Adrenalina adrenalina adrenalina

 

Moją najnowszą obsesją stało się „włażenie” na ośmiotysięczniki. Zaczęło się od niewinnego reserachu na potrzeby krótkiego opowiadanka, to miała być komedia.

Prześledziłam relacje z kilkudziesięciu wspinaczek. Na początek chciałam zorientować się na jakich wysokościach rozmieszczone są kolejne bazy, wciągnęłam się topografię terenu.

Przestudiowałam czym jest choroba wysokościowa, odma mózgu i płuc, skąd biorą się halucynacje tak częste na dużych wysokościach.

Dlaczego wpinacz irracjonalnie włazi wyżej, choć kończy mu się tlen, energia i czas. To nie tylko droga do samobójstwa. To morderstwo! Bo naraża na śmierć przewodników, Sherpów. A oni zrobią wszystko, żeby wspinacz dopiął celu. Zahartowani w życiu na wysokościach. Ich organizmy produkują ogromne ilości czerwonych ciałek krwi, wielkie serca pozwalają pompować krew w nadzwyczajnym tempie, utrzymują przy życiu w ekstremalnie rozrzedzonym powietrzu, w ekstremalnym zimnie i na ekstremalnych wysokościach.

Ich wielkie serca…

To Sherpowie targają i ustawiają drabiny na ruchomym lodowcu, pionowo i poziomo, instalują liny poręczowe. To oni zakładają poszczególne obozy, targając na plecach tony żarcia, garów, dziesiątki butli gazowych i tlenowych, rozkładane krzesła i stoły, przenośne telewizorki w osobistych bagażach wspinaczy. Krążą z dołu w górę i z powrotem po kilka razy dziennie.

Wreszcie wpinają kołkami liny na sam szczyt i wracają do obozu, na kolację, na kilka godzin snu, aby od rana asystować wspinaczom w podboju Mont Everestu.

To Sherpowie w strefie śmierci zdejmują ze swoich dłoni rękawice, aby zainstalować wspinaczom nowe butle tlenowe. Ryzykują odmrożenie palców. Wielkie serca nie pozawalają im pozostawić na stoku umierających wspinaczy.

Znieść chorych i rannych nie sposób. W tak rozrzedzonym powietrzu kilogram wydaje się ważyć cztery.  Stoki  pod kątami niemalże prostymi, pogoda zmienna, ledwo udaje się zejść samemu, nie ma tu miejsca na nosze.

Tymczasem zapada zmrok, a z nim siarczysty mróz, nie ma czym oddychać, wiatr kąsa twarze i płuca mroźnymi igłami, wyciska z oczu łzy. Woda w termosach zamarzła. Dłonie, nawet kiedy porusza się pacami w rękawicach, pieką z wyziębienia. Krew przestaje krążyć, traci się czucie w palcach stóp i stopach. A Sherpowie kiwając się w podmuchach arktycznego wiatru czuwają przy umierającym. Gdy odejdzie, schodzą w dół, o ile nie usną z wyziębienia i przeżyją. Każda godzina na wietrze, w mrozie i bez odpowiedniej ilości tlenu, bez wody, o głodzie oznacza wyrok śmierci. Sherpowie są twardzi, ale nie są niezniszczalni.

Dlaczego ryzykują własne życie?

„Jeżeli ja nie wejdę, będzie musiał wchodzić mój syn”, powiedział Sherpa Puma, który po raz czternasty już zszedł z Mont Everestu.

Bo wleźć, to nie jest sztuka. Osiemdziesiąt procent wspinaczy traci życie przy schodzeniu.

„Nie chciałam wiedzieć, że on tam wszedł, czekałam na wiadomość, że udało mu się zejść”, wyznała żona himalaisty pogrzebanego żywcem.

Tymczasem Sherpa inkasuje pięć tysięcy dolarów i wraca do rodzinnej wioski, aby pomóc żonie w przekopywaniu przydomowego ogródeka. W naszych kategoriach stałby się bohaterem, tam, w Tybecie chłopina zwyczajnie wrócił z roboty do domu.

