Mąż czyta Kochanka

 

2015-12-21 15.40.35

Beta reader czyta, a ja przemykam.

Mąż po raz pierwszy zgodził się przeczytać moją powieść. Mamy umowę, on nie zmusza mnie do oglądania setek tysięcy swoich zdjęć, ja nie każę mu siebie sczytywać.

Tym razem sam wyszedł z propozycją i czyta!

Wchodzę do salonu, gapię się na twarz męża, staram się odgadnąć jakie emocje budzi w nim powieść. Nic! Nie uśmiecha się, nie ściąga brwi, czyta!

Uciekam z salonu, krążę po domu.

Może położę sobie jeszcze hennę na rzęsy? Sporo zostało po zrobieniu brwi?

Chyba zwariuję!

Wracam do salonu.

– Jak się czyta?

– Fajnie… mam sporo uwag.

– To zapisuj.

– Zapisuję!

Wymykam się z salonu, nie chcę przeszkadzać.

Dwanaście i pół minuty później…

– Jak się czyta?

– Dobrze, wciąga.

– I?

Żeby tylko nie zwariować!

– Twoi targetem są kobiety, kobiety chętnie to przeczytają.

– I?

– Jezu, przecież czytam!

Wracam do kuchni, nakładam hennę na rzęsy. Pędzę po córkę. Wysyłam ją do salonu na przeszpiegi. Wraca i uśmiecha się do mnie.

Dziecko maszeruje do pokoiku, a ja znów zbiegam podglądać.

Głaskam kota, gapię się na męża jak sroka na platynowy zegarek. Wciąż czyta!

Przygryzam wargi i idę do kuchni. Nie mam nic do roboty. Obiad wydałam o jedenastej…

Chyba zwariuję!

Pędzę do salonu.

– Nienawidzisz mnie, bo nawypisywałm tam głupot?

– Wyjdź i wróć z innym zestawem pytań!

Zwariowałam?! 

 

Skończyłam trzecią powieść.

2016-01-30 15.15.52

Wczoraj wieczorem rozmawiałam o tym z kolegą. Byłam już tak wykończona, ostatnimi poprawkami, że przełączyłam się na podświadomość, więc wypaliłam:

Wiesz, starałam się włożyć w tę powieść kilka ton emocji, bo to moja ostatnia książka.

Do trzech razy sztuka! Jeżeli i ta powieść nie spodoba się papierowym wydawcom, zostawię pisanie lepszym.

Dzisiaj już nic nie wiem. Zasłużyłam na odpoczynek. Może za jakiś czas zmienię zdanie?

Na razie wrzucam na luz i czekam na opinię beta readerów.

Do napisania.

P.S. Zestaw na zdjęciu rozpakuję i napocznę dzisiaj wieczorem. Za Twoje zdrowie!

Ostatni etap prac nad powieścią

multifraktale-w-literaturze-tab2

Siedzę i kombinuję, jak udoskonalić powieść, aż tu nagle z pomocą przychodzą mi fizycy z Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, którzy okryli, że słynne dzieła światowej literatury, niezależne od języka, w którym zostały oryginalnie spisane, pod pewnymi względami okazują się mieć budowę fraktalną. Jeszcze bardziej intrygujący jest fakt, że książki należące do jednego konkretnego gatunku mają strukturę przypominającą tak skomplikowane obiekty matematyczne jak multifraktale, czyli fraktale fraktali.”

Mój utwór musi zyskać budowę fraktalną! Zostawiam przecinki w spokoju, niech tańcują, dopełniacze i inne bierniki? Kto by się tym przejmował. Zabieram się za budowanie multifraktali! 😉

Polscy fizycy odkryli matematyczne struktury w dziełach światowej literatury

Do napisania.

„Malarz obłędu” Przemysława Wilczyńskiego

unnamed

Tej nocy nie usnę!

