A pisarzem, który podpowiedział mi jak uwieść czytelnika, jest…

No właśnie, nie miałam pojęcia kim jest pisarz, który jako pierwszy zrecenzował „Seryjnego fotografa”. Posługiwał się pseudonimem, więc nie sprawdziłam, sądząc, że chce zachować anonimowość. Odważyłam się zapytać dopiero w trakcie rozmowy telefonicznej i choć się przedstawił, to wstyd przyznać, wciąż nie miałam świadomości z kim rozmawiam.

Może i dobrze. Byłam tak stremowana dyskusją o moim dziele, że odbierało mi głos i brakowało słów… Musiałam brzmieć jak dwunastoletnia siksa, która modli się do Justina Biebera, a na marginesie zeszytów pisze: „Kocham Jurka”.

Mój recenzent, Belfer (duże „B” było zamierzone), podpowiedział mi parę warsztatowych trików. On mówił, a ja nerwowo notowałam każde słowo. Chciałabym, aby ktoś taki uczył moje dzieci…

Rekapitulując (dzisiaj chodzi za mną to słowo;D ), jeżeli człowiek, który tak pisze, wieszczy mi druk za rok, czy dwa, to nie zamierzam się zatrzymywać. Wypiszę sobie warsztat i świelaną przyszłość!;D

Już po rozmowie otworzyłam link, który dostałam od mojego recenzenta.

Miałam na linii Adama Przechrztę! Podesłał mi pilota do „Demonów Leningradu”!

Fragment, niepoprawiony, przeznaczony był dla mnie, ale pogooglowałam i znalazłam ulepszoną wersję na Merlinie.

Jeżeli nie czytałeś, to koniecznie przeczytaj!

Do napisania
K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *