Strzałka czasu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przedarłam się przez teorię względności, gonię z powieścią dalej. Piszę czwarty akt niesiona diabelską mocą, jaką daje wiara w siebie po opanowaniu tematu.

I tu właśnie jest pies pogrzebany. Nie, nie w wierze w siebie, ona pomaga, ale czy nie za bardzo prześlizgnęłam się po temacie, a może wręcz przeciwnie, przesadziłam z ilością teorii i nie dość klarownie wytłumaczyłam problem?

Chciałabym poprosić Ciebie, czytelniku o pomoc. Jeżeli czegoś nie zrozumiałeś, albo znużyłam Cię nadmiarem teorii, napisz mi o tym w komentarzu.

Zapraszam do lektury: Scena z aktu czwartego

Do napisania.

Przepraszam, czy jest na sali fizyk?

2015-10-01 17.13.20

„Żywy i martwy kochanek jednocześnie” to tytuł mojej trzeciej powieści.

Założenie: w opowieści zabiorę cię do świata wielkiej finansjery, pokażę jak niebezpieczne bywają spełniające się marzenia o zemście, zwłaszcza jeżeli bohater wierzy w moc jaką posiada świadomość, a na koniec w laboratoriach CERN-u spróbuję cofnąć czas.

Wydawało się to takie proste. Pójdę na CERN i cofnę czas. Niestety, fizyk, z którym przy jakiejś okazji rozmawiałam o powieści, zdecydowanie odradził używanie w celu cofania się w czasie akceleratora, w zamian, sugerował wykorzystać teorię względności czasu i przestrzeni.

Sądziłam, że opowieść szybko uda się skończyć, ale tak nie jest. Myslałam luzik, po kilku tysięcach godzin, spędzonych na studiowaniu, nie takie rzeczy się już przerabiało, zasłużę na doktorat na uniwersytecie YouTubea. Oglądam filmiki na temat einsteinowskich teorii, staram się je zrozumieć, a potem przełożyć mądrości na opowieść zrozumiałą co najmniej dla mojej jedenastoletniej córki.

Już myślałam, że to mam. Że wgryzłam się w sedno. Tymczasem dzisiaj znów dopadło mnie zwątpienie. Jeszcze kilka tygodni, a dobrowolnie zapiszę się na kurs wyplatania koszyków, o ile najbliżsi nie skierują mnie na tę rekreację wcześniej i to pod przymusem.

Do napisania.

Kasia

Wyzwanie: dramat

2015-11-06 12.04.20-1

Takie sobie postawiłam zrobić wyzwanie:
termin: 2016-06-30
temat: utwór dramatyczny o charakterze komediowym
Na razie informuję nieoficjalnie.

Jak skończę pisać pierwszy szkic powieści, nastawię zegar i dam znać, że to dzień zero, a do końca projektu zostało dni X.

Zainteresowanych współzawodnictwem odsyłam do linku:powszechny.pl/pl/komediopisanie-1/
Żeby Wam za łatwo nie było. No!

Miłego weekendu, kochani.

Do napisania

P.S. Nie wiem jeszcze czym jest „utwór dramatyczny o charakterze komediowym”, zgaduję, że chodzi o scenariusz sztuki teatralnej napisany z humorem.
P.P.S. Zdaje się, że w dzień zero będę musiała zacząć solidny reaserch, żeby zorientować się jak to to się pisze i na czym się najłatwiej potknąć.

Huśtawka nastrojów.

2015-10-01 17.02.53

Kilka dni temu Zysk odmówił publikacji Seryjnego, ledwo się pozbierałam.

A dzisiaj z radością informuję, że pani redaktor z innego wydawnictwa, nie tylko mnie pamięta, ale właśnie zabrała się za lekturę. Nawet jeżeli skończy się to klapą i tak czuję przypływ optymizmu.

Skąd niby redaktor miałaby pamiętać Katarzynę Sikorę, której jedynym osiągnięciem pisarskim jest wydane całkiem niedawno kilkustronicowe opowiadanie o zgorzkniałej kucharce?

Otóż korespondencja z panią redaktor zaczęła się ponad rok temu. Pisałam już o tej wpadce, ale co tam, przypomnę.

W październiku ubiegłego roku dostałam list z wydawnictwa z sugestią, że powinnam jeszcze raz, powoli, przeczytać Seryjnego i dopiero wtedy posłać go do wydawcy.

Ogłupiona serią odmów, przeczytałam tamtą wiadomość bez zrozumienia, a następnie wyparłam z pamięci.

Dopiero niedawno odkopałam tamten list. Przeczytałam i poczułam jak pot ścieka mi po plecach.

Mnie, początkującej adeptki na pisarkę, nie stać na pozostawienie bez odpowiedzi tak, mimo wszystko, pokrzepiającego listu!

Po blisko roku, odpisałam pani redaktor, przyznając się do otępienia jakie dopadło mnie w tamtym okresie.

Nie odpowiedziała.

Pięknie! Sądziłam, że prawda obroni się sama, a wyszłam na rozkojarzoną wariatkę. Teraz już nikt nie będzie ze mną rozmawiał.

Rozgoniłam czarne myśli i zabrałam się za chyba tysięczną z kolei lekturę Seryjnego.

Poprawiałam i mimo braku kontaktu z panią redaktor, znów posłałam powieść do wydawnictwa.

I tym razem nie było reakcji.

Minęły trzy tygodnie.

Kilka chwil temu dostałam wiadomość! Pani redaktor zapewniła, że o mnie pamięta i oświadczyła, że natychmiast zabiera się za lekturę:)

Trzymaj kciuki.

Błagam!!!

Do napisania