Jak napisać „święty” tekst?

 

Na blogO czym myślisz, pyta mnie Facebook, jakby wyczuł, że w istocie mam rozterkę. 

Powinnam się zabrać, za tekst, który obiecałam księdzu na temat komunii mojej córki, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Przypomniałam sobie własną komunię. To w ramach inspiracji.

Zaraz po mszy wróciliśmy do domu. W oczekiwaniu na późne śniadanie, czy też wczesny obiad, dziewięcioletnia Kasia dorwała się do pudła czekoladek, które tata schował wysoko na komodzie. Jednak przed małą Kasią niczego nie dało się ukryć.

Wspięła się na taboret, potem mebel i złapała za garść miniaturowych beczułek w złotkach.

Przy obiedzie mała Kasia wyznała mamie „czuję się jak w bajce”. Dokładnie to pamięta, w odróżnieniu od ciągu dalszego, który zatarł się w odmęcie wspomnień;)

Kolejna klatka z przeszłości dotyczy godziny szesnastej, może siedemnastej.
Tym razem znów odstrojona na popołudniową mszę Kasia wyznaje: – Mamo, boli mnie w głowie każdy krok, a język przykleił się do podniebienia.

Do napisania.

P.S. Akcja toczyła się dawno temu, w czasach reglamentacji i pustki w sklepach, pomijając ocet, którymi zastawione były półki. To była pierwsza prawdziwa czekolada, którą w swoim życiu, nie bez przyjemności, wrąbała mała Kasia:)

P.P.S. Sama nie wiem, może jednak nie wspominać o pierwszym kacu gigancie w tekście dla Polskiego Ogniska w Genewie? Co mi radzisz?

Świat jest pełen magii

2016-04-07 14.44.26

 

Dostałam wczoraj odpowiedź od wydawcy w sprawie Kochanka żywego i martwego jednocześnie. Wciąż nie mogę ochłonąć. Wydawca chciał obyczaju, dostał, jak się okazało, bajkę dla dorosłych.

Zgadzam się, że pierwszą scenę należałoby podwiarygodnić, żeby czytelnik uwierzył w „miłość od pierwszego wejrzenia”, tylko, że ciąg dalszy wydał się Pani redaktor równie nieprawdopodobny. Polska emigrantka zaczyna robić błyskotliwą karierę w Szwajcarii. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Czy to faktycznie aż tak nieprawdopodobne?!

Przecież to moja kariera i własne doświadczenia, od błędów i wpadek, po glorię zwycięstwa. To co przydarzyło się bohaterce, zdarzyło się na prawdę. Kinga Borek to ja dwadzieścia lat temu. Dlaczego to wydaje się niemożliwe?

Jeszcze nie wiem jak podwiarygodnić tę historię. Wciąż nie mogę ochłonąć po wczorajszej recenzji.

Jednak prawdę powiedziawszy to chyba faktycznie miała być bajka dla dorosłych, taka trochę jak Sodoma Marcina Wolskiego. Lektura Sodomy stała się dla mnie źródłem inspiracji. Uwolnić się, zaszaleć i sięgnąć do sił nadprzyrodzonych, bo one istnieją.

Na co najlepszym dowodem był dzisiejszy list od koleżanki. Zapytała mnie o losy Kochanka. Skąd mogła wiedzieć, że wczoraj dostałam kosza od wydawcy. Nie mogła, przyznałam się do tego listu wyłącznie mężowi. A jednak wiedziała. Świat jest pełen magii 🙂

Do napisania.

Kasia