Nigdy nie pisałam recenzji powieści. Nie znam się na tym. Postanowiłam zrobić wyjątek i  ta będzie pierwsza, troszkę boję się ją zamieszczać, bo poznałam wyobraźnię autora i spodziewam się zemsty doskonałej o ile mój tekst nie przypadnie Wilczyńskiemu do gustu. Sporo ryzykuję szufladkując ten utwór w kategorii horror, z tym zawsze jest problem, ale moim zdaniem  jest to Horror, duże „H” było zamierzone.

Zakatarzana, zaanginiona dorwałam się dzisiaj do lektury i przeczytałam powieść jednym tchem.

Wciągnęło! Mnie, fankę Stephena Kinga, znów ktoś wystraszył i to w takim stylu, że nawet po herbatę szłam do kuchni nie odrywając się od lektury.

Za każdym rogiem czaił się strach haczący o obłęd, którym z kolei można się zarazić, zachowania bohaterów tak dobrze umotywowane, że dałam się przeciągnąć na drugą stronę lustra.

W skali „Kingowej” umieściłabym tę powieść na półce między „Wielkim marszem”, a „Misery”.

Jak już mówiłam nie jestem recenzentką. Oceniałam trochę opowiadań konkursowych moich kolegów po piórze, a odważyłam się tego podjąć, dopiero po otrzymaniu następującej ściągi:  bohater, fabuła, emocje oraz styl i język, w skali od jednego do sześciu.

We wszystkich wymienionych kategoriach Przemysław Wilczyński za Malarza ma u mnie szóstkę. Dodatkowe punkty doliczam za oryginalne porównania.

To debiutancka powieść i mam nadzieję, że będą kolejne. O tym chciałabym porozmawiać z Przemkiem już wkrótce.

Czekałam z umieszczeniem tej recenzji-nierecenzji na odpowiedź od Przemka. Kilka chwil temu zgodził się na rozmowę:)

Polecam lekturę!

Zdrówka.

P.S. Dopisuję, bo nasunęło mi się, że to jest solidnie napisana powieść.

Wywołałam lawiniątko, bo jeszcze nie lawinę

2015-01-25 16.15.07

W piątek wysłałam maila do sześciu wydawnictw z zapytaniem o dalsze losy Seryjnego fotografa. Jeszcze tego samego dnia jeden z wydawców wrzucił Seryjnego na Kindlea z obietnicą, że za miesiąc da odpowiedź.

Dwa dni później dostałam kolejną odpowiedź. Mail został wysłany o 7.36 rano!

Ktoś zerwał się o świcie, w niedzielę!, żeby wysłać mi wiadomość następującej treści:

Szanowna Pani,

z przykrością informuję, że Pani propozycja nie zostanie ujęta w planie wydawniczym wydawnictwa […].

Z serdecznymi pozdrowieniami,”

W normalnych okolicznościach wysyczałabym przez zęby: – Tobie też życzę miłego weekendu.

Jednak nie tym razem.

Wydawcy nie udało się popsuć mi humoru, bo już był spieprzony!

W sobotę po inauguracji sezonu narciarskiego, w malowniczej górskiej restauracyjce uraczyłam się tatarem i Crèmem brûlée. Strułam i odchorowałam przez kolejną dobę.

Do napisania.

Jak atakowałam wydawców

 

2016-01-15 13.37.41

Opinia o „Seryjnym fotografie”, dostałam ją wczoraj:

Kasia, skończyłam Twoje dzieło. Jestem pod ogromnym wrażeniem, trzymająca w napięciu, z zaskakujacym zakończeniem, naprawdę wróżę Ci karierę. Nie ustawaj w próbach wydania jej i już nie mogę doczekać się kolejnej powieści .

Uskrzydlona zapytałam rano o dalsze losy Seryjnego. Napisałam do sześciu wydawców, którzy dostali powieść pod koniec października.

Doświadczona koleżanka poradziła mi, że należy zapytać o opinię poprzednich, zanim pośle się powieść następnym.

Przed chwilką dostałam odpowiedź od jednego z wydawców.

Właśnie wrzucił Seryjnego na Kindla i zaczął czytać, „powieść zapowiada się interesująco”, a na odpowiedź mam czekać miesiąc.

