Opowiadanie „nie z tego świata”.

11-08-04-323

Wygrzebałam to opowiadanie z czeliści szuflady, pewnie bym o nim zapomniała, gdybym nie potrzebowała „przeciwwagi” do stanu zawieszenia w jakim tkwię czekając na odpowiedzi wydawców.

A przecież są światy, w których zaledwie sekunda zwłoki kosztuje miliardowe straty. Sekundy, za które wybitne jednostki płacą karierą i popadnięciem w niełaskę. Sekundy, w których ważą się losy świata.

Jedni porzucają godność, inni rzucają się z okien, podczas gdy najodważniejsi narzucają sobie dyscyplinę i zaczynają wszystko od nowa.

Świat pędzi do przodu, tymczasem ja sobie czekam…

na odpowiedzi wydawców…

od końca listopada;D

Zysk lub na zbity pysk

Zapraszam do lektury! 😀

Do napisania.

Kasia

Odpowiedź TEGO wydawcy nie jest jednoznaczna.

Z jednej strony wydawca twierdzi, że książka jest wciągająca, sprawnie napisana i chętnie by ją wydał.

Z drugiej, patrząc od strony marketingowej, są minusy: autor nie jest znany, tekst nie podąża za modą (dla wydawcy jako czytelnika to zaleta, ale już wydawcy-wydawcy – niekoniecznie), a akcja nie dzieje się w Skandynawii 😉

Na razie mój rozmówca nie wie co powiedzieć, ale udzielił mi odpowiedzi, bo prosiłam.

No i tak to na razie wygląda.

Targają mną uczucia skrajne. Raz się uśmiecham, a raz ledwo powstrzymuję się przed płaczem. Ale zasadniczo mam w głowie pustkę;D

Do napisania.

Kasia

Wciąż czekam na odpowiedź od TEGO wydawnictwa…

Czekam i czekam i doczekać się nie mogę. A ponaglać postanowiłam zacząć dopiero jutro.

W międzyczasie dostałam odpowiedź od innego wydawnictwa. Niestety negatywną!

Witam,

pani Katarzyno, nie podejmiemy się wydania. Dziękujemy za przesłanie propozycji.

Pozdrawiam […]

To pierwsza negatywna odpowiedź dotycząca Seryjnego… Chciałam wiedzieć na czym stoję i wiem, po to przecież wysłałam maila. A to dopiero początek.

Do napisania.

Kasia

Czekać to trzeba umieć…

Od dwunastej czekała, do czekania zachęcając bratnie dusze. Gdy myślała, że emocje rozpłynęły się. Gdy robotę ogarnęła i siebie… Przyszedł czas, żeby odebrać dzieciaka ze świetlicy. Na automatycznym pilocie, ale  odebrała. Poszła z dzieciakiem do sklepu obiecane karty Pokemona kupić. Bo dzieciakowi comiesięczna pensja wpłynęła do kieszeni, więc od razu musiał ją wydać.

Idą przez miasto. Ona wgapiona w ekran telefonu, a obok dzieciak uginający się pod ciężarem tornistra. Targa na plecach dziesięć kilogramów wiedzy, choć pozostałe trzy czwarte zostały w klasie, nie jest dobrze.

Dzieciak ugina się pod ciężarem, ale ona tego nie widzi. Jedyne na co patrzy to mail. W każdej chwili może przyjść wiadomość od wydawcy w sprawie jej powieści.

Dzieciak gnie się, ale buzia mu się nie zamyka. O pokemonach nadaje, nazwy wymienia. Lecz ona nie słucha. Dzieciak się do niej tuli, ale ona nie czuje. Wciąż tylko w maila patrzy. A, i jeszcze warto by sprawdzić czy na Facebooku nie powiększyło się grono czekających. Bo w grupie raźniej!

– Mamo, słyszysz? – pyta dzieciak.

– Nie, przepraszam – opowiada. Po raz pierwszy odrywa wzrok od ekranu i spogląda na dzieciaka.

Dopiero teraz dostrzega, jak bardzo tornister dzieciaka przytłacza. Patrzy w niebieskie ślipka wgapione w siebie jak w wypasioną kartę Pokemona i czuje dotyk malutkiej pulchnej dłoń, która z czułością gładzi ją po przedramieniu.

