Mam w głowie pióropusz

 

Napisałam tekst na Grafomanię. Jak siadłam tak napisałam.

W efekcie mam w głowie pióropusz, w kuchni blachę przypalonych żeberek baranich w akompaniamencie zwęglonych pieczarek i cebuli.

Dziecko i całą resztę nakarmiłam nieprzypalonymi obrzynkami żeberek. Teraz czekam, aż mi dzieciak padnie, aby samej udać się na relaksujący spacer.

A oto pierwszy szkic mojej grafomanii.

Grafomania pierwszy szkic Misja Mars

Do napisania

Latający dywan (W dziewięćdziesiąt dni dookoła świata)

Szóstego listopada kupiłam sobie dywan. Od tego czasu przez dwa miesiące krążył między nadawcą z Kielc, a magazynem w Komornikach. Tak jakby obdarzony intuicją nie chciał wyjechać z Polski.

Kiedy wrócił do Kielc po raz czwarty, zaczęłam na własną rękę szukać przewodnika. Znalazłam, ale po trzech dniach odmówił dostawy. Dywan był pechowy, powinnam odkręcić tę transakcję…

Tymczasem zgłosił się kolejny przewoźnik. Dogadaliśmy się, dostawa miała do mnie dotrzeć za cztery dni. Nareszcie!

W Davos odbywało się forum, Donald Tramp wylądował w Szwajcarii. Astrologowie przepowiadali błękitno-krwawy księżyc, Angelina Jolie ubrana jedynie w czarną suknię z koronki przecięła wstęgę na otwarciu tamy na Alasce.

W czterech  słowach: minęło kolejnych sześć dni.

Zapytałam przewoźnika, co z moim dywanem.

„Jutro dostarczą, proszę się nie martwić.”

„Nie martwić się?”

Następnego dnia odebrałam kolejną wiadomość:

„Dywan wraz z kierowcą ciężarówki został uwięziony na szwajcarskiej granicy. Damy znać, kiedy sprawa się wyjaśni.”

„Uwięziony?!”, wybuchnęłam histerycznym śmiechem.

Minął następny tydzień.

Wracałyśmy do domu. W dzielnicy roiło się od żandarmerii i policji, nigdy nie widziałam takiej akcji w okolicy.

– Mamo, pewnie wiozą nam ten dywan – zażartowała córka.

Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Gdzież tam śmiechem, zarykiwałam się tak, że musiałam zatrzymać auto, bo nie byłam w stanie przejechać ostatnich metrów.

W mojej torebce rozdzwonił się telefon. Córka uznając, że oszalałam, odebrała połączenie. Wyłam ze śmiechu, a po policzkach płynęły mi łzy.

– Mamo, za piętnaście minut przywiozą nam ten dywan!

Wiadomość mnie otrzeźwiła. Czy chciałam  dostać ten dywan? Jak nic podpali mi dom, zarazi migreną, albo reumatyzmem!

Teksty w podobnym klimacie:

Kroniki rodzinne. Wywiadówka.

W poszukiwaniu ZEN, część pierwsza.

W poszukiwaniu ZEN. Część druga

W poszukiwaniu ZEN. Część trzecia.

Zapraszam do lektury.

Adrenalina adrenalina adrenalina

 

Moją najnowszą obsesją stało się „włażenie” na ośmiotysięczniki. Zaczęło się od niewinnego reserachu na potrzeby krótkiego opowiadanka, to miała być komedia.

Prześledziłam relacje z kilkudziesięciu wspinaczek. Na początek chciałam zorientować się na jakich wysokościach rozmieszczone są kolejne bazy, wciągnęłam się topografię terenu.

Przestudiowałam czym jest choroba wysokościowa, odma mózgu i płuc, skąd biorą się halucynacje tak częste na dużych wysokościach.

Dlaczego wpinacz irracjonalnie włazi wyżej, choć kończy mu się tlen, energia i czas. To nie tylko droga do samobójstwa. To morderstwo! Bo naraża na śmierć przewodników, Sherpów. A oni zrobią wszystko, żeby wspinacz dopiął celu. Zahartowani w życiu na wysokościach. Ich organizmy produkują ogromne ilości czerwonych ciałek krwi, wielkie serca pozwalają pompować krew w nadzwyczajnym tempie, utrzymują przy życiu w ekstremalnie rozrzedzonym powietrzu, w ekstremalnym zimnie i na ekstremalnych wysokościach.

Ich wielkie serca…

To Sherpowie targają i ustawiają drabiny na ruchomym lodowcu, pionowo i poziomo, instalują liny poręczowe. To oni zakładają poszczególne obozy, targając na plecach tony żarcia, garów, dziesiątki butli gazowych i tlenowych, rozkładane krzesła i stoły, przenośne telewizorki w osobistych bagażach wspinaczy. Krążą z dołu w górę i z powrotem po kilka razy dziennie.

Wreszcie wpinają kołkami liny na sam szczyt i wracają do obozu, na kolację, na kilka godzin snu, aby od rana asystować wspinaczom w podboju Mont Everestu.

To Sherpowie w strefie śmierci zdejmują ze swoich dłoni rękawice, aby zainstalować wspinaczom nowe butle tlenowe. Ryzykują odmrożenie palców. Wielkie serca nie pozawalają im pozostawić na stoku umierających wspinaczy.

