czasie propozycji usłyszała, nie wiem, np kasłanie współpasażerów, czyjś oddech, kroki… mogłabym potraktować to zdarzenie jako komplement. Ale w sytuacji zagrożenia, kiedy każdy mój zmysł był wytężony, ba, każdy mięsień! Trudno przejść nad czymś takim do porządku dziennego. Jako że lubię dzielić włos na czworo, pomyślałam sobie, że na tym tle mogłaby powstać niezła historia. Powiedzmy, że jakaś zdyscyplinowana pani domu zaczyna czuć niepokój z powodu wszechogarniającej nudy (rutyny), a takie właśnie zdarzenie może zainspirować ją do akcji… Coś takiego może zmienić podejście do życia… Idę w tę stronę;D Wczoraj w godzinę machnęłam tysiąc słów. W poniedziałek lecę dalej;D Mam nadzieję, że będzie się działo:D

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *