Podłożyłam się

Podłożyłam się

Z masochistycznych, dzisiaj już niezrozumiałych dla mnie pobudek, wczoraj zamieściłam mój reportaż na Weryfikatorium.pl. Zgodnie zresztą z oczekiwaniami, zostałam… Nie, wróć! Mój tekst został obsztorcowany.
Najgorsze było to, że ogólną intencję krytyki zrozumiałam, ale jeżeli chodzi o szczegóły… To była dla mnie czarna magia. Masakra, czasami zastanawiam się „Z czym do ludzi?”.

Z „normalnymi czytelnikami” jakoś sobie radzę, ale krytycy to już zupełnie inna bajka. Nie rozumiem ich uwag, nie łapię co to jest „odległość pomiędzy kreacją a błędem autorskim” ani „komizmu, który powstaje w pastiszu ponad dosłownością narracji” .

Brakuje mi humanistycznego wykształcenia… Jedyne czym dysponuję to entuzjazm i upór.

Ale chcę wiedzieć, chcę pojąć o co chodzi, bo to jedyna szansa, żeby udoskonalić warsztat.

Dlatego zwróciłam się do mojego krytyka na PW, bo tak publicznie wstyd mi się było przyznać , że zwyczajnie nie jarzę, i poprosiłam o wyłożenie mi kawy na ławę w jak najbardziej przystępny sposób.

I znów okazało się, że niepotrzebnie się bałam. Bo mój krytyk nie tylko mnie nie wyśmiał, ale wyjaśnił nad czym jeszcze powinnam popracować. Wręcz podał mi to na talerzu!

Szkoda tylko, że musiał mi wytłumaczyć moje własne intencje, bo nie było ich widać w tekście;D

Poprawiłam ten mój reportaż. No, prawie, mam nadzieję, że jestem blisko „konwencji”. Poczekam ze dwa dni, może spłynie na mnie jeszcze jasność i wymyślę coś lepszego.

Tak czy inaczej, okazało się, że warto się czasem pokazać na forum publicznym. Krytyka boli. Ale jeżeli jest konstruktywna, można tylko zyskać.

Do napisania
Kasia

PS. Żeby nie być gołosłowną;D Jeżeli chcesz zobaczyć tekst i komentarze, bo forum jest publiczne, wejdź w ten link link:http://weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=14494

Konkursy literackie

konkursy literackie

Fajny konkurs mi polecono. Tu wstawiam linka: http://lubimye-czytac.pl/konkurs.php

Z grubsza chodzi o to, że redakcja narzuca pierwsze zdanie i gatunek powieści, a uczestnik konkursu ma dopisać ciąg dalszy.

I niby trudność żadna, bo to początek powieści. Wystarczy wprowadzić kilka wątków. Ale redakcja narzuca limit.

Należy zmieścić się w tysiącu znaków ze spacjami. Czyli napisać kilka dosłownie zdań.

Problem polega na tym, że jak się człowiek da porwać wyobraźni, to nijak się w tym narzuconym limicie nie mieści. I trzeba ciąć!

Każde zdanie, ba każde słowo jest tu na wagę złota.

Polecam, bo to świetne zabawa.

Do napisania.
Kasia

Puszka pandory.

Puszka pandoryOtworzyłam ją na własne życzenie. Rano dostałam drugą odpowiedź odmowną w sprawie „Rubinowej twierdzy”.

Cytuję:

„Szanowna Pani,
Dziękujemy, ale nie zdecydujemy się na publikację Pani tekstu.”

Spadło to na mnie na własne życzenie. Po tym jak przyszła pierwsza odpowiedź odmowna, posłałam mailem do reszty wydawnictw zapytanie o dalsze losy rubinowej.
No i doczekałam się. Fakt, że lepsza przykra prawda, od niewiedzy, ale drugiego ciosu w splot słoneczny w ciągu jednego tygodnia się nie spodziewałam.

Czekam na odpowiedzi od reszty. Ale nie dzisiaj. Mam nadzieję, że z racji piątku i ładnej pogody ci państwo szybciej wyjdą z pracy;D

Wyjdą, prawda?

Do napisania.
Kasia

Przynajmniej dowiedziałam się, że dostali.

Przynajmniej dowiedziałam się, że dostali.

.

W sumie to taki śmiech przez łzy. Dzisiaj dostałam pierwszą odpowiedź odmowną w sprawie „Rubinowej twierdzy”.

Zważywszy na czas w jakim standardowo wydawnictwa rozpatrują propozycje, decyzja zapadła dość szybko, bo po dwóch miesiącach.

Zanim klamka zapadła, kilka razy próbowałam się mailowo dowiedzieć, czy dostali mój rękopis. Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Ile sekund trwają dwa miesiące, wie tylko ten kto czeka… Teraz przynajmniej wyszło na jaw, że rękopis doszedł.

Pani sekretarz redakcji zaproponowała mi odesłanie powieści na mój koszt. Jeżeli nie udzielę odpowiedzi w ciągu trzech miesięcy, rękopis zostanie zniszczony.
Coś mi mówi, że nie powinnam do tego dopuścić. Taki akt wandalizmu mógłby zapeszyć. Niedobrze! Na dodatek stałam się przesądna!

Z drugiej strony znów narażam się na koszty i to niemałe. Bo wydruk w postaci, w jakiej chciało go wydawnictwo, waży ponad kilogram. A może by tak poprosić owo wydawnictwo, żeby na mój koszt posłało ten rękopis dalej?

Jest jeszcze kilka domów wydawniczych, które żądają wydruku. Wtedy zapłacę tylko raz, a nie dwa.

To co prosić, żeby wysłali tę powieść do kolejnego wydawnictwa, czy lepiej nie jątrzyć?

Do napisania.
Kasia