Niby super, podczas gdy ja zadaję sobie pytanie, dlaczego miesiąc?!

Powinien natychmiast zabrać się za lekturę, zamiast tracić czas  odpisując na maile! 😉

Życzę miłego weekendu.

Do napisania.

Diabeł tkwi w szczegółach

 

2016-01-05 16.36.45

– Skończyłam sczytywać drugą połowę powieści!! – wykrzyknęłam do męża.
– Można ci już przeszkadzać?
– Mam tam trzy genialne sceny – mówiłam jak nakręcona.
– A ile trzeba scen na powieść?
– Ja wiem…? Co najmniej czterdzieści…
– To robisz postęp!

Ta rozmowa miała miejsce w czwartek, siódmego stycznia. Prawdę mówiąc, nie wiedziałam jak odkręcić dłużyzny w początkowych scenach. Powinnam je ostro przyciąć, ale nie kosztem istotnych tropów. Nie przespałam nocy, ale rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy.

W piątek po raz kolejny zabrałam się za „Bastion” Stephena Kinga, żeby zobaczyć jak robi to Mistrz, ale jego powieść jest najeżona szczegółami, lektura nie pomogła w cieciu, ale pogrążając się w powieści przynajmniej starałam się zdystansować się od problemu.

Na nic to się zdało. Wciąż chodziło mi po głowie pytanie: „Jak zmusić czytelnika, żeby dobrnął do tych trzech genialnych scen”. Słaby początek zniechęci do lektury, a co gorsza i do autorki;(

Wczoraj wieczorem zaskoczyło. Doskonale wiedziałam już, co wyciąć, a czego brakuje.

Poprawiałam do pierwszej, a od świtu pojechałam z poprawkami dalej. W efekcie mam już sześć gotowych scen, na tyle dobrych, że czytelnik zechce przeczytać siódmą.

A dalej…?

No cóż, piszę wciąż powtarzając sobie w myślach mantrę przeznaczoną na czas poprawek: „Diabeł tkwi w szczegółach, diabeł tkwi w szczegółach, diabeł tkwi w szczegółach”.

Do napisania.

P.S. Tak się zagalopowałam z tymi poprawkami, że przegapiłam kontrolną wizytę u dentysty! Diabeł tkwi w szczegółach;)

Roboczy tytuł „Kochanek żywy i martwy”

2016-01-05 10.37.27

Od napisania pierwszego szkicu trzeciej powieści minęło trzydzieści sześć dni. Stephen King radzi poczekać co najmniej sześć tygodni, bo to dostatecznie długi czas aby zdystansować się do własnego dzieła.

Brak mi cierpliwości dlatego mimo znaków ostrzegawczych (patrz zdjęcie powyżej), sugerujących, że to może za wcześnie, zabrałam się za sczytywanie.

Jeszcze nie poprawiam szczegółów, na tym etapie postanowiłam „uzgodnić” daty i godziny, spójność wydarzeń, zorientować się, które ze scen są scenami, a które tylko sceny imitują i nadają się do przepisania.

Odkryłam, że dwie sceny, które akurat są scenami nic nie wnoszą do fabuły, a wręcz ją komplikują, dlatego nadają się do dokumentnej zmiany lub przepisania.

Muszę ponownie zająć się rachunkami, bo zmieniłam wielkość kredytu i rozjechały się odsetki.

Nie wiem ile w sklepie, o którym mówię, kosztują krewetki, sałatka z alg, ani nawet ryż.

Zastanawiam się, który z bohaterów miałby zainspirować Kingę Earlem Nightingalem, czy może powinna wpaść na to sama.

Bohaterka jest na początku osobą nieśmiałą, a wręcz zahukaną – wywalić momenty, w których ona krzyczy.

Czy rozpisywać się o zakazach i nakazach obowiązujących w Szwajcarii w ramach dobrych stosunków sąsiedzkich? – też pod znakiem zapytania.

To na razie tyle na mojej liście wątpliwości. Jestem w połowie powieści.

Ciąg dalszy relacji nastąpi niebawem.

Do napisania.