Pięćdziesiąta rocznica

2015-04-18 08.58.59

W niedzielę dziewiętnastego kwietnia tego roku miałam zaszczyt uczestniczyć w obchodach pięćdziesiątej rocznicy ślubu moich teściów.

Wciąż dochodzę do siebie po dwudziestopięciogodzinnej  podróży, ale nie o tym…

Na imprezę zjechali goście z całej Polski, więc na wąskie rodzinne grono złożyło się około sześćdziesięciu osób. Atmosfera wspaniała, gościom dopisywał humor. Nie obyło się też bez łez wzruszenia, kiedy teść w swojej płomiennej przemowie opowiadał o tym jak poznał przyszłą żonę i jak uczyli się siebie, aby przeżyć ze sobą, nie obok siebie, ale właśnie ze sobą pięćdziesiąt lat. Na koniec wręczył żonie pierścionek. Oniemieliśmy ze wzruszenia.

Długo jeszcze będę miała o czym myśleć i co wspominać. Kiedyś dokładnie opiszę tamten wspaniały dzień… opowiem też o atrakcjach, w tym o przejażdżce konnej😉 Na razie załączam opowiadanie.

Napisałam je długo przed tym, zanim dowiedziałam się o rocznicy ślubu teściów. Tematem konkursu, na który je posłałam była starość. Konkurs nigdy nie został rozstrzygnięty, więc opowiadanie utknęło w szufladzie. Wracając do tekstu, miał być na poważnie, a jak wyszło sam oceń.

Dedykuję tekst teściom i przypominam, że zarówno postaci jak i fakty są fikcyjne, a ewentualne zbieżności przypadkowe.

Zapraszam do lektury opowiadania  Złote gody.

Jeżeli spodobało Ci się opowiadanie zostaw komentarz, proszę.

Do napisania.

Katarzyna Sikora

Ja w radio?!

 

2015-03-22 19.25.53

 

Wystąpiłam w Radio Kultura i Sztuka, w charakterze człowieka z pasją w audycji Pasjonaci.

Darka Dłużewskiego, aktora, człowieka czynu i równocześnie prezentera radiowego poznałam kilka tygodni wcześniej. Przez Facebooka zaprosił mnie do audycji Pasjonaci, której można posłuchać w każdy poniedziałek o godzinie dwudziestej w Radio KiS. Byłam totalnie zaskoczona.

Zadawałam sobie pytanie: dlaczego padło akurat na mnie? Kim ja jestem, żeby mówić o pisaniu? Potem ogarnęło mnie głównie przerażenie, bo o czym, do diaska!, miałabym mówić. Przez godzinę?!!

Nigdy nie rozmawiałam o pisaniu głośno. Przyjmowałam „na klatę” pisemne uwagi i komentarze od Ciebie i podobnych do mnie zapaleńców, ale żeby o tym mówić i to na antenie…?

Darek nie ustępował. To prawdziwy pasjonat. Jak postanowi dopiąć swego, to nie ma na niego mocnych.

I tak oto spotkaliśmy się na antenie radia, on melancholijny, ja śmieszka (bo to mój sposób na stres) ja przerażona, on pełen wiary, że się jednak uda.

Czy się udało? Sam oceń.

Sugeruję słuchać od drugiej połowy audycji. Na początku okropnie się stresowałam, potem już bardziej przypominam siebie;)

Zapraszam do posłuchania audycji Pasjonaci

Komentarze mile widziane.

Do napisania.

Katarzyna Sikora

Wyjaśniam primaaprilisowy wpis

2015-04-02 14.01.18

 

Opowieść, którą zamieściłam wczoraj wpis primaaprilisowy, nie jest do końca zgodna z prawdą. Wprawdzie odbyliśmy kila godzin konwersacji, chwała przynajmniej za to, że koledzy zaczęli ze sobą rozmawiać, jednak dyskusje przeważnie kończyły się pyskówką. Nauczycielka nie wytrzymała nerwowo, więc ucięła nam lekcje konwersacji już po trzech dniach;(

A co do podstępu… hm, nie jestem aż tak szalona, żeby spodziewać się rozwiązania ciąży w terminie:) Dlatego zapisałam się na ten kurs z odrobinę większym wyprzedzeniem niż spodziewana data przyjścia na świat mojego dziciątka;) )

Do napisania.

Katarzyna Sikora

 

 

Jak jednałam zwaśnione narody

2013-08-14 17.15.55

Dopiero w mocno zaawansowanej ciąży postanowiłam nauczyć się francuskiego. Dotąd wystarczał angielski, ale czekał mnie pierwszy w życiu poród, więc nie mogłam ryzykować, że nie dogadam się z położną.

Szukałam intensywnego kursu, bo do rozwiązania został miesiąc. Wreszcie trafiłam na kurs idealny, kończył się dzień przed rozwiązaniem! (dla mnie deadline to rzecz święta, zawsze się go trzymam)

Cztery godziny dziennie, codziennie przez miesiąc w dodatku grupa była bardzo nieliczna.

Już na pierwszej lekcji poczułam niepokój. Nikt ze sobą nie rozmawiał, tłumaczyłam sobie, że może koledzy są onieśmieleni.

Następnego dnia, facetowi za mną wypisał się długopis, więc poprosił o pożyczenie. Nie miałam zapasowego, dlatego zwróciłam się do kolegi przede mną. Podał mi długopis, a ja przekazałam dalej. Gość po mojej prawej stronie potrzebował gumki. Też nie miałam, więc znów zaczepiłam tego z pierwszej ławki. Zaczynałam się już trochę denerwować, bo umykał mi wykład prowadzony po francusku, z którego nie rozumiałam nawet połowy.

– Dlaczego sam go nie poprosisz? – zapytałam trzeciego w potrzebie, który znów zwrócił się do mnie, choć już wszyscy musieli zauważyć, że to ten z przodu jest najlepiej wyposażony!

W odpowiedzi gość tylko przewrócił oczami.

Dopiero na przerwie nauczycielka odciągnęła mnie na bok i wyjaśniła o co chodzi.

– W naszej grupie mamy dość niefortunny zestaw uczniów – zaczęła po francusku, ale widząc tępotę malującą się na mojej twarzy, powtórzyła po angielsku.

– Palestyńczyk, Izraelita, Turek i Kurd! – poinformowała.

A mnie zatkało.

– Dlatego odwołujemy zajęcia z konwersacji – dodała.

Wreszcie oprzytomniałam.

–  Pojednam ich! Chcę konwersacji! Muszę urodzić to dziecko! – wykrzyknęłam  i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Do napisania.

Katarzyna Sikora