Błagałam kosmos o kilka gramów inteligencji

 

2016-11-04-10-23-29

Wciąż poprawiam Kochanka. Były dni, że udawało mi się przenicować sześćdziesiąt pięć stron. Czytałam je po dziesięć razy, poprawiałam w szalonym tempie.
Wreszcie zabrałąm się za dwadzieścia środkowych stron, były chwile, kiedy zastanawiał się, czy nie spalić tego fragmentu, nie przyśpieszał akcji, z drugiej strony pokazywał kawałek mojej Szwajcarii.  W przypływie weny udało mi się wykorzystać ten fragment do uwiarygodnienia fabuły. Zrobiłam z  tego dialog z mentorem.

Frunęłam przez tę powieść, mimo że pracowałam nad nią po dziesięć godzin dziennie, nie czułam zmęczenia. Kupiłam sobie sztuczne łzy, żeby ulżyć wysychającym spojówkom.
Wczoraj katastrofa. To samo dzisiaj o świcie, gapiłam się na ostatnich siedemdziesiąt stron i śliniłam jak troglodyta.


Błagałam kosmos o kilka gramów inteligencji, żebym mogła to wreszcie skończyć. Nie pomagało.


W desperacji wyszorowałam piekarnik, słuchając Vonneguta na audiobooku i zaskoczyło. Grzeję dalej.


Trzymaj kciuki, proszę.