Przeczytałam relacje ofiar odmrożeń. Obejrzałam zdjęcia dłoni po amputacji palców. Rąk po amputacji dłoni z namiastkami palców wyhodowanymi na końcu łokcia.

„Mogę swobodnie Googlować”, stwierdził pozbawiony kończyn uczestnik feralnej ekspedycji.

Ofiary lawin, ofiary własnych ambicji.

Setki martwych ciał przykrytych plandekami namiotów, tęcza kolorów śmierci, czy też tęczowy cmentarz? Niektóre z ofiar wspinaczki nie są przykryte i stanowią checkpointy. Jeden z tych punktów orientacyjnych nazwano „obozem zielonych butów”. Hinduski wspinacz, kolejna ofiara Mont Everestu, ma na stopach zielone buty. Łatwo je zauważyć w powodzi skał i bieli.

Tym razem kamera pokazuje odmrożoną twarz żywego trupa. Rosyjski himalaista nie był w stanie zejść o własnych siłach, więc ekipa pozostawiła go umierającego kilkadziesiąt metrów od szczytu. Bez wody, bez maski tlenowej… na pewną śmierć. W ciągu dwóch dni umierającego minęło czterdziestu wspinaczy.

„Myśleliśmy, że nie żyje, albo odpoczywa”, powiedzieli reporterom.

W obliczu kolejnej śmierci, tym razem polskiego himalaisty, musiałam dowiedzieć się, co motywuje ludzi do wspinaczki. Koleżanka przeprowadziła dla mnie ankietę wśród wspinaczy. Dziękuję za ten kawał roboty.

A oto lista motywacji:

1. Adrenalina adrenalina adrenalina
2. Chęć zobaczenia co jest po drugiej stronie tę
czy… 
3. Jeżeli się nie zorasz na maksa to nie wiesz ze żyjesz – największy szacun mam dla następujących przypadków: tzn z powodu skrajnego przemęczenia oraz wysokości doprowadzasz swój organizm do wymiotów, zawrotów głowy, potwornej migreny, temu wsz
ystkiemu zawsze towarzyszą obtarcia, wyziębienie, wygłodzenie, dobrudzenie, brak snu i w zasadzie braku wszystkiego, u niektórych na dużych wysokościach pojawiają się halucynacje i mimo tego idziesz do przodu aż w końcu stajesz na szczycie – to są prawdziwi hirosi!
4. Oderwanie się od rzeczywistości
5. Chęć sprawdzenia siebie
.
6. Pokonywanie granic
.
7. Chęć schudnięcia
.
8. Dla kasy
.
9. Dla zdjęć
.
10. Dla zabójczych widoków….
11. Z mił
ości.
12. Spełnienia marzeń
.
13. Dla świeżego powietrza
.
14. Zakład
.
15. Wolność
.
16.
Dla spokoju świętego…braku zasięgu komórkowego…cha cha cha
17. Wiatru w skrzydłach po osiągnięciu szczytu
.
18. Odkrywanie świata
.
19. Radzenie sobie z problemami na dole – świetny psychiczny reset
.
20. Przygoda…szczególnie jeś
li kończy się wezwaniem helikoptera…co poniektórzy wiedzą o czym piszę i niestety z autopsji… i nie ma to nic wspólnego z nieostrożnością, mamo!
21. Większej wyporności – pomocna sprawa dla maratończyków i vice versa itp, itd…
22. Wypicie piwa w odpowiednim miejscu
[uśmiech] ?
23. Poznanie fajnych ludzi
. [uśmiech]

6 myśli nt. „Adrenalina adrenalina adrenalina”

