Dieta cud

IMG_20160612_183733855

Nie zdążę napisać mojego dramatu komediowego i wysłać pocztą (w czterech egzemplarzach) przed upływem trzydziestego czerwca. Właśnie się z tym pogodziłam, dlatego zwalniam tempo.

Jeżeli uda mi się to dzieło skończyć w formie dramatu, podeślę tekst znanym aktorom, taki sposób rekomenduje Piotr Wereśniak. Już wyobrażam sobie współpracę z Panią Krystyną Jandą 🙂

Jesśi  polegnę na scenariuszu, zrobię z Diety cud powieść. Może moje zdrowe przepisy zmienią oblicze świata 😉

Zbieram się na mecz Polski z Ukrainą. POLSKA GOLA!  <3

Do napisania.

Antyapokalipsa

IMG_20160521_180003553

Wciąż pracuję nad dramatem komediowym, choć wątpię, że zdążę wyrobić się na konkurs. Termin upływa trzydziestego czerwca.

Piszę zrywami. Ciągiem się nie da. Zapisywanie kto i co powiedział pochłania masę czasu i energii. Mogłabym pominąć te adnotacje, ale boję się, że przy ostatecznej korekcie dostanę oczopląsu i już się nie połapię, która kwestia do kogo należy.

Wymyśliłam sobie antyapokalipsę. Moja bohaterka wymyśla zdrową dietę. Najpierw stosuje ją rodzina kucharki, potem wieść o diecie rozprzestrzenia po dzielnicy, mieście, kraju i wreszcie obiega cały świat. Koncerny farmaceutyczne i ubezpieczalnie bankrutują… Historia zatacza krąg.

Jeszcze nie wymyśliłam, co zrobić z elektrowniami i czy nie cofnąć się do  epoki kamienia łupanego, ale już wiem jak ubić masło migdałowe w maselnicy.

Uwaga, migdały w trakcie obróbki bardzo się nagrzewają;)

Trzymaj, proszę, kciuki, może się wyrobię.

Co powiesz na karmelki bez mleka, masła i cukru? Jeżeli masz w zanadrzu jakieś sprawdzone przepisy na zdrowe jedzonko, proszę o podpowiedzi.

Do napisania.

Ruszyło pełną parą

IMG_20160401_151044222_HDR

Wyznaczyłam sobie kolejne zadanie: napisać scenariusz na konkurs dla Łódzkiego Teatru Powszechnego. Super! Miałam dla czego żyć, tylko… No właśnie, nic poza ogólnym zarysem, nie przychodziło mi do głowy. Przerażała ilość dialogu. Dramat to wyłącznie dialog!

Męczyłam się, rozmyślając nad szczegółami przez ostatnich kilka dni. Może to za wcześnie starałam sobie wytłumaczyć blokadę, dopiero co skończyłam pisać powieść… Wypaliłam się?! Nie umiem już nic napisać!

Aż tu nagle w drodze do Lozanny na urodziny koleżanki córki, coś zaskoczyło. W efekcie zgubiłam się, krążyłyśmy po koszmarnym zadupiu, nie mogąc odnaleźć alternatywnej drogi. Jedyny przejazd pod wiaduktem był remontowany i zamknięty. Okrążyłam pół miasta, zanim udało mi się wydostać z potrzasku. Dostarczyłam dziewczynki na miejsce. Weszłam za nimi. Miałam dla siebie trzy godziny.

Szukałam kąta, w którym mogłabym przysiąść i spisać pomysły. Teraz już! W małpim gaju równocześnie odbywało się ze trzydzieści imprezek urodzinowych. Wrzask, huk, i zaduch jak w saunie, powietrze przesycone potem nastolatków… Na dworze tropikalne deszczysko!

Zwiałam do podejrzanego lokalu po drugiej strony ulicy. Przemoczona do suchej nitki, weszłam do tureckiej jadłodajni. Zapach podobny do tego w małpim gaju, za to ciszej. Po koszmarnej podróży chciało mi się pić. Miałam do wyboru całą gamę słodkich ulepów, wzięłam kawę. Trudno, najwyżej nie usnę tej nocy. Dopadłam stolika i zaczęłam pisać, najpierw rozpisałam szczegółowy plan całości, a potem napisałam trzy sceny dramatu. Czas mijał błyskawicznie.

Do stolika podszedł kelner?! Dziwne, na drzwiach napisali, że to self service.

Po kawie chciało mi się jeszcze bardziej pić. Żeby ugasić pragnienie zamówiłam słodką Coca Colę;)

Facet nie chciał przyjąć pieniędzy, za kawę zapłaciłam wcześniej. Teraz jeszcze to! ;( Nie zrozum mnie źle, wiem, że nie jestem brzydka. Jednak dwadzieścia lat temu taki gest nie tylko by mnie nie zdziwił, ale i podłechtał. Tym razem dał do myślenia. Spójrzmy prawdzie w oczy, kto babie w moim wieku funduje słodkości… i po co? 😉

Do napisania.