Jak udało mi się spojrzeć na moją powieść z dystansem.

Właśnie kończę pisać streszczenie do „Seryjnego fotografa”, bez tego żaden wydawca nie rzuci okiem na tomiszcze. Niby miałam już jedno, bo bez tego wstępnego szkicu nie ruszyłabym z miejsca. Ale wydawcy potrzebne jest nowe streszczenie, bo powieść nieco wymknęła się spod kontroli i nie jest już taka na jaką się zapowiadała;D
No właśnie, streszczenie… Ciężki kamień do zgryzienia, bo jak tu ująć na jednej stronie wszystkie wątki, nawet z głównym się nabiedziłam, a co dopiero te poboczne?

Po kilkudniowej walce wreszcie mam streszczenie, ograniczyłam się do wątku głównego. Poboczne niech już wyjdą przy lekturze, o ile streszczenie przyciągnie uwagę wydawców.

Okazuje się, znowu, a przecież kiedyś to już odkryłam, że streszczenie, to ostateczne, też pomaga przy poprawianiu powieści. Wtedy dopiero jak na dłoni widać, że tempo nierówne, a któryś z bohaterów „wypadł” z powieści na zbyt długo. Mało tego streszczenie pozwoliło mi „na zimno” przyjrzeć się własnemu dziełu.
Odkryłam na przykład, że dziesięciu stron w rozdziale drugim nie da się streścić. Nic się tam nie dzieje, nic co dotyczyłoby wątku głównego, w każdym razie. Bo, albo wprowadzałam wątki poboczne, albo je zamykałam. Napisałam dziesięć stron, których nijak nie dało się streścić!
Skoro ja to tego doszłam, to co dopiero powie wydawca?!

Po raz pierwszy spojrzałam na moje dzieło z dystansu. Kto by pomyślał, że to w ogóle możliwe?:D

Długo myślałam co zrobić z tymi stronami, których nie da się streścić. Mogłam wprowadzić tam więcej akcji, tylko że tempo zapewne zmęczyłoby czytelnika, albo… Ostatecznie rozbiłam te sceny, w których wprowadzałam wątki poboczne, lub je zamykałam i wlepiłam je w sequele między scenami z wątkiem głównym.

Chyba udało mi się wyrównać tempo akcji. Chyba, bo to jednak wciąż moje dziecko, mimo że przez kilka dni patrzyłam na nie z dystansem.

Co robisz, żeby spojrzeć na zimno na swoje dzieła? Pisz, proszę, w komentarzach.

Do napisania.
Kasia