– Przepraszam Laleczko, dzisiaj wydawca obiecał, że wyśle odpowiedź w sprawie „Seryjnego fotografa„ – jak zwykle w nerwach włącza jej się słowotok. – Nie mogę się na niczym skoncentrować. Rozumiesz?

Córeczka patrzy na matkę, a ona widzi w jej błękitnych, mądrych ślipkach zrozumienie.

Zdejmuje z jej plecków tornister, co powinna uczynić dużo wcześniej, tuli swoje maleństwo i odgarnia ze spoconego czółka mokre blond włoski. Wie, że na to nie zasłużyła. Nie zasłużyła na taką wyrozumiałą małą istotkę.

– Mamo, będzie dobrze! – mówi Laleczka.

A matka już nie potrafi powstrzymać łez, teraz ona ugina się pod ciężarem tornistra i jeszcze większym bagażem – Tobołem pełnym wyrzutów sumienia.

Do napisania ;D

Kasia

 

Panie Macieju,

Znów zjawił się Pan w trudnym momencie. Tym razem dopadły mnie smoki. Najgorszy jest ten perfekcjonizmu;D

Siedzę i nanoszę poprawki, które nasuwają mi się po przeczytaniu komentarzy do moich tekstów. Wzięłam udział w konkursie na grupie zamkniętej na Facebooku. Stałam się członkiem tajnej organizacji;D Plusem tego wydarzenia i grupy są komentarze, które ukazują się na bieżąco pod opublikowanymi anonimowo opowiadaniami.

Wczoraj w nocy dostałam nawet wnikliwą analizę jednego z tekstów (poniosło mnie, wysłałam dwa;D). Tak sobie wzięłam do serca zasugerowane poprawki, że dzisiaj od rana wpadłam w ferwor pracy. Na początku lutego wrzucę te dwa teksty na bloga, póki co nie mogę się przyznać do autorstwa;D

Dochodzę do wniosku, że jest kilka rodzajów cierpliwości. Ta, która pozwala poprawiać i pisać teksty stała się przyjacielem. I  ta druga, w którą muszę się uzbroić czekając na werdykt jury i wydawców. Ta cierpliwość powoduje u mnie duszności i stany lękowe… Ups, znowu przesadziłam;D Ale i tak czekania nie cierpię.

Panie Macieju, jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa i wiarę we mnie, dodaje mi Pan skrzydeł!:D

Pozdrawiam ciepło.
Kasia

Smutno mi, że nie wygrałam…

13-07-28-298

Jedno z opowiadań, tych, które napisałam na fali przedświątecznego pisarskiego amoku, to współczesna opowieść wigilijna.

Wiem, brzmi to próżnie, ale nie pisałam tego tekstu dla nagrody. Swoją drogą były dość marne: skrub do ciała, mgiełka zapachowa i tym podobne;D Zależało mi wyłącznie na tym, żeby tekst został opublikowany:D
Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Nie chciałam nagrody rzeczowej, liczyłam na to, że tekst ukaże się drukiem;D

Niestety moje opowiadanie nie znalazło się wśród wyróżnionych tekstów. Nie zostało więc opublikowane.

Przez kilka godzin chodziłam jak struta. Nie było mi żal czasu, bo każde opowiadanie to praca nad warsztatem, a praktyka jest bezcenna. Zastanawiałam się za to nad tym co zrobiłam „źle”. A może istnieje recepta na sukces w konkursie literackim? Tylko ja jej jeszcze nie odkryłam…

Czas goni, a ja liczę na to, że kiedyś „błysnę geniuszem;D”. Bo jak twierdzi poeta: geniuszem się nie jest, nim się bywa…

Na fali tych filozoficznych przemyśleń, które mimo wszystko utwierdziły mnie w przekonaniu, że praca popłaca, przyszła mi do głowy myśl, że sama sobie opublikuję to opowiadanie.
Na blogu! A co?!:D

Zapraszam do lektury: Co komu pisane…

Do napisania.
Kasia

PS. No i znowu zrobiło mi się smutno, że nie wygrałam. Trzeba było zamknąć tę kartę historii i do niej nie wracać…