Lista noworocznych postanowień

2015-12-30 15.42.45
Dwa listy, które dostałam w ostatnich tygodniach w sprawie „Seryjnego fotografa”:

„skończyłem czytać Pani powieść i podzielę się z Panią swoimi refleksjami. 

Generalnie jestem dobrego zdania o tej książce i widzę różne jej zalety: dobry język, wartka narracja, żywa akcja i wyraziście nakreślone postacie. Podobał mi się pomysł z wprowadzeniem do akcji narkolepsji – choroby mało znanej i nieco dla większości ludzi egzotycznej, a opisanej w sposób realistyczny i przekonujący. Także genewskie realia są przekonujące i wiarygodne, widać że autorka dobrze je zna i wiedzy o nich nie czerpie z internetu. Wszystko to buduje specyficzny klimat książki, którą czyta się z zainteresowaniem i przyjemnością. […]”

„Szanowna Pani,

Jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie naszym wydawnictwem i propozycję. Mimo pewnych walorów, nie uzyskała wysokiej oceny recenzyjnej; w związku z czym nie włączymy jej do planu wydawniczego. Mam nadzieję, że uda się Pani zainteresować innego wydawcę, czego serdecznie życzę.”

Raz fruwałam ze szczęścia, a raz tonęłam we łzach.

I wiesz co? Niczego nie żałuję, chciałabym więcej takiej korespondencji w przyszłym roku.

To dobry znak, nawet jeżeli Seryjny nie załapie się na drukowaną publikację, to już i tak odniosłam sukces. Powieść jest na tyle w porządku, że zmusza czytelników do reakcji. Wcześniej, przy „Rubinowej twierdzy”, nie doczekałam się tylu odmownych listów. Wydawcy milczeli jak grób. Teraz przynajmniej odpowiadają 🙂

Chwilowo jestem w pisarskim zawieszeniu. Moja trzecia powieść leżakuje, bo od napisania jej upłynęły dopiero cztery tygodnie, o dwa za mało.

Mistrz Stephen King radzi odłożyć powieść na sześć tygodni. Wtedy łatwiej się zdystansować, podejść do niej krytycznie jakby nie była własna, ale cudza.

Staram się być rozsądna i słuchać doświadczonego pisarza, ale korci, żeby znów wrócić i zabrać się za obróbkę skrawaniem.

Dlatego znalazłam sobie działalność zastępczą. Tworzę listę noworocznych postanowień, na pierwszej pozycji znalazł się nie lada wyczyn:

Napisać bestseller, albo przynajmniej … jakością kolejnych dzieł zmusić wydawców do odpowiedzi na propozycje wydawnicze.

A Ty? Masz już listę noworocznych postanowień?

Do napisania.

Zdrowego i pogodnego świętowania

2015-12-20 14.58.18

Życzę Ci zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt.

A w nowym roku spełnienia marzeń wszelkich.

Do napisania.

Kasia Sikora

P.S. W tym roku nie miałam czasu napisać świątecznego opowiadania, pochłonęła mnie powieść. Przy okazji nauczyłam się, że przy odrobinie dyscypliny i kontenerze determinacji da się w ciągu czterech miesięcy napisać pierwszy szkic.

Pod choinkę wkładam pierwszą scenę „Żywego i martwego kochanka, jednocześnie”, to wciąż tytuł roboczy. Scena już przeczesana, choć na tapir i farbowanie musi poczekać, aż przeciągnę tekst przez drugą i trzecią wersję.

P.P.S. Miłej lektury.

Tłumaczę z angielskiego

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Co chcesz od Mikołaja – pyta mąż

– Scenariusze Woody Allena.

– Dobra, wgram ci na Kindlea.

– Tylko nie po angielsku!

– Dlaczego zaczęłaś się bać angielskiego?

Prawie się spociłam zanim udzieliłam odpowiedzi. Głupio się przyznać. Cóż ze mnie za pisarka skoro… Odpowiedź wciąż nie chciała przejść przez gardło. Powrócił koszmar sprzed kilku lat, kiedy niezdarnie kreśliłam zdania po polsku.

– Bo… bo… potem mi mówią, że opowiadanie jest tłumaczeniem z angielskiego. Takich rzeczy się nie zapomina, a przynajmniej ja zapomnieć nie potrafię!

Gorzej! Przypomniał mi się komentarz następującej treści:

„Mam wrażenie, że autor znalazł ten tekst w internecie, a potem przetłumaczył i podpisał jako swój”.

Niech to cholera! Śnić mi się to będzie do końca życia. Takiej zniewagi jak żyję nie wymażę z pamięci.

Tymczasem Mikołaj znów postanowił sypnąć serią książek po angielsku. Koszmar powrócił.

Do napisania.

P.S. Co zabawniejsze w jednym ze scenariuszy Allena „Vicky Cristina Barcelona” jest podobny tekst, poeta postanowił, że nigdy nie nauczy się obcego języka, żeby pod jego wpływem nie skalać własnego.

„Koniec”

13-10-18-241

„Nasze wątpliwości są zdrajcami, często przegrywamy, choć moglibyśmy wygrać, ponieważ baliśmy się spróbować.”

William Shakespeare

 

To motto, które ma przyświecać mojej trzeciej powieści, pod roboczym tytułem „Kochanek żywy i martwy równocześnie”.

Czy udało mi się dowieść, że wystarczy chcieć, aby móc? Nie wiem. Jednak w razie jakichkolwiek wątpliwości podrasuję powieść i postępowanie bohaterki w trakcie poprawek.

„Skończyłam pisać pierwszy szkic trzeciej powieści. W poniedziałek, trzydziestego listopada dwa tysiące piętnastego roku o dwudziestej trzy.”

Nie pochwaliłam się tym wcześniej, bo w tamtej chwili jedyne co miałam do powiedzenia to te dwa zdania, dlatego włożyłam je w cudzysłów.

Nie usłyszałam dźwięku fanfar, nie oszalałam ze szczęścia, nie odkorkowałam szampana.

Opanowała mnie pustka.

Coś się skończyło.

Spociła się i zadyszała część mojego ja odpowiedzialna za wymyślanie fabuły, a część świadoma, ta od poprawiania tekstu, jeszcze się nie obudziła.

Dlatego daję jej czas.

Włożyłam tekst do „piwniczki”, niech leżakuje.

Aby wypełnić pustkę zabrałam się za generalne sprzątanie tego co przewróciło się i leżało przez ostatni miesiąc, kiedy w każdej wolnej chwili, włączając w to weekendy, grzałam z tekstem na złamanie karku.

Jeżeli uda się załatwić to co leżało odłogiem i posprzątać na zapas, za kilka dni wrócę do tekstu?

Zobaczymy, dam znać 🙂

Na razie muszę się odciąć, żeby nie dostać świra;)

Do napisania.