Znieść chorych i rannych nie sposób. W tak rozrzedzonym powietrzu kilogram wydaje się ważyć cztery.  Stoki  pod kątami niemalże prostymi, pogoda zmienna, ledwo udaje się zejść samemu, nie ma tu miejsca na nosze.

Tymczasem zapada zmrok, a z nim siarczysty mróz, nie ma czym oddychać, wiatr kąsa twarze i płuca mroźnymi igłami, wyciska z oczu łzy. Woda w termosach zamarzła. Dłonie, nawet kiedy porusza się pacami w rękawicach, pieką z wyziębienia. Krew przestaje krążyć, traci się czucie w palcach stóp i stopach. A Sherpowie kiwając się w podmuchach arktycznego wiatru czuwają przy umierającym. Gdy odejdzie, schodzą w dół, o ile nie usną z wyziębienia i przeżyją. Każda godzina na wietrze, w mrozie i bez odpowiedniej ilości tlenu, bez wody, o głodzie oznacza wyrok śmierci. Sherpowie są twardzi, ale nie są niezniszczalni.

Dlaczego ryzykują własne życie?

„Jeżeli ja nie wejdę, będzie musiał wchodzić mój syn”, powiedział Sherpa Puma, który po raz czternasty już zszedł z Mont Everestu.

Bo wleźć, to nie jest sztuka. Osiemdziesiąt procent wspinaczy traci życie przy schodzeniu.

„Nie chciałam wiedzieć, że on tam wszedł, czekałam na wiadomość, że udało mu się zejść”, wyznała żona himalaisty pogrzebanego żywcem.

Tymczasem Sherpa inkasuje pięć tysięcy dolarów i wraca do rodzinnej wioski, aby pomóc żonie w przekopywaniu przydomowego ogródeka. W naszych kategoriach stałby się bohaterem, tam, w Tybecie chłopina zwyczajnie wrócił z roboty do domu.

Przeczytałam relacje ofiar odmrożeń. Obejrzałam zdjęcia dłoni po amputacji palców. Rąk po amputacji dłoni z namiastkami palców wyhodowanymi na końcu łokcia.

„Mogę swobodnie Googlować”, stwierdził pozbawiony kończyn uczestnik feralnej ekspedycji.

Ofiary lawin, ofiary własnych ambicji.

Setki martwych ciał przykrytych plandekami namiotów, tęcza kolorów śmierci, czy też tęczowy cmentarz? Niektóre z ofiar wspinaczki nie są przykryte i stanowią checkpointy. Jeden z tych punktów orientacyjnych nazwano „obozem zielonych butów”. Hinduski wspinacz, kolejna ofiara Mont Everestu, ma na stopach zielone buty. Łatwo je zauważyć w powodzi skał i bieli.

Tym razem kamera pokazuje odmrożoną twarz żywego trupa. Rosyjski himalaista nie był w stanie zejść o własnych siłach, więc ekipa pozostawiła go umierającego kilkadziesiąt metrów od szczytu. Bez wody, bez maski tlenowej… na pewną śmierć. W ciągu dwóch dni umierającego minęło czterdziestu wspinaczy.

„Myśleliśmy, że nie żyje, albo odpoczywa”, powiedzieli reporterom.

W obliczu kolejnej śmierci, tym razem polskiego himalaisty, musiałam dowiedzieć się, co motywuje ludzi do wspinaczki. Koleżanka przeprowadziła dla mnie ankietę wśród wspinaczy. Dziękuję za ten kawał roboty.

A oto lista motywacji:

1. Adrenalina adrenalina adrenalina
2. Chęć zobaczenia co jest po drugiej stronie tę
czy… 
3. Jeżeli się nie zorasz na maksa to nie wiesz ze żyjesz – największy szacun mam dla następujących przypadków: tzn z powodu skrajnego przemęczenia oraz wysokości doprowadzasz swój organizm do wymiotów, zawrotów głowy, potwornej migreny, temu wsz
ystkiemu zawsze towarzyszą obtarcia, wyziębienie, wygłodzenie, dobrudzenie, brak snu i w zasadzie braku wszystkiego, u niektórych na dużych wysokościach pojawiają się halucynacje i mimo tego idziesz do przodu aż w końcu stajesz na szczycie – to są prawdziwi hirosi!
4. Oderwanie się od rzeczywistości
5. Chęć sprawdzenia siebie
.
6. Pokonywanie granic
.
7. Chęć schudnięcia
.
8. Dla kasy
.
9. Dla zdjęć
.
10. Dla zabójczych widoków….
11. Z mił
ości.
12. Spełnienia marzeń
.
13. Dla świeżego powietrza
.
14. Zakład
.
15. Wolność
.
16.
Dla spokoju świętego…braku zasięgu komórkowego…cha cha cha
17. Wiatru w skrzydłach po osiągnięciu szczytu
.
18. Odkrywanie świata
.
19. Radzenie sobie z problemami na dole – świetny psychiczny reset
.
20. Przygoda…szczególnie jeś
li kończy się wezwaniem helikoptera…co poniektórzy wiedzą o czym piszę i niestety z autopsji… i nie ma to nic wspólnego z nieostrożnością, mamo!
21. Większej wyporności – pomocna sprawa dla maratończyków i vice versa itp, itd…
22. Wypicie piwa w odpowiednim miejscu
[uśmiech] ?
23. Poznanie fajnych ludzi
. [uśmiech]