Będę dla siebie dobra!

2015-07-16 14.29.15

Obiecywałam, że będę dla siebie dobra, że przestanę pisać na akord i dam sobie czas na relaks.
I tak też uczyniłam. Wczoraj za napisanie sceny nagrodziłam się wycieczką do Genewy. W skwarze lejącym się z nieba (34C) obeszłam, stare miasto, zeszłam nad jezioro i odbyłam długi spacer delektując się widokiem żagli, jachtów, łabędzi, kaczek i małych dziewczynek w białych sukienkach i wytwornych kapeluszach. To chyba jakaś najnowsza moda;)

Doszłam do fontanny genewskiej, a potem znów wspięłam się po wąskich uliczkach starego miasta, żeby uraczyć się pyszną kolacyjką w restauracji Le Flore, gdzie napchałam się taką ilością koktajlu z krewetek i awokado, że już raczej nie tknę tego dania.

Byłabym dla siebie dobra, gdybym miała towarzystwo, wtedy przestałabym kombinować. Ale przecież nie taki był zamysł tej wycieczki. Chciałam mieć czas dla siebie i włóczyć się tam gdzie chcę i lubię. Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy, i tak nie znalazłabym nikogo, kto zechciałby spędzić upalne popołudnie biegając za mną po Genewie („czy ty nie potrafisz chodzić jak normalny człowiek?”). Zahaczając o wszystkie napotkane i wyszukane antykwariaty oraz galerie sztuki nowoczesnej. Nikogo, kto zechciałby odbyć sprint pod górę na stare miasto i z góry, aby wrócić nad jezioro, przebiec Ogród Angielski dopaść fontanny genewskiej i znów wspiąć się pod górę do wcześniej upatrzonej restauracji na starówce. Podczas gdy ja, milcząca, słuchałabym audiobooka z francuską wersją „Dolores Claiborne” S.Kinga;)

Odpoczęłam, bo padłam stosunkowo wcześniej, więc wstałam o czwartej trzydzieści sześć i zaczęłam spisywać pomysły, które przyszły mi do głowy na wczorajszej wycieczce.
Przeszłam do aktu drugiego powieści stąd te przemyślenia. Jestem na etapie opuszczania jednego świata na rzecz innego, który ma stanowić antytezę świata pierwszego.
Tutaj właśnie pojawił się zgryz. Zastanawiam się, który plan lepszy… A jeszcze jedno, teoria mówi, że ta nowa znajomość powinna być na tyle pasjonująca, aby dać czytelnikowi i sobie odetchnąć od tarapatów bohaterki.
Dlatego teraz zastanawiam się strategicznie.
1. Bohaterka poznaje sąsiadkę, pisarkę, doświadczoną i gadatliwą
2. Mam jeszcze jednego fajnego bohatera, który mógłby stanowić konkurencję dla sąsiadki/pisarki jest nim młody lekarz, którego bohaterka poznała wcześniej w kinie. Albo nie poznała, gdyby miał pojawić się w akcie drugim, bo przy takim obrocie spraw, ona dopiero miałaby go poznać.

Ojcze, matko i babciu, czy to ma jakikolwiek sens?!

Z uszu mi dymi, z nosa lecą iskry… już nic nie wiem;(

Muszę znów zrobić dla siebie coś dobrego, bo zwariuję;)

Albo może zróbmy coś dobrego dla siebie razem, co powiesz na taki plan?

Dzisiaj o dziewiętnastej robimy dla siebie coś dobrego, symultanicznie!

Każdy z nas robi to co lubi i jest dla siebie bardzo, bardzo, bardzo dobry, przynajmniej dzisiaj i to co najmniej przez godzinę. Co Ty na to?

Do napisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *