Dzień Świstaka

Wpadłam w matnię.

Poprawiłam czterdzieści pięć stron powieści.

Bardzo gruntownie, bo co kliknę w plik, to się otwiera na pierwszej stronie.

Każdego dnia zaczynam, więc od początku i sił mi starcza do czterdziestej piątej. I tak mam od sześciu dni;D

Do napisania.

Kasia

 

Potrzebuję sekretarki!;D

12-10-16-138

Nie wiem, co się stało z moją żyłką organizatora?

Dla kogoś potrafię przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze, ale jeżeli chodzi o moją własną „działalność” literacką, gubię się jak ślepy we mgle. Ja, zodiakalna Panna, której nic nie jest w stanie zaskoczyć, nawet przyszłego męża „obwąchiwałam” przez osiem lat, a bo to wiadomo? Lepiej się upewnić;D

Dzisiaj zrobiłam statystyki i okazuje się, że posłałam „Seryjnego fotografa” do zaledwie dwunastu wydawnictw. Z czego jedno odpowiedziało mi, że kryminał to nie ich działka, brawo, Kasiunia!;D nawet tego nie sprawdziłaś;D

Podsumowanie:

Dostałam dwie odpowiedzi odmowne.

Dwie z propozycją współfinansowania.

Dwa wydawnictwa nie potrafią podjąć jednoznacznej decyzji.

A pięć jeszcze nie zabrało się za lekturę.

No nic, lecę poprawić i zacznę podsyłać do reszty wydawnictw, aby zwiększyć szanse „Seryjnego fotografa”.

Do napisania.

Kasia

PS. Mąż okazał się udany. Po osiemnastu latach znajomości nie zmieniłam zdania:D

Zaczęłam gonić w piętkę

2013-06-20-14.38.41

Ilość zadań, na które ostatnio się porwałam przerosła nie tylko mnie, ale i mojego kota. Biedak wpadł w depresję, nie żarł przez tydzień, zapomniał jak się aportuje lokówkę (to jego ulubiona zabawa;D). Może to ta moja wyobraźnia, ale mam wrażenie, że zaniedbany zwierzak też ma prawo mieć chandrę.

Postanowiłam zwolnić tempo. Na jakiś czas zapomnieć o konkursie, na którym moje opowiadania są raz chwalone, a raz mieszane z … z błotem;D

Na jakiś czas oderwę się od trzeciej powieści i skoryguję Seryjnego. Nie ma pośpiechu, dwadzieścia stron dziennie musi wystarczyć.

Nastawiłam się głównie na „podbijanie stawek” i ubarwianie szwajcarskich klimatów, ale zasadniczo jadę po wszystkim co mi się przestało podobać.

Od ostatniej lektury Seryjnego upłynęło pięć miesięcy i zdaje się, że od tego czasu sporo się nauczyłam.

Trzymaj kciuki, proszę:D

Do napisania

Kasia

Kolejny konkurs

 

2013-05-06 20.47.29Znowu wrzuciłam tekst na konkurs i ponownie przeżywam katusze patrząc jak moje opowiadanie jest rozrywane na strzępy.

Na domiar złego, opowieść zamieściłam anonimowo, nie wolno mi się przyznać do autorstwa. Nie mogę bronić mojej prozy, a ta sama, tym razem, się raczej nie obroni!;D

Zrozumiałam, że romans to nie jest moja bajka. Wprawdzie byłam tego świadoma od początku, ale lubię wyzwania, więc podjęłam kolejne. Eksperymentowanie dotąd sprawiało mi radość, ale teraz już sama nie wiem…

Mam za swoje. Non stop włażę na Facebook, w miejscu usiedzieć nie mogę. Na domiar złego dziecko wciąż ode mnie czegoś chce, a proza życia mnie przyzywa.

Błagam tylko o kilka minut spokoju, żeby spojrzeć, na piętrzące się komentarze.

– Czy nie możesz sobie sama wziąć tego jabłka, czy raz może być niepokrojone?!

– Mamo, błagam… czym ty się tak denerwujesz?

– No przecież net nie śpi, net nie poczeka. Muszę wiedzieć, co o moim tekście sądzą czytelnicy.

Zaglądam i widzę miażdżące komentarze, doszukiwanie się ukrytych treści, dokładnie nie tam gdzie je włożyłam. I znowu boli mnie głowa.

Sama sobie zgotowałam ten los…

No żeż ty, a przecież zaklinałam się, że w przyszłości zamierzam unikać konkursów. Powieść miałam pisać…

Eh, samo życie;D

Do napisania

Kasia

Kłody pod nogi

Moja trzecia powieść liczy sobie sześć tysięcy słów z niewielkim okładem, końca nie widać, a na ciąg dalszy nie mam czasu.

Dziecko choruje co drugi tydzień. Wcześniej zatrucie pokarmowe. Ten środkowy spędziliśmy w górach w ramach ferii semestralnych. A w trzecim grypa ewoluowała w coś  gorszego. Druga wizyta u pediatry nic nie wniosła, a jutro mamy trzecią. Zbadamy krew, żeby dowiedzieć się, co to.

Rozpalona Nati leży wtulona we mnie przez większość dnia i nocy, a ja serwuję jej napoje i wciąż wymykam się do kuchni, żeby przygotować smaczne jedzonko, które i tak ląduje w koszu.

Wtulone w siebie oglądamy programy kulinarne, w nadziei na to, że pobudzą apetyt pacjentki;D Ale nic z tego.

Prześladuje myśl, że przy takiej ilości leków na pusty żołądek, Nat, jak nic, nabawi się choroby wrzodowej.

O i bądź tu człowieku mądry i pisz wier… powieść.

Do napisania.

Kasia