Listopadowo i bezproduktywnie

2014-11-17 11.32.11

Bilans tygodnia

Z mózgu zrobił mi się wiór, co napisałam to, ani przy tym nie zapłakałam, ani się nie uśmiechnęłam. Płasko i listopadowo. Tak minął mi poprzedni tydzień.

Podsumowując:
Ugotowałam czternaście gorących posiłków,
zrobiłam sześć prań,
odgruzowałam jeden pokój,
nałożyłam karę na dziecko, ale zaraz ją umorzyłam, stwierdziwszy, że kary nic nie dają,
podjęłam pięć decyzji konsumpcyjnych i jedną inwestycyjną,
napisałam sześć stron śliskiego jak flaki w oleju tekstu,
osiemdziesiąt trzy razy zajrzałam w skrzynkę pocztową sprawdzając czy nie ma wieści od wydawnictw w sprawie „Seryjnego fotografa”.

Razem: sto dwadzieścia dwie podjęte akcje, które nie zmienią biegu historii. Gorzej! Których nikt nie docenił, ba, nawet nie zauważył;)

Dzisiaj poczułam w sobie parę. Mam nadzieję, że ten tydzień będzie lepszy od poprzedniego. Może przynajmniej moim bohaterom uda się odwrócić bieg historii;)

Do napisania.
Kasia

Dostałam odpowiedz z wydawnictwa w sprawie Seryjnego fotografa!!!!!!!

2014-10-24 14.30.29

Co ja mówię… odpowiedż! To recenzja mojej powieści i obietnica równocześnie!:)

„Pani Katarzyno,

Zainteresował mnie Pani tekst, ale zanim przekażę go recenzentom, przedstawię Pani swoje niepokoje.”

Przepraszam Cię wycięłam ten fragment, powinnam tu wstawić nawias kwadratowy i wykropkować, ale teraz, z nerw, nie wiem jak go znaleźć. Katastrofa!

Potem wymienione zostały uwagi, z którymi zdołam się uporać w maksymalnie dwa tygodnie.
A dalej list leci tak:

„Teraz proszę jeszcze raz z dystansem przeczytać powoli nowy tekst. Myślę, że da się z tego zrobić całkiem zgrabną historię.”

Nawet jeżeli Seryjny nie zostanie wydany, sam fakt, że dostałam recenzję, będzie mnie ładował energią jeszcze baaaardzo długo!:)

Do napisania.

Kasia

Do trzech razy sztuka.

2014-11-03 16.31.52

Od kilku dni znów piszę trzecią powieść.

Narzuciłam sobie takie tempo, że mam już pierwszy draft pierwszego aktu i jak na ten etap całkiem nieźle dopracowaną pierwszą scenę. Przed chwilą skończyłam ją poprawiać.

Myślę nawet, w swojej próżności, że gdyby przeczytał ją teraz jakiś krytyk, być może pochwaliłby mnie za „niezły dobór detali”;)

A prawdę mówiąc, jestem tak naładowana teorią na temat pisania, że samo pisanie przychodzi niemal automatycznie i bezwiednie.
Może to jest metoda?

Tylko co jeżeli wreszcie wiedza ułoży się pod moją czaszką, a ja znowu zostanę sam na sam z pisaniem. Czy wciąż będzie tak łatwo;)

No nic, przestaję zastanawiać się nad odległą przyszłością. Grunt, że robota posuwa się do przodu:)

Do napisania
Kasia