  1. Fajny tekst, ale…
    Według mnie trochę za bardzo idealizujesz szerpów. Dla nich to „zwyczajna” praca, praca, dzięki której mogą utrzymać rodziny. I to nie jest tak, że oni nie chcą wychodzić w góry wysokie, przeciwnie, dla nich to splendor, wyróżnienie, jak u nas… na przykład (zwłaszcza dawniej), kominiarz, lekarz, adwokat. Kiedyś nie dopuszczano ludzi z zewnątrz do tych klanów-zawodów, lekarzem zostawał syn lekarza, kominiarzem syn kominiarza, adwokatem… itp. Podobnie jest tam, w Himalajach.
    Ale, jak mówię, tekst dobry.
    Spodobał mi się 🙂

  2. Zodiaku,

    Cieszę, się, że tekst Ci się spodobał.
    A co do Sherpów… pierwsza moja myśl na temat wypraw wysokogórskich dotyczyła właśnie Sherpów. Pojawiła się, gdy dowiedziałam się, że Polacy wybierają się na zimowy podbój K2. Nic jeszcze nie wiedząc o współczesnych wyprawach, miałam w pamięci jedynie stare filmy dokumentalne, na których Sherpowie ubrani byle jak, w jakieś togi przypominające szlafroki, w butach podbitych blachą falistą, targali na plecach wielgaśne toboły, umocowane czymś na kształt bandażu na głowie. Mama przyleciała do nas na święta,któregoś ranka wyszłyśmy do ogrodu podziwiać wschód słońca złocący się w ośnieżonych szczytach pasma Jury. Zaczęłam się wygłupiać, wspomniałam o tych Sherpach mocujących aż po szczyt liny poręczowe. O polskiej ekipie w puchowych kurtkach od sponsorów, która zbierze laury. I Mama jak zwykle podłapała mój humor i wysnułyśmy historię fantastyczną. O tym jak himalaiści niby to się wspinając, wylegują się w namiotach w maseczkach piękności, aby dobrze prezentować się przed kamerą. Pomysłom nie było końca! Mama wymusiła na mnie obietnicę, że napiszę coś tak szalonego. Nie mogłam jej odmówić 🙂 Mama wróciła po świętach do Szczecina, a ja rozpoczęłam research. Byłam tak zafiksowana na Sherpów, że chyba podświadomie googlowały mi się tylko te materiały, które oddawały patos ich pracy. Pomyślałam, że skoro niedola Sherpów była zalążkiem pomysłu, to niech już tak pozostanie 🙂 Stąd ta gloryfikacja. Rozgrzebuję właśnie komediowe opowiadanie o wprawie na Everest. Napisałam, no prawie, opowiadanie o umieraniu też na Evereście. Czerpię z tego koszmaru inspiracje. Bo mną tucnął. Tucnął do głębi. A wysilenie się w tym kontekście na komedię wydało mi się prawdziwym wyczynem.
    Dziękuję za komentarz . 🙂

  3. Tekst naprawde bardzo dobry.Czyta sie go z duzym zainteresowaniem ale nie wiem czy potrafie podziwiac tych himalaistow dla mnie to sa ludzie ktorzy boja sie odpowiedzialnosci tu ” na ziemi”.Nawet nie tak dawno czytalam wspomnienia syna himalaisty .Ojciec zostal w alpach.Syna nie interesowalo ze byl slawny pamietal jak ojciec kazda zlotowke zbieral na sprzet /pracowal dorywczo/ a on z matka i rodzenstwem glodowali.Uwazam ze adrenalina to cos dla ludzi malo odpowiedzialnych. Ale tekst swietny

    1. Mamo,

      Dziękuję za pochwałę tekstu. A co do Himalaistów, nie chcę oceniać ich motywacji. Nie spodziewam się też, żeby ktoś zechciał oceniać moje motywacje;) Starałam się tu zilustrować, to co wyczytałam w książkach i na Googlu, obejrzałam na YouTube, zainspirowana zimową wprawą Polaków na K2. Ludzie włażą na ośmiotysięczniki, zjeżdżają z wariacką prędkością na nartach, potem cierpią z powodu bólu zatok i górskiej ślepoty (czytaj, ja), albo tarzają się na macie, aż do wyrzygania (Jarek). Samo życie 😉
      Dziękuję za komentarz, mamo <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *