Wyglądała jak hiena!

2015-03-22 19.25.36

Byliśmy wczoraj na koncercie Violetty, tej serialowej, która bije rekordy popularności wśród dziewczynek w wieku od siedmiu do piętnastu lat.

Na widowni same dziewczynki. Świąteczne i przejęte!

Mojej córce uśmiech nie schodził z twarzy.

Wspaniały show! Magia świateł dźwięku. Na widownię spadało konfetti w kształcie serc! Pięknie wyreżyserowane, a młodzi aktorzy dawali z siebie wszystko.

Mimo to poczułam się wykiwana.

Bohaterka, Violetta, która w filmie jest zaszczutym dziewczątkiem, wciąż wykorzystywanym i oszukiwanym, na scenie robiła tak wredne miny, że nie mogłam na nią patrzeć!

Kilka razy nawet się uśmiechnęła, ale to nie był naturalny uśmiech. Wyglądała jak hiena szykująca się do ataku!

Co się stało ze spójnością tej postaci? Zastanawiałam się od pierwszego do ostatniego utworu. I do teraz nie daje mi to spokoju;)

Do napisania.

Katarzyna Sikora

 

 

Wyhodowałam sobie czytelnika

2015-03-11 13.29.20-2

Wczoraj zaczęłam pisać opowiadanie na kolejny konkurs. Obiecałam sobie tego nie robić, bo niepotrzebnie się rozpraszam. Poprawiam właśnie symultanicznie dwie powieści i na tym powinnam się skoncentrować. Ale uzależniłam się od konkursów i nie potrafię ich sobie odmówić;)

Siedziałam i knułam, klepiąc w klawisze, wstałam, dopiero gdy dojechałam do trzech czwartych opowieści i to tylko dlatego, że musiałam pędzić z córką po nowe buty.

Czekałam na boisku szkolnym i zastanawiałam się, które zakończenie lepsze…

Szczęśliwie mam dziesięcioletnią doradczynię, z którą mogłam to skonsultować;)

Po powrocie do domu, ona szykowała nam podwieczorek, a ja czytałam opowieść. Nieskończoną. Ale „- mamo, koniecznie muszę to usłyszeć”.

Omijała niewykończone fragmenty, opornie się czyta takie niedorobione dzieło.

„- No i co dalej, co dalej, czytaj!”

Prawie się popłakałam ze szczęścia, ale przełknęłam ślinę i wyprostowałam łamiący się głos, po czym doczytałam do końca, który końcem jeszcze nie był.

„- Pisz dalej, bo to ciekawe” – powiedziała córka.

Przysiadłam o świcie i zabrałam się do poprawek, bo po takiej reakcji, aż chce się chcieć pisać.

Sam powiedz, jaki to szczęście „wyhodować” sobie tak wdzięcznego czytelnika:)

Życzę Ci równie udanego końca tygodnia!

Do napisania.

Kasia

Może powinnam napisać o giełdzie? Bo na tym się znam.

 

2014-09-28 16.03.10

Koleżanka, to o Tobie Jolu,  zasugerowała mi, że powinnam napisać powieść na podstawie mojego korporacyjnie-hardkorowego opawiadania Zysk lub na zbity pysk

Jest zachwycona opowiadankiem.

Może o tym właśnie powinnam pisać o korporacyjnych-hardkorach?, zastanawiam  się .

I dopiero przed chwilą przypomniałam sobie, że ja już mam powieść może nie korporacyjnie-hardkorową, ale zdecydowanie o tym, na czym się znam!

To o giełdzie, tyle że winnej, a nie papierów wartościowych. I o produkcji win w Chateau Le Tieck, które „zbudowałam” dwie przecznice od mojego domu.

Problem w tym, że to moja pierwsza powieść i na niej uczyłam się pisać. Musiałabym ją dokumentnie przepisać, żeby się nadawała.

Przepisywać „Rubinową twierdzę”, czy grzać z trzecią powieścią?

Co mi radzisz?

Do napisania.

Kasia

Król Łgarzy

2015-02-25 18.01.25-2

Koleżanka zasugerowała, żeby posłać mój teks na 32 Turniej Łgarzy.

Ogólnopolski Turniej Małych Form Satyrycznych odbędzie się w Bogatyni.

Można wygrać trzy tysiące złotych i otrzymać tytuł Króla Łgarzy. Na koronacji zależałoby mi najbardziej!

Pół dnia spędziłam skracając dwa teksty z dziesięciu i sześciu stron do trzech. Na koniec dopadły mnie wątpliwości, czy aby nie umieścić tych tekstów na blogu, więc poradziłam się córki. Tak w sumie głownie, żeby zagadać.

Siedziała nad Minecraftem obrażona z powodu duchowej nieobecności wgapionej w komputer matki.

– Ślij  na konkurs – poradziła. – Wypadałoby wreszcie coś zarobić na tym twoim pisaniu – odezwała się głosem mojej mamy.

No to poślę. A co mi tam;)

Do napisania.

Katarzyna Sikora

Zapiski kulturalne udostępniły moje opowiadanie.

 

2015-02-25 18.37.48

Bardzo się cieszę i serdecznie dziękuję.

Oj, serce rośnie za każdym razem, gdy okazuje się, że moje opowieści przypadną komuś do gustu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie dorobiła legendy do tej historii. Przygoda rodem z andersenowskich „Nowych szat Cesarza” zdarzyła się naprawdę w moim „poprzednim życiu”, kiedy podobnie jak moja bohaterka, tłukłam kasę łapiąc się na hossy i bessy na giełdach.

Obcasy też moje.

Resztę szczegółów przemilczę, bo mąż się denerwuje, kiedy mówię o tym publicznie;)

Zobacz wpis na facebooku:   Zysk lub na zbity pysk

Do napisania.

Katarzyna Sikora